To wcale nie jest tak, że najciekawsze miejsca zwiedzamy zwiedzamy z małżonką wtedy, gdy uda mi się pobłądzić lub zgubić. Przecież każdy wie, że Wodospad Szklarki jest zaraz za Szklarską Porębą, w drodze na Jelenią Górę.  Skoro tak, to wiadomym jest, że nie ma po co zaglądać do mapy. Wszak nie można nie trafić!

Ale cisza i pustka dookoła...

Zjechałem w pierwszy skręt w prawo na tej trasie, jaki przypadł mi do gustu i nieco mnie zdziwiło, że wokół jest jakoś pustawo. Ale nic to. Pomyśleliśmy, że może jeszcze turyści nie dotarli, albo co. To albo co okazało się być zupełnie fajnym miejscem.

Zaparkowaliśmy, wspięliśmy się na stromy podjazd i naszym oczom ukazało się kilka drogowskazów prowadzących w różne, niewiele nam mówiące miejsca. Wiedzeni ciekawością, skoro już wspięliśmy się z takim trudem, poszliśmy to i owo zobaczyć. Najpierw natrafiliśmy na kamień a na nim wpis: "W tym domu mieszkał w latach 1946-50 Jan Sztaudynger". Niestety po pożarze w 2005 roku zostało tylko gruzowisko, ale miejscówka kapitalna - pomimo tego, że tylko zgliszcza i gruz.

Zrobiliśmy w tył zwrot i naprzód marsz, darowaliśmy sobie indiańskie miasteczko. Za to naszym oczom ukazał się Skansen „Żelazny Tygiel”. Oj, cóż to za fantastyczne miejsce. Z genialnym przewodnikiem i bardzo, ale to bardzo ciekawymi przedmiotami codziennego, górniczego użytku. A wszystko można dotknąć i wszystkiego spróbować! Zasłyszane przy tym, cudnie opowiadane historie, pozwalają się zapomnieć na ponad godzinę. W dodatku już wiemy, co oznacza mieć „w głowie siano” oraz „dostać korby”.

W drodze na Wodospad Szklarki

Ruszyliśmy wreszcie do Wodospadu. Malowniczą i krętą asfaltówką, stromą i wąską, że dwa rowery miałyby problem się minąć, znów trafiliśmy na osobliwą chatę. Tym razem powitała nas Stara Chata Walońska, czyli siedziba średniowiecznych mistrzów w dziele wydobywania i przetwarzania bogactw naturalnych - rud żelaza, metali, kamieni szlachetnych i kwarcu. I to miejsce okazało się perełką Szklarskiej Poręby.

Czym przyciąga Chata Walońska? Niezwykłościami, rzecz jasna. Pierwsza to ta, że wstęp jest zupełnie za darmo! Rzecz dziwaczna w skomercjalizowanym świecie. Druga sprawa to wystawa starych narzędzi i maszyn różnych rzemiosł oraz gustowna, ogromna ekspozycja minerałów z Polski i świata w rozmiarach wszelakich.

Trzecią niezwykłością, ukrytą w podziemiach zaraz za walońskim paleniskiem - czyli sporych rozmiarów, gustownie urządzonym miejscu do zabawy i na biesiadę, jest eM Ti Vi, czyli Muzeum Tanich Win. Rzekłbym, że to miejsce ma moc! Kilkadziesiąt butelek „jaboli”, dedykowanych dla rasowych degustatorów tanich trunków, robi wrażenie. Wiele z nich to podarunek od znanego satyryka i aktora, Stefana Friedmanna, którego żona zrozpaczona powiększającą się z dnia na dzień osobliwą kolekcją, uprosiła męża, aby skoro żal mu tych butelek wyrzucić - podarował je Walończykom. Tak oto wzbogaciła się kolekcja Komandosów, Byków, Kilerów, Janosików, Pokus i innych "win marki wino", które jak głosi napis na etykiecie, pił już twój dziadek.

Jednym zdaniem miejsce wspaniałe, trochę słabo opisane w przewodnikach, w drodze na Wodospad Szklarki wręcz obowiązkowe. Ten nie poznaje świata, co najpierw nie pobłądzi? Wszak utarte szlaki są takie przewidywalne i nudne.

Źródło: chatawalonska.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#podróże po Polsce #długi weekend #alkohol