To mój pierwszy surfingowy kurs u francuskich wybrzeży Atlantyku. I to gdzie? Od razu w europejskiej mekce amatorów łapania wysokich fal, która słynie z kilometrów niekończących się plaż i długich letnich dni - Lacanau. 

Pobyt w Lacanau

Na tę niewielką, ale klimatyczną miejscowość w pobliżu Bordeaux w sierpniu skierowane są oczy całego sportowego świata,gdyż od 1979 roku odbywają się tu regularnie zawody Pucharu Świata ASP.

Teraz jest co prawda po sezonie, a mimo to na bogato zagospodarowanym nabrzeżu aż roi się od szkółek surfingowych. Każda z nich ma swojego guru, który raz po raz pokrzykuje, mobilizując do rywalizacji i walki z grzywiastymi falami.

Nie inaczej reaguje nasz Dominik, który na surfingu "zjadł zęby" i jako jeden z dwóch polskich instruktorów posiada oficjalne uprawnienia do nauki tego wymagającego i niebezpiecznego sportu. Od razu widać, że to pasjonat, który kocha to, co robi, a gdy przychodzi większa fala, oczy zaczynają świecić mu zdecydowanie jaśniej. Do tego doskonale potrafi podzielić się z nami wiedzą, a że grupa niewielka, bo 6-osobowa, wszystko łapiemy w mig i już pierwszego dnia niektórym udaje się stanąć na desce.

Ale najpierw poznajemy wszystkie tajniki na plaży. Zanim wejdziesz do wody, musisz wiedzieć, jakie zasady bezpieczeństwa panują na desce. Jak założyć lisz tak, aby w razie dużej fali nie zaplątał się wokół szyi, jak przekręcić się pod deską, kiedy zmieli cię jak w pralce, albo, co najciekawsze, kto ma pierwszeństwo poruszania się na oceanie. Bo wyobraźcie sobie, że na Atlantyku panuje taki sam kodeks ruchu jak na francuskiej autostradzie i w momencie gdy dwóch surferów złapie tę samą falę, pierwszeństwo ma ten po lewej stronie.

W Lacanau poznajemy historię niesamowitej rodziny z polskimi korzeniami, która mieszka z trójką dzieci w camperze i jeździ po najlepszych surferskich miejscówkach świata. I tak od wielu lat, a dzieci dziś to już prawdziwa pływająca młodzież, która wychowała się tak naprawdę w przyczepie.

Pani Julia, mama, od zawsze gotuje dla miejscowych surferów, a Adam, ojciec, to typowa złota rączka, która naprawi wszystko od pękniętej dętki rowerowej aż po najbardziej skomplikowane części silnika samochodowego. Zaczęli tam, gdzie narodził się surfing, czyli na Hawajach, a dokładnie na plaży Waikiki w Honolulu. I przez te kilkanaście lat zjechali cały świat.

Mieszkali przez prawie trzy lata w Australii, dwa w Nowej Zelandii, spędzili po kilka sezonów w Brazylii i Meksyku. Teraz czas na Europę, czyli Francję i Portugalię, a w kolejnym sezonie planują słynną Taryfę w pobliżu Gibraltaru.

Państwo Plaskowitz to doskonały przykład na to, że miłość do surfingu przezwycięża codzienne rodzinne troski i problemy, a ich synowie zapowiadają się na światowej klasy surferów.

Jednak prawdziwe wyzwania zaczynają się wieczorami. Po południowym odpływie siła wiatru wzrasta, a na Atlantyku tworzą się kilkumetrowe grzywacze. Teraz dopiero rozumiemy uwagi Dominika, który od pierwszego dnia wpajał nam, że surfing to sztuka umysłu, w której liczy się przełamywanie własnego lęku i słabości.

Dopłynięcie od brzegu do tak zwanego breaka kosztuje mnóstwo sił, a po kilkudziesięciominutowej walce z drapieżnymi falami padamy jak martwi. Chwilami nie wiemy, jak się nazywamy, a umysł wyłącza się samoczynnie. Nie mówiąc już o fizycznym zmęczeniu, które z dnia na dzień doskwiera coraz bardziej. Ale opłacało się: rywalizacja z samym sobą i oceanem dostarcza ogromnej satysfakcji i radości.

