Tysiące turystów z całego globu przybyło na Bali. Wszystko z powodu odbywających się tu warsztatów yogi, której popularność bije wszelkie rekordy. W szczególności jej najbardziej dynamiczna odmiana zwana " Ashtanga ", zdobyła sobie serca trenujących zaskakująco szybko i rozwija się w zawrotnym tempie. Do Indonezyjskiego Raju przybyli przedstawiciele najbardziej odległych zakątków świata. Mamy tu fantastycznie rozciągnięte dziewczyny z Honkongu, Japończyków, Australijczyków a nawet joginów z mało znanej Gwatemali i Hondurasu. Wszystko z powodu doskonałych nauczycieli, którzy pobierali nauki u źródła. Szkoleni przez prawdziwych mistrzów: Shri.K.Pattabhi Jois i Larrego Schultza dziś ściągają jak magnes tysiące ludzi głodnych wiedzy o filozofii życia jaką jest yoga.

Reklamy
Reklamy

Nasi wykładowcy to wspaniała para Joy i Ricardo, która roztacza wokół magiczną energię miłości i wartościowej egzystencji.

Codzienna " harówka ", czyli jak ludzie padają jeden po drugim

Budzik zrywa mnie o 5:55 rano. Co tchu pędzę na poranną medytację. Nad oceanem, przy promieniach wschodzącego słońca wsłuchujemy się w szum uderzających o brzeg fal. Pozwalamy naszym myślom zwyczajnie płynąć, oczyszczając jednocześnie umysł ze zbędnych zmartwień. Nie bez kozery medytację od wieków uważa się za lekarstwo duszy i już w starożytnych Chinach ceniono ją na równi z medycyną. Po medytacji przychodzi czas na 2 godzinny maraton dynamicznej Ashtangi. To ciężkie ćwiczenia fizyczne wymagające gibkości i szybkości. Rozgrzewamy się " powitaniami słońca",by nagle przyspieszyć i w zawrotnym tempie przechodzić do kolejnych asan.

Reklamy

Stanie na głowie i rękach oraz ekwilibrystyczne mostki to dopiero początek. Na kolejne najbardziej wyszukane pozy pozwala właściwy oddech, który w jogdze Ashtanga jest najważniejszy. To właśnie on wprowadza ciało w magiczny taniec i kolejno aktywuje kolejne pokłady energii. Tu nie ma czasu na zbędne deliberacje i po wyczerpującym treningu nogi uginają się pod tobą same. Część ludzi mdleje, inni robią sobie, co rusz przerwy, gdyż zwyczajnie ich ciało odmawia posłuszeństwa. Maksymalne zmęczenie fizyczne rekompensowane jest jednak poprzez poczucie niewyobrażalnego szczęścia, które rozpiera od środka.

Ajuwerdyjski masaż i aromaterapia

Przerwa na brunch mija zaskakująco szybko. Po energetycznym śniadaniu wracamy do "sali ", gdzie spędzimy resztę popołudnia. Posiłek był lekki i pożywny, pozwalający na kontynuację ćwiczeń. Kawałki arbuza, po nich zupa z zielonego curry z mlekiem kokosowym a na deser sok z miejscowego mango. Pysznie i zdrowo. Po brunchu pora na ćwiczenie różnych odmian yogi.

Reklamy

Poznajemy tajniki yogi nidra i sekrety yin. Obie formy cechuje zdecydowanie mniejsza dynamika i nacisk na rozciąganie zbolałych mięśni. Wreszcie przychodzi czas na zgłębianie wiedzy ajuwerdyjskiego masażu wspartego aromaterapią. W sali roztacza się przyjemna woń lawendy i wanilii. Wieczorem druga odsłona morderczej ashtangi, nie bez kozery zwana " barbecue ". Po jeszcze bardziej wymagającym maratonie czujesz się jak przeciśnięty przez sito maszynki i jedyna rzecz, o której marzysz to sen. Dlatego też po kończącej dzień medytacji wszyscy lądują w łóżkach o 20.30. 10 dniowy kurs wszystkim daje się we znaki. Mnóstwo kontuzji, omdlenia czy chwilowe zwątpienie to norma. Jednak nikt nie rezygnuje i wszyscy otrzymują dyplom, na który tak ciężko pracowali. Warto było mimo czternastogodzinnej harówki, gdyż drzwi do nauki yogi ashtangi na całym świecie zostały otwarte.

Zaskakująca historia yogi, alkoholik wspiął się na sam szczyt

Ojcem całej filozofii jest Shri. K. Patthabi Jois, który to w latach 30 XX wieku odnalazł sekretne księgi na uniwersytecie w Kalkucie. Zaczął je zgłębiać, a po zrozumieniu i przetłumaczeniu otworzył pierwszą szkołę yogi w Mysore. Do dziś, mimo że Patthabi odszedł kilka lat temu w wieku lat dziewięćdziesięciu cieszy się ogromną popularnością. Wyjątkowo surowe warunki, na jakie się piszesz rekompensowane są nauką na najwyższym poziomie. Studenci przez minimum miesiąc śpią na ziemi, koncentrując swe wysiłki na codziennej medytacji i poprawie technik. Nie mają prawa ćwiczyć kolejnej asany, gdy poprzednia pozycja nie została opanowana do doskonałości. Pewnego dnia, do Mysore trafił Amerykanin z San Francisco o nazwisku Larry Schultz. Jak się okazało miał on wcześniej poważne problemy z alkoholem. Na szczęście spotkał na swojej drodze Patthabii Joisa i postanowił zmienić swoje życie. Pod wrażeniem, póz jakie przyjmuje siedemdziesięciolatek, któremu towarzyszyła piękna, młoda kobieta Larry stwierdził: " To jak też chcę takiej jogi". Po 7 latach treningu w Indiach okazało się, że "były alkoholik " jest jednym z najzdolniejszych uczniów. Mało tego, wojownicza natura Larrego sprawiła, że zmienił cały system, o który opierała się tradycyjna joga i stał się prekursorem Ashtangi. To on, niepozorny Amerykanin z San Francisco wprowadził wyszukane asany, zmodyfikował techniki i uczynił trening bardziej dynamicznym i efektywnym. Nowo otwarta szkoła w Stanach dosłownie pękała w szwach. Wszyscy byli pod wpływem magii prowadzącego, którego cechowała silna charyzma połączona z nieodpartą chęcią przekazania nabytych umiejętności. Larry Schultz przeczuwał, że musi działać szybko. Zmarł mając zaledwie sześćdziesiąt lat, na marskość wątroby. Do dziś setki tysięcy ludzi na całym świecie kontynuuje tradycję dynamicznej Ashtangi - dziękujemy Ci Larry. #turystyka