"Śmiertelne choroba" uzależniająca turystów od szusowania po wspaniale przygotowanych śnieżnych trasach w Pirenejach nagle pojawiła się w Andorze. Narciarze masowo rezygnują z urlopów, po raz kolejny spędzonych w Alpach, właśnie na rzecz malutkiego państwa położonego pomiędzy Hiszpanią a Francją.

Tak mocnego uzależnienia od nowych ośrodków narciarskich specjaliści nie notowali od wielu lat. "Co Was tu ciągnie?" pytam tłumy ciągnące z całego świata, przecież Alpy są tak wspaniałe i zróżnicowane?A tu, taka mała Andora, o której mało wie, że istniej na mapie Europy? W odpowiedzi słyszę: "Ta właśnie Andorka ma do zaoferowania tyle, co kilka krajów europejskich razem wziętych.

Reklamy
Reklamy

To jest cały świat narciarski pod jednym dachem. I tak cudownie przygotowane 215 km tras w rejonie Grandvalira, jak by komuś było mało to jeszcze dodatkowych 90 w Soldeu. Znajdziesz tutaj mnóstwo przyjaznych i otwartych Hiszpanów, którzy tworzą niepowtarzalną atmosferę, dzięki której ludzie wracają tu jak bumerang. Wspaniała kuchnia, łączącą francuską wykwintność z hiszpańskimi smakami pełnymi ziół, przypraw i wyrazistości. A w dodaktu bezcłową strefę, która pozwala cieszyć się zakupowym szaleństwem w bezśnieżne dni. Trudno nie przyznać im racji. A co jeśli ktoś nie szusuje, pewnie zanudzi się tu na śmierć? Ależ skąd - pada ostry protest. W Andorze każdy znajdzie coś dla siebie i nawet jeżeli nie należysz do miłośników białego szaleństwa do wyboru pozostaje tysiąc innych atrakcji: jedno z największych w Europie lodowisk, na którym kręcąc magiczne piruety jednocześnie wsłuchać się można w najnowsze przeboje miejscowych gwiazd muzyki.

Reklamy

Na wyciągnięcie ręki masz bezpośredni kontakt z naturą, jaki zapewniają codziennie organizowane wyścigi psich zaprzęgów. Nie zabraknie też adrenaliny, którą z pewnością poczujesz lecąc z prędkością światła paralotnią nad ośnieżonymi szczytami Pirenejów. Mało? Wybierz w takim razie ekstremalne nurkowanie w zamarzniętym jeziorze lub noc w hotelu igloo, gdzie temperatura spada do -5 stopni. Jeśli jesteś tam ze swoją druga połówką to masz okazję na zorganizowanie romantycznej kolacji na tarasie wytwornej restauracji, gdzie przy lampce szampana podziwiać można spadające gwiazdy. To naprawdę robi wrażenie, tyle magicznych i niepowtarzalnych impulsów na raz. I do tego w tak małym kraju. Przekonałem się, decyzja podjęta - jadę.

W drodze do..

Z racji tego, że Andora nie posiada własnego lotniska, aby dotrzeć do narciarskiego raju najlepiej wylądować w Barcelonie. Stąd w niespełna trzy godziny powinno dotrzeć się busem do doliny Grandvalira. Jednak słowo "powinno" często zderza się z przyziemnymi realiami i padający nieprzerwanie od dwóch dni śnieg paraliżuje okolice.

Reklamy

Nieświadomy kierowcy chcąc skrócić nam drogę wybiera wjazd od strony Hiszpanii. Jednak tunel jest nieprzejezdny i musimy zawrócić na francuską część. Do hotelu docieramy po północy, czyli dwie godziny póżniej niż zakładaliśmy. Mamy nauczkę, że na przyszłość lepiej nic nie planować i pogodzić się z kaprysami natury. A jeszcze lepiej je docenić, bo przecież, gdyby nie obfite opady śniegu to jak tu jeżdzić kolejnego dnia? No właśnie, a kolejny dzień wita nas przepięknym wschodem słońca. Co prawda planowałem zapisać się na szkolenie do Polaka, ale biedny zachorował. Traf chciał, że wszystkie grupy anglojęzyczne były już zajęte i trafiłem do argentyńskiego maestro z Buenos Aires Julio.

