Jestem na lotnisku w Dubaju, skąd za moment mam się udać do Chin. Mam już w głowie obraz dwóch tygodni w całkowitym odcięciu od popularnych w Europie mediów społecznościowych, a kto wie, może i w ogóle bez dostępu do internetu. Wypadałoby więc chyba ostrzec znajomych, że kontakt ze mną może być utrudniony. Pstrykam randomowe zdjęcie i wrzucam na Facebooka. “Na najbliższe 2 tygodnie znikam (nie, w Chinach #Facebook nie działa)” brzmiał mój post, teraz tylko opublikuj i… błąd.

“Twój post nie może zostać opublikowany, spróbuj ponownie później” czytam na ekranie. Próbuję więc raz jeszcze, następnie bez zdjęcia, podłączam się do różnych sieci, ale nic nie wychodzi.

Reklamy
Reklamy

Zanim dałem za wygraną zdecydowałem się jednak na mały eksperyment. Piszę post raz jeszcze, ale już bez zdania w nawiasie i klikam. Chwilę później pierwsi znajomi zaczynają reagować na niewinnie wyglądający post. To nie do końca tak, że Chiny nie lubią Facebooka. Fejs nie lubi Chin i to z wzajemnością.

Blokady można obejść - tylko po co?

“Nikt nie używa tutaj Facebooka, nie ma nawet możliwości utworzenia konta, poza tym nie ma tam moich chińskich znajomych. Mamy za to kilka swoich zamienników” - mówi mi Yang, 22-letnia studentka języka angielskiego z Szanghaju.

Wkrótce dowiaduję się, że można blokadę Facebooka obejść. “Mam konto na Facebooku i Instagramie, jak chcesz mogę cię dodać do znajomych” - informuje Hang i jako potwierdzenie swoich słów wysyła mi zaproszenia do grona znajomych. Od Yang różni go jednak jeden szczegół.

Reklamy

Pracuje jako nauczyciel języka chińskiego dla obcokrajowców i kiedyś był już w Europie, właśnie po to, żeby uczyć mandaryńskiego. To wtedy założył konto na Facebooku i pobrał aplikację VPN, która zapewnia mu dostęp do serwisu w Chinach.

To prawda, są VPN-y, które w Chinach działają i co więcej są nawet takie, które są darmowe. W ten sposób z Facebooka korzystałem przez 2 tygodnie. Problem polega jednak na tym, że nie wszystkie tego typu aplikacje tutaj funkcjonują. W przypadku niektórych jest to loteria - warto zainstalować kilka z nich i może któraś zadziała. Niestety zarówno Google, jak i Apple sumiennie wycofują działające w Chinach aplikacje ze swoich sklepów i nie ma możliwości ich zainstalowania.

Nie ma więc prawie niczego, czego właścicielem byłby Mark Zuckerberg (z jednym wyjątkiem, o którym będzie następnym razem!) i co pochodziłoby od Googl. Nie ma wyszukiwarki (działa na przykład Yahoo albo chińskie Baidu), problemy są również z przeglądarką Chrome.

“Zamiast Youtube’a mamy kilka podobnych serwisów z filmami” - tłumaczy mi Yang i dodaje: “Jest to chyba dobre rozwiązanie, bo nie ma monopolu, takiego jak w Europie”.

Reklamy

Dociera do mnie, że faktycznie - poza Youtubem jest jeszcze tylko Vimeo, którego używa 5 osób w jednym skansenie na podkarpaciu. A w Chinach na niemal każdy zablokowany Europejski produkt mają odpowiedź w postaci przynajmniej kilku własnych portali i aplikacji. Dlatego też Chińczycy są na bieżąco z naszymi trendami. “Najchętniej słucham muzyki anglojęzycznej, najbardziej lubię Justina Biebera” - przyznaje Yang i pokazuje mi swoją playlistę, na której widzę też klasyki, na przykład The Beatles. W tle z kolei pobrzmiewa Despacito po chińsku.

W Europie lubimy ze sobą rozmawiać

Słyszeliście o wypożyczalni power-banków? Cóż, pewna amerykańska firma próbowała kiedyś coś takiego wprowadzić na rynek. Wyglądałoby to tak, że w kawiarniach, restauracjach czy innych miejscach publicznych, zwłaszcza takich, gdzie trudno o dostęp do gniazdka, stoi skrzynka z kilkoma power-bankami, które można sobie wziąć, korzystać np. podczas czekania na posiłek, a następnie zwrócić, wychodząc. Taki wynalazek był przez pewien czas produkowany przez fabrykę w chińskim Shenzhen, ale producent uznał, że w Ameryce nie ma zapotrzebowania na tego typu usługę. Produkt okazał się za to hitem sprzedażowym w Chinach, a produkująca go fabryka przejęła prawa do sprzedaży i rozprowadza go w Państwie Środka.

“Produkt okazał się klapą, ponieważ gdy Amerykanie czy Europejczycy idą do restauracji czy kawiarni, to rozmawiają ze sobą i cieszą się jedzeniem” - mówi Steven, dyrektor fabryki Anker Electronics w Shenzhen takim tonem, jakby było to coś dziwnego - “Tymczasem w Chinach wszyscy ciągle siedzą w telefonach i dlatego power-banki są tak popularne”. Mimo że my też czasami spoglądamy w ekran telefonu czekając na jedzenie, to okazuje się, że w Chinach jest to znacznie większy problem, a nawet uzależnienie.

A w jaki sposób Chińczycy rozmawiają ze sobą, wysyłają wszystko (łącznie z pieniędzmi), płacą w sklepie, czy wyrażają emocje? Do tego służy jedna aplikacja, na którą na pewno każdy podróżujący po Chinach się natknie. Jaka to aplikacja i jak pisać wiadomości, mając do dyspozycji klawiaturę z kilkoma tysiącami znaków? O tym wszystkim przeczytacie w następnym reportażu.

źródło: własne Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Internet #Chiny