Polski parlament w tej kadencji doczekał się posłanki o równie ognistym charakterze co Janusz Palikot. Nawet niesforne włosy posłanki Krystyny Pawłowicz pokazują kiedy jest potulna niczym owieczka, a kiedy pali się w niej ognień niczym w kraterze wulkanu. Przypomnijmy kilka sytuacji z życia politycznego posłanki.

Wielki medialny debiut profesor Pawłowicz rozpoczął się od występu w programie "Wstajesz i wiesz". Nigdy chyba nie zapomnimy wielkiej ekspresji posłanki, kiedy to w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem ciągle powtarzała - "Te baby to szmaty i dziwki". Chodziło o komentarz do Marszu Szmat, który po raz kolejny zorganizowany został w Warszawie.

Reklamy
Reklamy

Choć wielu z nas wie czym jest ten marsz, to jednak w Sejmie zasiadają przedstawiciele społeczeństwa, którzy chyba pierwszy raz o nim usłyszeli. Nie pomogło też uspokajanie sytuacji przez Kuźniara.

Kolejny raz posłanka Pawłowicz naraziła się tym, którzy cenią profesora Władysława Bartoszewskiego. Wystąpił on w spocie wyborczym Platformy Obywatelskiej. Choć Pawłowicz, jak sama przyznała filmu nie widziała to zdecydowała się powiedzieć o Bartoszewskim "pastuch". Problem z posłanką miał również Marek Balta z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który zabrał głos w czasie debaty antyaborcyjnej w październiku 2012 roku. Wtedy to z ust Krystyny Pawłowicz miało paść w jego kierunku słowo "spie....". Jednak posłanka PiS-u tłumaczyła, że nic takiego nie powiedziała. Miał to być błąd stenotypistki, bo czasem w sali plenarnej Sejmu występują pogłosy i sprzężenia, więc mogła coś źle usłyszeć.

Reklamy

Gender i seksualność człowieka dla posłanki Pawłowicz jest szczególnie zapalnym tematem. Kiedy tylko słyszy tezy niezgodne z jej sumieniem czy przekonaniami od razu wybucha niczym uśpiony od lat wulkan. Wtedy swoimi krzykami próbuje zagłuszyć inne opinie. Szczególnie kiedy mówi się o miłości homoseksualnej. - "- Czy współżycie do odbytu to jest miłość?" - zastanawiała się na wystąpieniu w Zabrzu posłanka. Gdyby się czepiać słów, no to nie każda osoba homoseksualna uprawia seks analny, o czym pani "profesor" albo nie wie, albo zapomniała, a może nigdy nie spotkała lesbijek.

Ostatnie dwa zdarzenia to "świeżynki". Posłanka Pawłowicz chyba nie do końca znała relację dziennikarki TVN24 Agaty Adamek, gdyż zaatakowała ją na korytarzu i wyzwała najpierw od "kłamczuchy", a później, gdy dziennikarka się broniła pani poseł nazwała ją "idiotką". Być może Pawłowicz materiał tylko słuchała (raczej nie w swoim ulubionym Radiu Maryja), bo słowa które stały się zapalnikiem wypowiedział wiceminister zdrowia Sławomir Nueumann.

Reklamy

Jenak z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia posłanka postanowiła przeprosić dziennikarkę. Być może tym raem nie tylko słuchała ale i oglądała materiał Agaty Adamek.

Po wspomnianej awanturze profesor Pawłowicz zaczęło burczeć w brzuchu. Coś by się przekąsiło - zapewne pomyślała. Niestety marszałek Radosław Sikorski ostatnimi czasy, jak na złość, robi takie długie posiedzenia, że człowiek w ich połowie myśli już o jedzeniu. W takiej sytuacji posłanka PiS-u postanowiła jedzenie zabrać ze sobą na salę plenarną. Aby powiedzieć na forum wszystkim posłom co robi Pawłowicz zebrał się Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu. W swojej wypowiedzi podkreślił on, ze takie zachowanie godzi w powagę Wysokiej Izby, a ta nie jest barem mlecznym. Poprosił też o zarządzenie pięciominutowej przerwy, by Pawłowicz mogła wynieść brudne naczynia i sztućce. Z kolei posłanka poprosiła marszałka o przywrócenie porządku obrad.

W Sejmie już nie raz widzieliśmy różne zachowania. Z resztą nie tylko w Sejmie posłowie mają czasami dziwne myśli, albo wykazują dziwne zachowania. Trzeba jednak przyznać, że osoba posłanki Krystyny Pawłowicz dzieli Polaków na tych, którzy ją kochają i na tych, którzy nienawidzą. Być może jednak więcej jest tych drugich, bo czego jak czego, ale Polacy chlewu z miejsca pracy nie lubią robić.