Zadawane od kilku lat, legendarne już pytanie "Jak żyć, panie premierze?" doczekało się wreszcie konkretnej odpowiedzi. Donald Tusk zamiast mydlić narodowi oczy kolejnymi obietnicami bez pokrycia, pokazał jak żyć. I to na całkiem wysokim poziomie.

Wina Tuska

Stanowisko Prezesa Rady Ministrów przysporzyło Donaldowi Tuskowi zdecydowanie więcej wrogów, niżeli przyjaciół. Tusk obrywał za wszystko, co przez ostatnie lata działo się na polskiej scenie politycznej. Był ulubionym celem ataków opozycji, a niezadowolone społeczeństwo skupiało swą niechęć do władzy właśnie na osobie premiera. Nadszarpnięta reputacja nie ułatwiała premierowi życia w kraju nad Wisłą.

Kiedy pojawiła się wiadomość o wyborze Tuska na nowego Szefa Rady Europejskiej, część społeczeństwa odebrała to jak ucieczkę szczura z tonącego okrętu. Słuszność tej tezy zdają się potwierdzać późniejsze wydarzenia w Polsce, które miały miejsce już po objęciu przez Donalda Tuska stanowiska "Prezydenta UE". Cała żółć i hejting polskiego narodu spadły na jego następczynię Ewę Kopacz, która mimo zaledwie kilku miesięcy piastowania urzędu, doczekała się już nawet własnego "pogrzebu", zorganizowanego przez górników protestujących przeciwko likwidacji kopalń. O znienawidzonym Tusku, o dziwo, zapomniano.

Tak się to robi, Rodacy.

"Obiecał pan swoim rodakom na emigracji, że będą mogli wrócić do kraju (...) Odkąd jesteście w Unii Europejskiej z Polski wyjechało ponad dwa miliony ludzi! A przyczyną są pieniądze, czyż nie? Pan sam jest tego najlepszym przykładem. Jest pan najnowszym polskim emigrantem! Zamienił pan pensję wysokości 60 tysięcy euro rocznie na 300 tysięcy euro rocznie, więc gratuluję, wygrał pan na loterii!"

-Tak w Parlamencie Europejskim ironizował brytyjski eurodeputowany Nigel Farage, znany ze swojego ciętego języka.

I trudno się z nim nie zgodzić, wiedząc, jak wygląda nowe życie starego premiera.

Uczy się angielskiego i daje się złapać na zakupach w warzywniaku. Mimo presji, jaką wywiera na nim nowe stanowisko, zdaje się być bardziej wyluzowany i spokojniejszy. Nic dziwnego, przez następne dwa i pół roku (tyle trwa kadencja Szefa RE) Donald Tusk nie musi martwić się o swój byt.

Nie tylko pensja Donalda znacząco wzrosła. Luksus widać wyraźne w każdym aspekcie życia byłego premiera. 60 metrowe mieszkanie w gdańskiej kamienicy, zamienił na dwupiętrowy, luksusowy apartament w samym centrum Brukseli. Za czynsz, notabene 16 tysięcy złotych, płaci nie kto inny jak my, podatnicy. Do tego ochrona, samochód w pakiecie z kierowcą a przy tym z dala od rodzimych problemów.

By żyło się lepiej...

Jeszcze kilka lat temu mentalność Polaków przebywających na emigracji zarobkowej była inna niż obecnie. Polscy emigranci zakładali wówczas, że emigracja to dla nich tymczasowe rozwiązanie. Popularnym trendem był wyjazd "na kilka lat" i odłożenie gotówki na lepszy start w Polsce. Na dom, na działkę, na rozkręcenie interesu. Aktualnie większość emigrantów nie planuje powrotu do ojczyzny. Rozczarowani brakiem perspektyw, stawiają na życie na obczyźnie. To tutaj kupują domy,zakładają rodziny, kształcą się, uczą języków.

To możliwość stabilizacji sprawia, że Polacy niechętnie myślą o powrocie do Polski. Nawet, jeśli wykonywana przez nich praca nie satysfakcjonuje ich i często leży znacznie poniżej ich kompetencji i wykształcenia, jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby przeciętnego emigranta. Za najniższą krajową jest on w stanie opłacić czynsz, stać go na kupno i utrzymanie dobrego samochodu a także na wakacje i inne dobra konsumenckie, o których zarabiający to samo w złotówkach, mogą tylko pomarzyć.

Niech żyje król

Donald Tusk, po objęciu nowego stanowiska, został przez polskie media okrzyknięty "Królem Europy". Ironiczny pseudonim bardzo dobrze odzwierciedla hipokryzję premiera, który najpierw nawoływał polskich emigrantów do powrotu do kraju, po czym sam poszedł w ich ślady. #Unia Europejska