Jak głosi obiegowa opinia wielkich i powszechnie znanych środków masowego przekazu w Polsce i Niemczech, zbrodni wojennych na Ukrainie dokonują tylko krwiożerczy separatyści, a strona przeciwna, walcząca o zachowanie całości terytorialnej Ukrainy, to nieskazitelni bohaterowie. Na wojnie propagandowej nie liczy się to, gdzie jest prawda. To jednak nie jest tylko wojna Halicza z Donbasem, a może to nawet wcale nie jest wojna między zachodnią a wschodnią Ukrainą. W każdym razie to nie jest wojna, której chcą zwykli ludzie na zachodniej i wschodniej Ukrainie. Nieco szerzej o tym na końcu tego artykułu, ponieważ przede wszystkim jedno zwróciło moją szczególną uwagę: nadzwyczaj podejrzana zbieżność trudnych sytuacji wojsk ukraińskich oraz zbrodni wojennych, które można przypisać stronie rosyjskiej.

Ostrzał Kramatorska, prowadzący do wielu ofiar cywilnych, nastąpił po tym jak ukraińskie wojska zostały zamknięte w pierścieniu okrążenia pod miasteczkiem Debalcewo.

Reklamy
Reklamy

Są to jedne z najlepszych jednostek ukraińskich sił zbrojnych, z dużym odsetkiem zawodowych żołnierzy i oficerów. Jeśli tych kilka tysięcy ludzi zostanie utraconych front może się załamać. Wojska zbuntowanych republik ludowych mogą wtedy nawet zająć Mariupol oraz otworzyć sobie drogę na Charków. W obu tych wielkich miastach znajdują się ostatnie zakłady przemysłu zbrojeniowego wytwarzające broń i remontujące technikę bojową dla ukraińskich wojsk rządowych. Po ich utracie rząd Jaceniuka-Poroszenki nie będzie już miał czym walczyć dalej o własnych siłach.

Przypisywany separatystom ostrzał Mariupola nastąpił po tym, jak szef Donieckiej Republiki Ludowej Zacharczenko zagroził, że w odwecie za powtarzające się masakry zwykłych ludzi na ulicach Doniecka jego armia rozpocznie atak na Mariupol.

Reklamy

Mariupol mógł zostać zdobyty przez powstańców już we wrześniu ubiegłego roku, ale "bojówkarze i terroryści", jak ich nazywa propaganda Kijowa, zgodzili się na rozejm aby ratować ludność cywilną. Przypomina to sytuację, w której doszło do zestrzelenia samolotu Boeing 777 malezyjskich linii lotniczych. Całe brygady ukraińskiej armii stały wtedy okrążone, cierpiąc głód i pragnienie, na trzydziestoparostopniowych upałach, pod ogniem dział, moździerzy i artylerii rakietowej. Sankcje Unii Europejskiej miały wtedy zmusić Putina do uszczelnienia granicy i zaprzestania wszelkiej pomocy rodakom znajdującym się po jej drugiej stronie.

Zamęt na froncie wschodnim

Unia Europejska sprawia obecnie wrażenie, że walczy na dwóch frontach: zachodnim, z islamistycznym terroryzmem oraz wschodnim, z ludźmi Putina. To rzuca się w oczy. Natomiast ze strony niezależnych reporterów z krajów słowiańskich, znających rosyjski i rozumiejących po ukraińsku, pojawiają się informacje na temat innej groźnej sytuacji.

Reklamy

Chodzi o bałagan na tyłach i zorganizowaną kradzież materiałów wojennych, żywności i lekarstw. Większość tych rzeczy zamiast trafiać do wojsk walczących w Donbasie pada łupem oligarchów i pomniejszych złodziejów. Przyczynia się to do tego, że strona rosyjska ma coraz większą przewagę na linii ognia. W batalionach ukraińskiej gwardii narodowej wrze. Zaczyna przeważać przekonanie, że oligarchowie chcą śmierci tych, którzy przyszli na front z Majdanu.

Załamuje się też morale. W wyniku ogromnych strat w ludziach (liczba zabitych ukraińskich żołnierzy wynosi zapewne kilka tysięcy; oficjalne dane są ogromnie zaniżane) faktycznie załamała się najnowsza mobilizacja. Mężczyźni w wieku poborowym, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, nie chcą iść na pewną śmierć i codziennie tysiącami przekraczają polską granicę. Zamiast śmiertelnej kuli czy pocisku czeka tam na nich praca na czarno. Dalsze ogromne rzesze tych ludzi opuszczają miejsca stałego zamieszkania i ukrywają się przed poborem. Cała ta sytuacja coraz bardziej przypomina stopniowe załamanie się armii carskiej podczas pierwszej wojny światowej. Coraz częściej mówi się o potrzebie drugiej rewolucji w Kijowie.

Pokojowe uregulowanie? Dopiero po zdobyciu Odessy!

Na stronach Blasting News Deutschland ukazał się wywiad z francuskim ochotnikiem, walczącym po stronie rosyjskiej. Można się zeń dowiedzieć o nastrojach, jakie panują w wojskach Konfederacji: "Idealnym rozwiązaniem byłby podział tego kraju na dwie części. Część rosyjska musi być całkowicie niepodległa. Oczywiście wraz z Charkowem i Odessą. Z tymi dwoma miastami mielibyśmy tu państwo zdolne do samodzielnej egzystencji. Reszta Ukrainy niech sobie idzie tracić suwerenność w Unii Europejskiej, skoro tak bardzo tam tego pragną".



Moim skromnym zdaniem jest rzeczą mało prawdopodobną, aby przywódcy Konfederacji Noworosji nakazywali niszczyć tereny, które prędzej czy później mają znaleźć się w granicach ich państwa. Nie mają też nic do zyskania na zabijaniu swoich rodaków. Sterroryzowanie mieszkańców Doniecka i Ługańska przy pomocy bezustannego ostrzału artyleryjskiego, aby zmusić te miasta do kapitulacji było i jest celem rządu w Kijowie. Na razie za cenę przerwania tej taktyki mają zostać ocalone bezcenne dla Poroszenki i Jaceniuka brygady, pułki i bataliony pod Debalcewem. Poroszenko oburzał się z powodu śmierci cywilów stojąc nad rakietą, która spadła na Kramatorsk. Od czerwca do września jego armia zabijała ich codziennie, ostrzeliwując cele cywilne, takie jak ów płonący wieżowiec. Od stycznia robi to znowu. Ktoś chce walczyć z Rosją na Ukrainie do ostatniego Ukraińca. Kto tu jest właściwie terrorystą? #Ukraina