Kampania wyborcza w Polsce nabiera tempa. Poznaliśmy już chyba wszystkich kandydatów, którzy będą ubiegać się o najwyższy urząd w państwie. Patrząc na nazwiska, można stwierdzić, że partie polityczne za swój priorytet w tym roku uznały wybory parlamentarne. Walka o zwycięstwo rozegra się prawdopodobnie między politykami Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Sprawdźmy, jak wygląda sytuacja na trzy miesiące przed wyborami.

Słaba lista kandydatów na prezydenta

Jeżeli przyjrzymy się dotychczasowym wyborom prezydenckim w naszym kraju, to okaże się, że od samego początku cieszyły się większą popularnością niż na przykład wybory samorządowe. To dosyć ciekawe, biorąc pod uwagę, jakie kompetencje daje prezydentowi Konstytucja. Być może wyborca widzi więcej sensu w oddaniu swojego głosu na konkretnego kandydata, a nie na listę nieznanych nazwisk. Przyglądając się kandydatom na urząd prezydenta, mam wrażenie, że partie polityczne w ogóle nie biorą tego pod uwagę. Po 25 latach demokracji lista chętnych na najwyższy urząd w państwie wygląda naprawdę słabo.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, partia, która dała nam czterech premierów oraz prezydenta, który jako jedyny rządził przez dwie kadencje, wystawia w wyborach kobietę, o której można powiedzieć tylko tyle, że była stażystką w kilku instytucjach i bardziej sprawdzała się jako dziennikarz, niż polityk.

Reklamy
Reklamy

PSL zaproponował młodego kandydata tylko po to, aby nie udzielać poparcia Komorowskiemu. W Prawie i Sprawiedliwości "niewybieralnego" Kaczyńskiego zastąpił mało doświadczony Andrzej Duda. Patrząc na sondaże, ma on szanse najwyżej na drugą turę, jednak tylko wtedy, gdy osiągnie poziom popularności równy swojej partii.

Jednak bez względu na wynik, najwięcej zyska sam Duda, przynajmniej jeżeli chodzi o rozpoznawalność. Dzięki temu, po wyborach może być typowany na następcę Jarosława Kaczyńskiego. Urzędujący prezydent wylansował obraz ojca narodu, który nie angażuje się w spory polityczne i dobrze spełnia funkcję, jaką nakłada na niego ustawa zasadnicza. Pytanie tylko, ile w tym talentu Komorowskiego, a ile sprzyjającej sytuacji politycznej. Bardziej przemawia do mnie ta druga opcja, a spokój i stabilność wynika być może z tego, że zarówno premier jak i urzędujący prezydent wywodzą się z tej samej partii.

Reklamy

W przypadku gdy prezydent i premier pochodzą z innego środowiska, współpraca nie idzie już tak dobrze.

Kto zmusza kandydatów do kandydowania?

Słuchając kandydatów poszczególnych partii, mam wrażenie, że zostali zmuszeni do kandydowania. Tak się przyjęło, że partia wystawia swojego reprezentanta, nawet gdy nie ma on realnych szans. Do tej pory kandydowanie na prezydenta było raczej ukoronowaniem politycznej kariery, a nie jej startem. Brak doświadczenia nie daje niczego, czym można zwrócić na siebie uwagę. Dlatego trzeba to "coś" wymyślić i najlepiej umieścić w programie wyborczym. To dlatego słyszymy, że prawo należy napisać na nowo lub obniżyć wiek emerytalny. Nawet polityk bez doświadczenia powinien wiedzieć, że musi robić to, czego wymaga od niego prawo, a nie to, na co ma ochotę. Jednak kolejny raz jesteśmy zmuszani do wysłuchiwania obietnic i pomysłów, które i tak nie mają szans na realizację.

Tak jak pisałem wcześniej, ogólnie lista kandydatów prezentuje się słabo.

Reklamy

Szefowie partii politycznych wiedzą, że realną władzę w państwie daje wygrana w wyborach parlamentarnych, dlatego największe siły oszczędzają na jesień. Jeżeli #wybory prezydenckie mają polegać na wybieraniu kandydata z tak słabej listy, to może czas to zmienić? Być może prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe? Kandydatem powinien być człowiek zasłużony i bezpartyjny. Być może jest to temat, który należy przedyskutować i poważnie rozważyć wszystkie za i przeciw.