W internecie pojawiła się petycja autorstwa Stefana Tompsona - londyńczyka polskiego pochodzenia, który niedawno przeprowadził się do Warszawy. Mężczyzna apeluje o depenalizację przechodzenia przez ulicę na czerwonym świetle.

Jak sam mówi, kary pieniężne za niezatrzymanie się przed pustą jezdnią są absurdem. Już dzisiaj mieszkańcy wielu europejskich miast (między innymi w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Belgii) mogą samodzielnie ocenić poziom bezpieczeństwa na drodze. Nikt ich nie ściga, gdy w środku nocy ośmielą się zignorować sygnalizator świetlny.

Czyżby nadszedł czas na zmiany w naszym kraju? Pod petycją Tompsona pojawiło się już 3.5 tysiąca podpisów, a liczba ta ciągle rośnie. Inicjatywa zainteresowała posła Twojego Ruchu, Marka Poznańskiego. Polityk zamierza złożyć w tej sprawie stosowną interpelację podczas najbliższego posiedzenia Sejmu.

Wśród komentarzy popierających akcję, pojawiają się także głosy krytyczne. Wielu internautów obawia się, że depenalizacja spowoduje chaos na drogach, a liczba wypadków wzrośnie.

Zastanówmy się. Czy Polakom ta wolność uderzy do głowy i zaczną rzucać się na złamanie karku przed pędzące samochody? Myślę, że nawet osoby słabsze z fizyki mają świadomość, że siła argumentu i argument siły znajdują się po stronie ciężkiej maszyny poruszającej się z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Kładąc na szali własne zdrowie i życie, niemal każdy rozejrzy się w poszukiwaniu nadjeżdżającego pojazdu. Jest to nawyk wpajany od dzieciństwa.

Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, warto byłoby umieścić zapis o pełnej odpowiedzialności, jaką pieszy bierze na własne barki, decydując się na przejście na czerwonym świetle. Wariaci zdarzają się wszędzie. Czy wobec tego, w ich imieniu tysiące rozsądnych osób ma tracić swój cenny czas na kontemplowanie krwawej lampy, kiedy można bez przeszkód ruszyć w dalszą drogę?

Czy Polska to naród idiotów? Nie! Pozwólmy ludziom brać za siebie odpowiedzialność. Nauczmy dzieci zasad bezpieczeństwa, a nie bezmyślnego przestrzegania przepisów. Nie potrzeba nam kolejnych nakazów, zakazów, mandatów i gróźb. Zaufajmy zdrowemu rozsądkowi.