Te dwa nazwiska - Politkowskiej i Litwinienki - najlepiej oddają sposób, w jaki Kreml pod rządami Władimira Putina pozbywa się niewygodnych osób. Łączy ich nie tylko śmierć zadana bezlitośnie i w miejscu, w którym nie mogli się jej spodziewać, ale również fakt, że oboje zaangażowali się, podobnie jak do piątku Borys Niemcow w kwestię wojny rosyjsko-ukraińskiej, w informowanie Rosjan o prawdziwych motywach i prawdziwych działaniach związanych z pierwszą i drugą wojną czeczeńską w Rosji. Chodziło przede wszystkim o zamachy bombowe na bloki mieszkalne i moskiewskie metro, porwania zakładników w teatrze na Dubrowce i szkole w Biesłanie. We wszystkich przypadkach zamachy były przygotowywane przez kremlowskie służby, w przypadku porwań służby specjalne Federacji Rosyjskiej zabijały i zakładników, i porywaczy.

Reklamy
Reklamy

Wszystkie przypadki były pretekstem do rozpoczęcia wojny z Czeczenią, lub wzmocnienia działań wojennych w tej republice.

Kiedy Politkowska odbierała nagrody za swoją książkę '#Rosja Putina', była już znana nie tylko w Rosji, ale na całym świecie. To ona m.in. prowadziła negocjacje z Czeczenami w sprawie uwalniania porwanych Rosjan, w tym również żołnierzy rosyjskich. I ona mówiła wprost o tym, że osoby niewygodne dla rosyjskich władz są po prostu likwidowane. Zabito ją w windzie do jej mieszkania koło Dworca Białoruskiego, w samym centrum Moskwy, a data jej śmierci - 7 października, czyli dzień urodzin Władimira Putina nie była przypadkowa. Obok bestialsko zamordowanej Politkowskiej znaleziono pistolet i łuski jednoznacznie mające wskazywać, że za morderstwem stoją Czeczeni, których praw Politkowska broniła.

Reklamy

Koniec końców karę za #morderstwo, jak oficjalnie poinformowało Amnesty International, dostał Dmitrij Pawluczenkow, emerytowany oficer policji. Sąd w Moskwie skazał go na 11 lat kolonii karnej z możliwością wcześniejszego zakończenia wyroku. Jego dalsze losy są nieznane.

Litwinienkę zabito bardziej okrutnie, ale też z perspektywy Kremla popełnił większe grzechy. Był oficerem FSB, który opuścił szeregi po to, aby poinformować, że za zamachami bombowymi w Moskwie przypisywanymi przez Kreml Czeczenom, stoją jego koledzy z FSB. Między innymi, bo krytyka Kremla w wykonaniu Litwinienki była dużo poważniejsza i - jako, że sam pochodzi ze służb specjalnych - dużo bardziej dla Putina niebezpieczna. Na pierwszej po opuszczeniu FSB konferencji prasowej ujawnił rozkazy, według których to właśnie on miał zabić Borysa Bierezowskiego, multimilionera rosyjskiego mieszkającego w Anglii, który nie tylko krytykował Putina, ale finansował partie opozycyjne wobec Putina. Po licznych procesach sądowych Litwinience udało się uciec do Wielkiej Brytanii, gdzie został otruty radioaktywnym polonem przez służby specjalne Rosji.

Reklamy

Mówią o tym wprost oficerowie Scotland Yardu, którzy zaraz po śmierci Litwinienki rozpoczęli żmudne, międzynarodowe śledztwo prowadzące pod mury Kremla.

Litwinienko, który tuż przed śmiercią przeszedł na Islam wprost mówił, że trucizna została mu podana w herbacie przez jednego z byłych kolegów z FSB. W kawiarni niedaleko londyńskiego mieszkania, gdzie spotkał się, żeby odebrać dokumenty dotyczące morderstwa wykonanego na Annie Politkowskiej. #Władimir Putin