Ląduję na lotnisku w Eindhoven. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to fakt, iż miasto rozwija się w szalonym tempie. Tak spektakularny sukces władze zawdzięczają koncernowi Philips, który zainwestował tu mnóstwo pieniędzy w ośrodek badawczy. Notabene, jest też oficjalnym sponsorem miejscowej drużyny piłkarskiej PSV, którą nie bez kozery nazywa się największą wylęgarnią piłkarskich talentów w Europie. Zespół cieszy się ogromnym szacunkiem, a trybuny w dniu meczu zapełniają się w 100 procentach. To, co uderza w oczy zaraz po przyjeździe do Holandii, to nieprawdopodobna liczba rowerów. Są dosłownie wszędzie, a liczba cyklistów jest znacznie większa niż kierowców samochodów. Na rowerze poruszają się wszyscy: poczynając od matek odwożących swe pociechy do przedszkola, a kończąc na biznesmenach, w szykownie skrojonych garniturach, mknących do pracy w biurze. Dla wszystkich liczy się sportowy tryb życia, dbałość o środowisko i wiatr we włosach, rzecz jasna. Godne pozazdroszczenia.

Rowerem nad Morzem Północnym

Taki jest też powód mojej wizyty. Razem z polską grupą miłośników pedałowania zamierzamy zwiedzić północny rejon Holandii, przemieszczając się 50-60 kilometrów dziennie. W drodze nad Morze Północne zatrzymujemy się w stolicy Brabancji - Den Bosch. Tu koniecznie należy zajrzeć do muzeum miejscowego malarza Hieronima Boscha. To właśnie on nazywany jest ojcem średniowiecznej sztuki abstrakcyjnej. Tworząc swe dzieła już w XV wieku, wybiegał daleko w przyszłość i jak wytrawny wizjoner poszukiwał nowoczesnych rozwiązań. Po obejrzeniu imponującej kolekcji warto wjechać na muzealną wieżę, skąd roztacza się wspaniały widok na miasto. Jakie jest jednak nasze zaskoczenie, kiedy okazuje się, że wszystkie okna i wyjścia prowadzące na balkon zamknięto na cztery spusty. Biegnę czym prędzej do pani kustosz z zapytaniem, o co chodzi, a ta spokojnie odpowiada, że to z powodu samobójców. Zwyczajnie upodobali sobie muzealną wieżę do skoków i w ostatnim czasie odnotowano ponad 10 prób samobójczych. To wyjaśnia wszystko.

Urodziny króla w Holandii

Przed nami jakieś 50 km do Katwijk, gdzie będziemy stacjonować. Ta mała nadmorska miejscowość to odpowiednik naszej nadbałtyckiej Łeby. Przepięknie położona na piaszczystych wydmach, przyciąga morską bryzą i wakacyjnym klimatem. Wszystko w otoczeniu cudownie pachnących lasów piniowych. Lokalna promenada do złudzenia przypomina deptak w Nicei na Lazurowym Wybrzeżu. Nawet fasada hotelu Noordzee niczym nie różni się od słynnego hotelu Negresco, gdzie swego czasu gościli komik stulecia Charlie Chaplin i znany ze swej miłości do cygar Winston Churchill. Kolejnego dnia rowerowe ścieżki prowadzą nas prosto do Amsterdamu. Tu właśnie dzisiaj odbywa się uroczyste święto króla Wilhelma Aleksandra. Ekscytacja w mieście sięga zenitu, a setki tysięcy przybyłych Holendrów oddają się tanecznemu szaleństwu. Z twarzami wymalowanymi w narodowe barwy lawirują na lokalnych barkach, a zabawa wydaje się nie mieć końca. Dochodzi do niecodziennych sytuacji. Praktycznie wszystkie amsterdamskie kanały są zablokowane, a powstały korek można jedynie porównać do korków z butelek lejącego się dosłownie wszędzie szampana. Wieczorem zabawa przenosi się do coffee shopów. Te w stolicy Holandii zyskały taką popularność, że większość z nich działa na okrągło - 24 godziny na dobę. Tak bawi się stolica Holandii w dniu święta jej władcy.

Dywany z tulipanów

Kolejnego poranka mkniemy już na rowerach do prawdziwej perły natury - Ogrodów Keukenhof. Na tym największym kwiatowym skupisku świata zgromadzono ponad 5 miliardów cebulek tulipanów. Liczba ta przyprawia o zawrót głowy, podobnie jak różnorodność, z którą ma się tu do czynienia. Są tulipany z Tokio, jak i unikalna odmiana czarnych kwiatów z Brazylii, a nawet nasz rodzimy przedstawiciel z Polski. Z tego estetycznego raju jedziemy prosto na giełdę kwiatową. A tu emocje sięgają zenitu niczym na nowojorskiej giełdzie maklerów na Wall Street. Kupcy z całej Europy licytują najdroższe odmiany tulipanów, a dzienne obroty dochodzą do 10 milionów euro dziennie. O tym, że sprzedaje się tu połowę ze światowej ilości wyprodukowanych kwiatów, niech świadczy fakt, że zatrudnionych jest tu prawie 250 tysięcy osób. Po tych ekstremalnych przeżyciach udajemy się odpocząć w niewielkiej miejscowości Gouda. Słynna ze światowej jakości sera mieścina oferuje także unikalne muzeum czarownic. Legenda głosi, że od setek lat czarownice gościły na tutejszym zamku. Do dzisiaj najbardziej popularną pamiątką, jaką można kupić na lokalnym rynku, jest miotła. I jak tu nie wierzyć w legendy. Nawet w Holandii... #kolarstwo #turystyka