Zgodnie z panującym rozwiniętych gospodarkach trendem #rolnictwo jest jedną z najsilniejszych gałęzi gospodarki. Gwarantuje nie tylko zaopatrzenie rodzimego rynku w żywność, ale nadprodukcję z powodzeniem eksportuje do odbiorców zza granicy gwarantując rozwój i gospodarstw rolnych, i firm przetwórczych, i skarbu tego, czy innego państwa. Dzieje się tak dlatego, że rolnicy z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych (oraz rozwiniętych krajów Azji) to najczęściej wielcy producenci odpowiadający za relatywnie duży poziom zatrudnienia w gospodarce. Podobnych do polskich, małych i rozczłonkowanych gospodarstw rolnych jest niewiele, bądź nie ma ich wcale, co przekłada się na zmniejszanie kosztów produkcji z jednego hektara ziemi.

Reklamy
Reklamy

Duzi producenci rolni mają również większą siłę przebicia na międzynarodowych rynkach - mogą bowiem korzystać z efekty skali i proponować bardzo niskie ceny swoich produktów. To dlatego zdarza się, że w polskich sklepach pomidory z Hiszpanii są często tańsze, niż te z pobliskich gospodarstw.

Polscy producenci próbują wprawdzie konkurować z gigantycznymi producentami z krajów Europy Zachodniej tworząc grupy producenckie i spółdzielnie w obszarze sprzedaży, jednak tu pojawiają się bariery w postaci polskiego prawa podatkowego i koncesji, których wykupowanie po prostu się nie opłaca.

Warto również pamiętać, że w momencie wejścia do Unii Europejskiej ówczesny rząd Polski zgodził się na drastyczne zmniejszenie polskiej produkcji rolnej, żeby nie położyć na łopatki konkurentów z Zachodu.

Reklamy

W zamian za to Unia zaproponowała nam dopłaty, które maja dzielić agencje polskiego rządu. Zdaniem protestujących rolników robią to źle. #Unia Europejska #strajk

Polska potencjalnie jest jednym z największych producentów w rolnictwie - łącznie posiadamy 18,5 mln hektarów użytków rolnych, co daje nam trzecie miejsce wśród wszystkich krajów unijnych.