Fidel Castro wyraził poparcie dla zbliżenia między Kubą a Stanami Zjednoczonymi. Jednocześnie przyznał że nie ufa Amerykanom. Nie mam zaufania do polityki Stanów Zjednoczonych i nie zamieniłem z nimi (z Amerykanami) ani jednego słowa, ale nie oznacza to, że odrzucam pokojowe rozwiązanie konfliktu - napisał kubański El Commendante w liście odczytanym na Uniwersytecie w Hawanie. List opublikowała również kubańska gazeta "Granma".

17 grudnia Kuba i Stany Zjednoczone rozpoczęły historyczny proces zbliżenia. Obie strony zapowiedziały odnowienie pełnych stosunków dyplomatycznych i osłabienie obowiązującego od ponad 50 lat embarga. Kluczową rolę w zbliżeniu między narodami odegrała dyplomacja watykańska oraz papież Franciszek.

Reklamy
Reklamy

23 stycznia zakończyły się kolejne rozmowy pomiędzy przedstawicielami rządów Kuby i USA. Dyskutowano o odnowie stosunków dyplomatycznych oraz o możliwości otworzenia ambasad w stolicach obu krajów. Obie strony wyraziły chęć ponownego spotkania.

Najprawdopodobniej  dojdzie również do spotkania między Raulem Castro a Barrackiem Obamą w kwietniu tego roku, w czasie trwania Szczytu Obu Ameryk. Po raz pierwszy od ponad pół wieku w szczycie będzie uczestniczyć Kuba.

Wiele amerykańskich firm, zwłaszcza z Florydy jest gotowych natychmiast zainwestować na karaibskiej wyspie, zwłaszcza w infrastrukturę, obiekty sportowe (na przykład pola golfowe), sektor turystyczny, czy w rafinerie naftowe (pod dnem Zatoki Meksykańskiej, na terytorium Kuby, znajdują się złoża ropy naftowej).

Reklamy

Amerykańska Izba Gospodarcza od dłuższego czasu nawoływała do zniesienie embarga. Póki co, takie kraje jak Kanada, Wenezuela, Brazylia, Chiny, Włochy, Hiszpania czy Niemcy, chętnie korzystają z nieobecności amerykańskiej i handlują z komunistyczną wyspą.

Waszyngtonowi nie chodzi jedynie o kwestie ekonomiczne, ale również o geopolitykę. Karaibska wyspa położona jest zaledwie 70 mil od Stanów Zjednoczonych. Gdyby w przyszłości jakieś mocarstwo chciało przejąć kontrolę nad Kubą, Waszyngton znalazłby się w niekomfortowej sytuacji. Amerykanie wolą mieć sąsiada neutralnego, który nie przejawiałby wrogich intencji. Niewykluczone, że w dalszej przyszłości Waszyngton ponownie zapragnie włączyć Kubę w swoją strefę wpływów.