Narty, ludzie i nie tylko

Jak się okazało ten niezwykle sympatyczny instruktor, od grudnia do maja uczy tu w Andorze. Na sezon letni zawsze wraca do rodzinnego Bariloche, prawdziwej mekki narciarskiej w Ameryce Południowej. Tak jak Julio, w samym tylko regionie Grandvalira pracuje ponad 30 trenerów latynoamerykańskich, którym start zdecydowanie ułatwia język hiszpański. Oprócz Argentyńczyków w szkółce narciarskiej w Andorze aż roi się od przedstawicieli Wysp Brytyjskich. Najbardziej interesujący wydaje się Irlandczyk Liam, który emanuje pogodą ducha i pozytywną energią. Jakie jest moje zaskoczenie, kiedy zaprasza na wieczór do lokalnego pubu, gdzie razem z innym instruktorami będą grać w typowo irlandzkich klimatach. Atmosfera na koncercie sięga zenitu, lokal "pęka w szwach", a na parkiecie królują mistrzowie tańca. Pod wpływem energetycznych rytmów nadawanych raz po raz przez piszczałki, gitarę bassową i perkusje nawet serca zakochanych wydają się bić jednym rytmem. To był naprawdę wspaniale spędzony wieczór.

Kolejnego dnia zmieniam grupę na anglojęzyczną. A tu pełny przekrój zarówno narodowości, zawodów i zainteresowań z Wysp Brytyjskich. Na początek zaprzyjaźniłem się z Morea, Szkotką mieszkającą od wielu lat w Dubaju i pracującą dla linii lotniczych Emmirates. Los chciał, że spotkała na swej drodze, a w zasadzie na pokładzie samolotu, kuzyna szejka z Omanu. Ten zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i postanowił zdobyć jej serce. Dla Szkotki zrezygnował z posiadania innych żon, na co pozwala mu kultura arabska i zamieszkał w skromniejszym pałacu. Morea nie musi pracować, ale nadal lata, gdyż nie wyobraża sobie życia bez podniebnego świata. W Andorze są co roku i oczywiście mieszkają w najbardziej prestiżowym Hotelu Sport. W tej mekce dla milionerów tylko jednorazowe wejście na saunę kosztuje więcej niż miesięczny karnet w mieście. Sport Hotel to taka perełka, zabawka w zasadzie nie dla milionerów, ale raczej dla tych, co liczą swe fortuny w miliardach. Poza szejkami z Dubaju zamieszkują tu przedstawiciele śmietanki rosyjskiej arystokracji lub mafii. Często jedno nie wyklucza drugiego a pod hotel podjeżdżają najnowszymi modelami Ferrari, od niechcenia rzucając kluczki kamerdynerowi. Po otwarciu drzwi auta, nagle wyłania się partnerka rosyjskiego magnata. Jest to z reguły młoda Rosjanka w futrze od włoskich projektantów, którzy spędzili długie godziny projektując ten jeden, unikatowy model. No tak, myślę sobie, przecież Andora to taki odpowiednik francuskiego Cannes czy szwajcarskiego Sankt Moritz, gdzie najbogatszym pojawić się zwyczajnie wypada.

Historia

Kiedy przyjrzymy się bliżej historii kraju, o losach Andory zwykle decydowali apodyktyczni dyktatorzy. Nazwa Andora pochodzi od baskijskiego słowa "anduriall" co najzwyczajniej oznacza kraj pokryty zaroślami. Jak mówi legenda, to właśnie w owych zaroślach schronienia szukał legendarny Karol Wielki uciekając przed Maurami. W nagrodę za waleczność z przedstawicielami mniejszości mauretańskiej nadał on Andorze pierwsze prawa miejskie. Kolejny silny przywódca, Napoleon, już w XIX wieku, rozstrzygnął odwieczny spór pomiędzy Francuzami i Hiszpanami, a Andora oficjalnie przeszła we władanie Cesarstwa Francuskiego. W 1934 roku rosyjski awanturnik Boris I ogłosił się niepodległym księciem Andory wydając równocześnie wojnę braciom Urgel. Na szczęście został on aresztowany i wydalony z kraju, co zapobiegło zamieszkom domowym. W czasie II wojny światowej Andora zachowała neutralność. Dziś ten mały, niezależny kraj zgodnie z konstytucją określa się mianem współksięstwa. Posiada on nie jedną, lecz dwie głowy państwa w postaci prezydenta Francji i hiszpańskiego biskupa Urgel. Razem postawili oni na rozwój turystyczny regionu, która ściąga corocznie setki tysięcy narciarzy. Po 2007 roku, kiedy Andora dzięki organizacji kobiecych mistrzostw świata w narciarstwie zjazdowym zaistniała na narciarskiej mapie globu. W 2015, do tego niewielkiego współksięstwa zjeżdzają coraz szersze masy miłośników białego szaleństwa a "śmiertelne uzależnienie" wciąż trwa. #narciarstwo