Barack Obama, Władmir Putin, Angela Merkel - chcecie poznać ich dane osobowe? Dzięki banalnie prostej pomyłce urzędnika to możliwe - choć za dużo się nie dowiecie.

O wycieku poinformowały dziś wszystkie media na świecie. Ma on źródła w szczycie G20, który odbył się w Brisbane w 2014 roku. Jeden z urzędników, który brał udział w przygotowaniach, przesłał informacje takie jak numery paszportów i wiz przywódców do organizatorów mistrzostw Azji w piłce nożnej w Australii. Zdarzenie miało miejsce w styczniu 2015 roku, jednak dopiero w ostatnich dniach marca sprawa wyszła na jaw. Co prawda nie ma tam takich informacji ja np. numery telefonów czy dane dotyczące kont w bankach, jednak gdyby i takie przechowywane były w bazie danych, również i one zostałyby upublicznione. Wyciek nastąpił za pomocą programu Outlook, a konkretniej - błędu osoby, która wysyłała e-maila i nie sprawdziła poprawności automatycznie uzupełnionego adresu odbiorcy. W związku z tym mail ze wspomnianymi danymi trafił w niepowołane ręce.

Australia - kraj wycieków?

Jest to już kolejny przypadek wycieku danych, który ma związek z Australią. W lutym 2014 roku tamtejszy urząd do spraw imigracji przez pomyłkę urzędnika opublikował listę 10 tysięcy osób starających się o azyl na najmniejszym kontynencie świata. Oczywiście były tam również poufne dane osobowe, w tym adresy zamieszkania kandydatów na Australijczyków oraz numery telefonu. Dzięki szybkiej reakcji lista zniknęła z sieci, jednak jak mówi stare porzekadło - co raz do internetu trafi, zostaje tam już na zawsze, więc kto chce, będzie mógł znaleźć te informacje. Mnie natomiast dziwi, że urzędnicy przesyłają między sobą niezaszyfrowane dane. Do poczty rządowej czy firmowej można się dość prosto włamać, jednak rozszyfrowanie hasła założonego na bazę danych czy plik archiwum to już dość czasochłonna i trudna sprawa. Jak widać, urzędnicy obsługujący maile i komputery nie znają jeszcze takich prostych czynności, jak zabezpieczanie pliku hasłem, a zapewne pensje mają całkiem przyjemne - bo urząd to rzecz odpowiedzialna. Zupełnie jak w Polsce, prawda?