Noc sylwestrowa kończąca rok 2013 była także stypą na cześć niższej akcyzy obejmującej sprzedaż mocnych alkoholi. Podwyżka tego podatku o 15 procent była jedną z najgłośniejszych zmian otwierających 2014 rok. Chwilę przed porą dojenia, Polacy rzucili się do sklepów, przyczyniając się do gwałtownego wzrostu sprzedaży narodowego trunku. Producenci liczyli zyski, ale jednocześnie ze strachem spoglądali w przyszłość, w której czekała na nich nowa droga wybrukowana świeżutkimi opłatami. Wszystkie koszty ostatecznie pokrywa konsument, który w konsekwencji musiał wysupłać z portfela dodatkowe dwa złote na butelkę wódki.

Trzeba pamiętać, że przedstawiciele rządu twardo bronili swojej decyzji. W rękach mieli stalowe argumenty: drodzy państwo, podwyższamy ceny alkoholu, ponieważ... już dawno ich nie podwyższaliśmy. Było to niczym pocisk z karabinu, kładący trupem wszelkie wątpliwości. Od tamtej pory, skarbnicy narodu polskiego byli pewni, że obywatele z radością podzielą się swym bogactwem i dołożą kolejną cegiełkę do walącego się budżetu.

Minął rok i stało się coś niesamowitego: nie chcemy płacić więcej! To wprost oburzające. Jesteśmy społeczeństwem bezwstydnych skąpiradeł, które skierowało się w stronę szarej strefy i własnych talentów w dziedzinie etylowego rzemiosła. Jak donoszą internauci, pół litra własnego bimberku można wyprodukować już za dziesięć złotych, a wszyscy wiemy, że Polacy są wierni domowym spiżarniom.

Ale jak to? Tak samemu? Bez czułej kontroli Ojców Narodu? Pomimo wyraźnych ostrzeżeń branży alkoholowej, nasi mędrcy napisali własny scenariusz, który bardzo szybko okazał się historią fantasy. Jak wykazały oficjalne statystyki, produkcja wódki spadła w ubiegłym roku o 24 procent, natomiast wpływy z akcyzy okazały się nawet o kilka procent niższe niż pod koniec 2013 roku. Jednocześnie Skarb Państwa traci około miliarda złotych rocznie na rzecz szarej strefy. Tak było jeszcze przed podwyżką akcyzy. W związku z tym, logicznym krokiem wydawało się podniesienie sklepowych cen. Nic tak nie skłania do zakupów jak możliwość zapłacenia kolejnego podatku.

Już nasze babcie znały powiedzenie mówiące o tym, że chytry dwa razy traci. Żałuję, że polscy politycy nie spędzali w dzieciństwie więcej czasu ze swoimi babciami. Być może ten beztroski czas wypełniony pierogami i włóczką, zasiałby w nich kilka szarych komórek, które najwyraźniej są (nie)zbędne do rządzenia krajem. #finanse publiczne #podatki