Właśnie zaczęła się kampania prezydencka.

Czeka nas widok obwieszonych twarzami kandydatek i kandydatów, przydrożnych lamp, słupów i płotów. Każde z nich będzie zapewniało nas, że jest lepsze od pozostałych, co ma oznaczać, że ma w sobie mniej politycznej próżni niż konkurenci. Znowu przeczytamy hasła, że Polskę trzeba zmienić, że Polska dla Polaków, że ja jestem stąd, więc jestem lepszy od innych. Jadąc samochodem lub czekając na tramwaj mamy zdecydować na kim postawimy krzyżyk dziesiątego maja.

Część komentatorów politycznych zwraca uwagę na dr Ogórek, gdyż jest młoda, ładna, energiczna, czym zwraca na siebie uwagę.

Reklamy
Reklamy

Inni przywołują walory Andrzeja Dudy, też ładnego i młodego, mimo, że nie jest kobietą. Nie jest, bo nie musi. Ponad połowa wyborców jest kobietami, więc tutaj, poza brakiem merytorycznego wyróżnika, może upatrywać swojej szansy.

Pozostali kandydaci też mają swoje atuty. Kandydat PSL szermuje potencjalną aktywnością, co jest godne pozazdroszczenia, nawet gdy nie aspiruje się do bycia głową państwa. Aktywność zamiast poparcia przewodniczącego, który obstawia obecnego prezydenta, wydaje się mało przekonująca w kontekście braku aktywnej dewizy w sprawie związków partnerskich.

Ryszard Kalisz ma pod wiatr, gdyż jeszcze niedawno był razem ale już jest sam. Samemu przegrywać trudniej, z drugiej strony nie jest niczyją marionetką. Pozostali kandydaci Janusz Palikot, Anna Grodzka, Janusz Korwin-Mikke czy pan Kowalski zamiast zwolenników mają przeciwników.

Reklamy

Wydaje się, że dla nich najważniejsze jest z jaką zdobyczą procentową przegrają swoje kandydowanie.

Myślę, że najlepszą opcję wybrał SLD stawiając na walory wizualne. Co prawda, gdyby tą drogą poszły pozostałe partie, moglibyśmy otrzymać zamiast wyborów konkurs na Mis(s)(ter) of Poland, co zasadniczo niczego by nie zmieniło, gdyż politycy nie kierują się walorami wizualnymi ani obietnicami czy hasłami, ale układami. Brzydkie słowo, ale określenie „układy” już takie nie jest, chociaż nie oddaje całości znaczenia, a tylko jego polityczną stronę.

Po pierwszej kadencji, najlepsze układy ma urzędujący prezydent. Nie trzeba się temu dziwić, nie plątał się w sejmowe rozgrywki, nie walczył o setki na ekranie TV, nie rzucał „grubym” słowem w przeciwników, nie kąpał się w politycznej łaźni, był wyrozumiały.

Niedługo staniemy wobec dylematu, komu damy szansę wyjść spod tego prysznica i stanąć pod żyrandolem. Można śmiało powiedzieć, że każdy próbuje na miarę swoich możliwości do tego żyrandola doskoczyć .

W opinii większości znających się na rzeczy Prezydent Komorowski nie musi, on już go ma.