Jest już zdecydowanie po zmroku, kiedy pilot zniża maszynę, by wylądować na lotnisku w słoweńskiej stolicy. Warunki są wyjątkowo trudne. Oberwanie chmury, gwałtowne ulewy i porywisty wiatr ograniczają widoczność praktycznie do zera. Na twarzach pasażerów maluje się niepokój, a stewardessy starają się opanować nerwową atmosferę jaka wkradła się na pokład. Za drugim podejściem kapitanowi udaje się wreszcie posadzić maszynę. Wszyscy oddychają z ulgą i biją brawo doceniając kunszt pilota.

Co małe to piękne, czyli panorama Słowenii.

Tak oto wita nas Słowenia. Zaledwie 2-milionowy kraj bałkański jest prawdziwą perełką przyrodniczą. Tu doskonale sprawdza się powiedzenie: co małe to piękne. Słowenia jest drugim po Finlandii, najbardziej zalesionym państwem w Europie, a wszechobecna zieleń zapiera dech w piersiach i daje poczucie bliskiego kontaktu z naturą. Pierwsze kroki kierujemy do stolicy kraju - Lublany. W miejscowym języku Lublana znaczy Zakochana i rzeczywiście od początku w mieście wyczuwa się gorącą atmosferę miłości. Szczególnie przy wejściu na słynny most Smoka, który według legendy pełni rolę sędziego. Podpowiada on przyszłemu panu młodemu czy jego wybranka jest rzeczywiście dziewicą. Sprawia to, że most cieszy się niesłabnącą popularnością, a młodzi po smoczej weryfikacji czują się pewniej. Pełni radości i zadowolenia szybko biegną na Plac Kongresowy w centrum miasta. Tu całują się pod słynnym balkonem Uniwersytetu, gdzie w 1997 roku ogłoszono niepodległość kraju. Na tych, którzy mają trochę więcej pieniędzy tuż obok przygotowano dodatkową atrakcję. Za 90 euro mogą delektować się lunchem składającym się z 6 dań. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że degustacja odbywa się na wysokości ponad 30 metrów, a w podniebne przestworza wynosi ich ramię specjalnie skonstruowanego dżwigu.
Zaraz po zakończeniu podniebnych wojaży warto spędzić aktywnie czas w Alpach Juleńskich. W górach, które zawdzięczają swą nazwę Juliuszowi Cezarowi, największą popularnością cieszy się zamek w Bled. Malowniczo położony na wzgórzu, nad przepięknym jeziorem, jest idealnym miejscem na ślubną ceremonię. I pana młodego nie przeraża nawet 300 schodów, po których musi wnieść przyszłą wybrankę. No cóż, czego nie robi się dla ukochanej...

Legenda Habsburgów pałacu w Miramar.

Kolejnego dnia po przekroczeniu granicy z Włochami mkniemy już do Triestu. Stolica regionu Friuli często porównywana jest z Wenecją, a wizyta na wzgórzu San Giusto daje niepohamowane uczucie artystycznej kontemplacji. Odpowiednio uduchowieni przemieszczamy się dalej wzdłuż wybrzeża Adriatyku by dotrzeć do legendarnego pałacu w Miramar. Wzniesiony w przez Maksymiliana Ferdynanda dla swej żony Charlote niczym pałac w Taj Mahal stanowi wyraz miłości i oddania. Cudownie zdobione wnętrza komnat włącznie z pokojem słynnej księżniczki SiSi dowodzą ogromu pracy i zaangażowania w najdrobniejsze szczegóły. I podobnie, jak tragiczna historia indyjskiej budowli, tak i zamek w Miramar otacza swego rodzaju klątwa. Otóż Habsburg Maksymilian, po wyjeżdzie do Meksyku, ginie w wojnie domowej. Zrozpaczona Charlota postanawia wrócić do pałacu w Miramar, lecz nigdy nie odnajduje w nim już szczęścia. Co więcej goście, którzy odwiedzają pałac i prześpią w nim choć jedną noc, giną wkrótce w niewyjaśnionych okolicznościach.

Walki gladiatorów na arenie w Puli.

Uciekając przed habsburską klątwą, jeszcze tego samego dnia wieczorem wjeżdżamy na półwysep Istria. Pierwszym przystankiem jest znakomicie zachowany amfiteatr rzymski z III wieku. To właśnie tutaj rozstrzygały się losy dzielnych gladiatorów. Wbrew powszechnym opiniom kciuk Cezara skierowany ku górze oznaczał śmierć, a walczący szedł ku niebiosom. I odwrotnie palec skierowany ku ziemi jednoznacznie mówił, że wojownik na tej ziemi pozostaje i ma darowane życie. Najwaleczniejsi z gladiatorów po 100 wygranej walce mogli wykupić swoją wolność. Często namawiani przez swoich panów - Patrycjuszy pozostawali w "biznesie" i korzystając z nabytego doświadczenia trenowali młodsze pokolenie. Z racji niebezpieczeństw czyhających na arenie i słabo rozwiniętej wówczas medycyny, średnia wieku gladiatora wynosiła zaledwie 22 lata. Tylko nieliczni dożywali wieku 35-40 lat. Do dzisiaj znakomicie zachowane ruiny teatru dzięki fenomenalnej akustyce wykorzystywane są na koncerty muzyczne. Corocznie odbywający się Festiwal Muzyczny w Puli ściąga tysiące turystów. Bilety na Pink Floyd rozeszły się w pół godziny, a miejsca wykupione są na rok z góry. To powoduje, że trudno odpowiedzieć na pytanie co stanowi największą atrakcję turystyczną na półwyspie Istria? Czy wpisany na listę UNESCO rzymski unikat czy jednak światowej jakości trufle? Odnajdywane przez specjalnie wytresowane psy, które kopią głęboko pod ziemią, są wyjątkową rzadkością. I za tę wyjątkowość trzeba słono zapłacić, bo do 1000 euro za kilogram. Ale dla aromatu jakie wytwarzają owe grzyby stanowiąc dodatek do zup i makaronów warto pokonać tysiące kilometrów.
#na żywo #przyroda #dieta