23.03.2015 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Rady Ministrów "w sprawie wprowadzenia obowiązkowych ćwiczeń wojskowych". Jest krótkie, zaledwie kilka zdań opublikowanych w Dzienniku Ustaw nr 321.

Niby nic. Ojczyzny przecież trzeba bronić i każdy się z tym zgodzi. Pozostaje jednak pytanie - dlaczego właśnie teraz? I dlaczego nieomal równocześnie Minister Obrony Narodowej wprowadził kilka rozporządzeń i obwieszczeń mówiących o kosztach pochówku żołnierzy niezawodowych, roszczeniach za szkody wyrządzone przez wojska obce, o sprawach przydziałów mobilizacyjnych i odbywania zasadniczej służby wojskowej, a także o kilku innych sprawach jeszcze. Czyżby groziła nam wojna? No i dlaczego główne media nawet nie próbują zauważyć tych zmian w prawie?

Wykorzystać chwilę.

A może jest inaczej? Sytuacja polityczna za naszą wschodnia granicą jest - mówiąc delikatnie - niestabilna. Społeczeństwo jest wystraszone, a to dobry czas na wprowadzenie przez Rząd i wojsko bardziej rygorystycznych przepisów. Przecież nikt nie będzie się w chwili zagrożenia martwił o szczegóły. Nawet jeśli wie, że diabeł tkwi właśnie w nich. Niewielu zauważa, że siłą wyborców - w końcu żyjemy podobno w demokratycznym państwie - wprowadzane są właśnie przepisy pozwalające na ograniczenie tejże demokracji.

Koniec z problemami NFZ-tu?

Wyobraźmy sobie - czysto teoretycznie - taką sytuację: Narodowy Fundusz Zdrowia przedstawia lekarzom stawki, które są dla nich nie do przyjęcia. Nie tylko ze względu na ich własne zarobki, ale przede wszystkim dlatego, że pacjent miałby szansę na badanie krwi raz na 2 lata, a EKG najwyżej raz w roku. O bardziej skomplikowanych badaniach nie wspominając. Lekarze odmawiają, przychodnie są zamknięte. Co może zrobić Rząd? Ano może poprosić o pomoc wojsko, aby swoimi siłami pomogło pacjentom. A co robi wojsko? Wykorzystując nowe rozporządzenie powołuje lekarzy i pielęgniarki na ćwiczenia, po czym wysyła ich w miejsca, gdzie kontrakty nie są podpisane. Rozkaz, to rozkaz. Wykonać trzeba! Ktoś tam się pewnie wzburzy, ktoś zaprotestuje, ale większość i tak przecież szybko odpuści. W końcu bat można ukręcić z... wszystkiego. I często nie trzeba nawet uderzyć, wystarczy go na chwilę pokazać.

Jak kopać rowy

Kiedyś, gdy obowiązywała zasadnicza służba wojskowa, wojsko miało mniej zmartwień. Żołnierze - ci z poboru - pełnili na przykład służbę wartowniczą. Dzisiaj jest inaczej, dzisiaj często wojsko musi płacić za ochronę swoich obiektów prywatnym firmom. Naprawa dachu, instalacji elektrycznej, wodnej czy innej, sprzątanie pomieszczeń, malowanie? Nie ma sprawy - przyjdzie żołnierz z poboru i zrobi. Wszędzie - w koszarach, w budynkach mieszkalnych oficerów, także "na mieście". Wojsko miało ludzi, wojsko pomagało.  Dzisiaj wojsko tego nie może. Przecież nie zapłaci sierżantowi za malowanie miejskiej muszli koncertowej. Ani żadnej innej...

No, ale teraz wojsko znowu - zgodnie z rozporządzeniem - może powołać obywatela na obowiązkowe ćwiczenia gdy tylko pojawią się "potrzeby". Zawodowi żołnierze będą wtedy obsługiwać swój bezcenny, profesjonalny wojskowy sprzęt, a ci z ćwiczeń - nie z poboru! - niech kopią, noszą co trzeba przynieść, rąbią co trzeba zrąbać. Niech ćwiczą! Jako batalion inżynieryjno-budowlany. W skrócie BIB. Albo Bibole, jak ich kiedyś nazywano. #wojsko polskie #NFZ