Francuska kuchnia po godzinach

Po zachodzie słońca czas na zasłużony relaks. Czasami są to zajęcia z jogi, a czasami sauna. Zawsze po nich idziemy do miasteczka na prawdziwą ucztę, bo zapewniam, że po całym dniu pływania człowiek jest głodny jak wilk i zjadłby dosłownie wszystko. A że francuska kuchnia należy do najlepszych i najbardziej różnorodnych na świecie - jest w czym wybierać.

W menu miejscowych knajpek i restauracji dominują ślimaki z burgundzkich winnic, udka żab z jezior w Dombres i najwykwintniejsze mięso drobiowe - kurczaki ze specjalnego chowu w Bresse. Od handlarzy ryb można kupić sardynki z rusztu serwowane w liściach winorośli, a z kolei sprzedawcy warzyw i owoców podpowiedzą, które z brzoskwiń są najbardziej soczyste i których ziemniaków użyć do przyrządzenia doskonałej zapiekanki. U nich zaopatrzyć się można w świeże konfitury, marynowane oliwki czy miód z miejscowych pasiek. 

Ale we Francji prawdziwą furorę robią oczywiście owoce morza. Francuzi mierzą świeżość potrawy nie w dniach, ale w godzinach - i to widać na talerzu zwanym "plateau de fruits de mer".

Olbrzymi półmisek surowych małży i gotowanych skorupiaków pachnie jeszcze morzem, a znani francuscy szefowie kuchni są otaczani niezwykłą czcią. Dowodem najwyższego uznania jest przyznanie ich lokalowi gwiazdek przez przewodnik kulinarny Michelin. I o dziwo, w małym surferskim Lacanau znajdujemy lokale mogące poszczycić się trzema mistrzowskim gwiazdkami.

Serwują one doskonałe sery typu camembert, roquefort i munster, ale także dojrzewający do ośmiu miesięcy beaufort, który upaja orzechowym smakiem. Do tego szparagi, najlepiej z doliny Loary podlewane młodym cydrem z normandzkiej wioski Beuvron-en-Auge.

Najlepsze wina bordeaux

Swój czas ma też wino.W trzeci czwartek listopada przy stołach pojawia się pierwsze sezonowe: beaujolais nouveau. Jednak wino we Francji to trunek królewski i warto poświęcić mu oddzielny rozdział.

Po surfingowych szaleństwach w Lacanau po południu jedziemy prosto do magicznej krainy świata winiarskiego Bordeaux. Dziewiąte miasto Francji i siódmy port to jedno z głównych centrów przemysłowych kraju. W przeszłości tutejsi kupcy zajmowali się nie tylko sprzedażą wina, ale także handlem niewolnikami. Następnie wymieniali towary z francuskimi koloniami w Afryce. Dziś Bordeaux to jeden z najznamienitszych regionów winiarskich na świecie, słynący z takich winnic jak Mouton-Rothschild czy Chateau Margaux.

Na powierzchni 1150 m2 powstaje ogromna liczba odmian i gatunków wybornych win, co stanowi 25% francuskich winnic objętych systemem "appellation contolee". Klasyfikacja ta, stosowana od 1855 roku, zwraca uwagę na glebę, cenę i prestiż oferowanego trunku. Co ciekawe, jakość w skali od pierwszego do piątego cru przyznaje specjalnie powołana rada parów. Znani jako Jurats, jej członkowie, ubrani w czerwone szaty, obradują w jednym z tutejszych gotyckich klasztorów. I tak od wieków!

Szczególnie ceni się słodkie białe wina sauternes i barsac. Ich specyfika polega na tym, że poddawane są procesowi "szlachetnej fermentacji", polegającej na dojrzewaniu winogron aż do momentu zainfekowania ich przez pewien gatunek grzyba, który wysuszając je, pozostawia po sobie niepowtarzalny smak i aromat.

Jednak najsłynniejszą krainą produkującą wina bordeaux jest Medoc. Są one udoskonalane przez dziesiątki lat. Aż 180 winnic wzdłuż ujścia Żyrondy produkuje najlepsze wino świata. I dla medoc warto było tu przyjechać, bo jego aromat pozostaje w pamięci na długo. #jedzenie