Wszyscy powinniśmy uczyć się od "Gazety Wyborczej"! Za wywiad i publikacje bierze się pieniądze, bo jest to forma ogłoszenia, reklamy, promocji rozmówcy i instytucji którą reprezentuje! Nie ma co… ogłoszenie kosztuje. Jak wynika z raportu wpolityce.pl w 2013 roku ministerstwa i kancelaria premiera wydały na reklamy w prasie blisko 25 mln zł, z czego 54 proc. trafiło do konto "Gazety Wyborczej". Ministerstwo #rolnictwo za jeden wywiad w "Wyborczej" zapłaciło (w lutym) prawie 12 tys. Tylko dlaczego akurat w tej gazecie? Istnieją przecież też inne. Przypadek? Nie sądzę.

Parodia!

Parodia czego? Parodia gatunku dziennikarskiego jakim jest wywiad! Po pierwsze: o ile dobrze pamiętam wywiad ma na celu uzyskanie informacji, dotyczących ważnego tematu.

Reklamy
Reklamy

Ważnym wydarzeniem jest właśnie protest rolników. Ale uzyskanie informacji polega na tym, że ktoś zadaje pytania i ktoś odpowiada. W przypadku wywiadu w "Gazecie Wyborczej" widzimy rewolucję. Dlaczego? Osobą zadającą pytania i odpowiadającą jest nikt inny, jak #Marek Sawicki. Pan minister rozwija rolnictwo i dziennikarstwo. Brawo!

Po drugie: od kiedy osoba udzielająca wywiadu płaci za niego? Słyszałam o przypadkach, że chcąc przeprowadzić rozmowę ze sławną osobą trzeba jej zapłacić. Ale żeby było na odwrót? To mi się jeszcze nie obiło o uszy. Zrozumiałabym, żeby za wywiad płaciła osoba, której popularność wisi na włosku. A może tak jest w przypadku Sawickiego?

Rzecznik resortu rolnictwa tłumaczy, że pieniądze na rozmowę poszły ze "środków budżetowych przeznaczonych na działania informacyjne i promocyjne dotyczące rolnictwa i gospodarki żywnościowej".

Reklamy

Zdaniem Sawickiego, jest to "ogłoszenie" (które kosztowało 11 725 zł). Moim zdaniem jest to raczej reklama, a te pieniądze miały wpłynąć na odzyskanie poparcia i poprawienie wizerunku. Udało się? Jest to wątpliwe, ponieważ ludzie nie patrzą na treść samego wywiadu, a na fakt że MRiRW wydaje pieniądze na lewo i prawo. Sawicki chyba boi się odwołania, bo zapewnia, że "nie ma dnia, bym nie rozmawiał z rolnikami." A to właśnie rolnicy od jakiegoś czasu głośno krzyczą: "Sawicki frajerze naród ci władzę odbierze".

Odbierze?

Kto wie? Jeśli protesty nasilą się, to może do tego dojść. Na chwilę obecną protestujący rolnicy mogą o tym tylko pomarzyć. Ewa Kopacz sama decyduje, kto jest w jej drużynie. W Radomiu powiedziała, że o losie ministra Marka Sawickiego i doborze współpracowników będzie decydować sama. Dodała twardo: "przepraszam bardzo, ani ja nie mam ochoty wybierać przedstawicieli central związkowych, a już na pewno rolnicy nie będą wybierać ministra w moim rządzie". Jak widać na razie protestujący są na przegranej pozycji i będą musieli się mocno napocić aby doprowadzić do odwołania ministra. #ministerstwo rolnictwa