KOLEJNE PERYPETIE

Aby tradycji stało się zadość, zaskakujące okoliczności dosięgły nas już na lotnisku.. To już taka tradycja ,że nic nie może iść zgodnie z planem. Zaraz po wejściu na pokład samolotu okazało się, że lot będzie opóźniony o minimum 1,5 godziny. Dlaczego? Wszystko przez warunki atmosferyczne w Grenoble. W jedną noc napadało 1,5 metra śniegu, czyli tyle co normalnie przez miesiąc. W związku z tym cały region został totalnie sparaliżowany. Nic nie jeździ, złapanie taksówki graniczy z cudem, turyści koczują na lotniskach, a szkoły i schroniska służą za tymczasowe noclegi dla zmarzniętych, którzy utknęli na autostradach. Jednym słowem klęska żywiołowa nawiedziła francuskie Alpy. Kiedy? Oczywiście w dzień naszego wyjazdu. Sytuacja wydaje się tym bardziej komiczna, że dokładnie trzy tygodnie wcześniej lecąc tymi samymi liniami do Włoch, lot opóźnił się dokładnie o tyle samo - 90 minut. Przypadek czy zrządzenie losu?

LEGIA CUDZOZIEMSKA CZY OPOWIEŚĆ NIEZIEMSKA?

Nic nie dzieje się bez przyczyny i dzięki zbiegowi okoliczności moim sąsiadem na pokładzie okazuje się żywe źródło informacji - Sebastian. W powietrzu czuć, że facet ma charyzmę i niezwykle barwną osobowość. Nie bez kozery trafił do Legii Cudzoziemskiej,o której opowiada z wypiekami na twarzy. Otóż Legia Cudzoziemska liczy 8800 żołnierzy ochotników i podzielona jest na kilka regimentów. Wśród nich są spadochroniarze stacjonujących na Korsyce,piechota w Names i kawaleria w Orange. Zanim jednak znajdziesz dla siebie odpowiednie miejsce musisz przejść przez bardzo trudne i konkretne testy. To prawdziwe sito, gdyż do Legii trafia zaledwie jeden na dziesięciu, a mimo tego liczba chętnych stale rośnie. Co ciekawe całość sprawdzianu odbywa się na terenie Gujany Francuskiej. Na pierwszy ogień idą testy psychologiczne, gdzie grupa specjalistów bada motywację do służby. Zdaniem Sebastiana to odpowiednik gestapo, który wypytuje dosłownie o wszystko, od tego czy jesteś narkomanem po preferencje seksualne. Kolejny egzamin to test wydolnościowy Coopera,w trakcie którego musisz przebiec jak najdłuższy dystans w ciągu 12 minut. Minimum to 3 kilometry co daje poniżej 4 minut na kilometr - tempo najlepszych maratończyków. Na koniec do akcji wkracza Interpol badający twoją przeszłość, bo skończyły się czasy, że Legia Cudzoziemska była ucieczką dla kryminalistów. Dziś kandydat musi być transparentny i czysty jak łza...

SŁUŻBA NIE DRUŻBA...

Interesujący jest fakt, że do niedawna prawie 10 procent odbywających służbę w prestiżowych Legionach Francuskich stanowią Polacy. Trzymają się razem. Na misjach, w których często dochodzi do zagrożenia życia stają za sobą ryzykując wszystko dla kolegi. Do takiej sytuacji doszło na misji w najgorętszym kraju świata Gibuti. Tu, jeden z naszych chroniąc przyjaciela z pokoju wpadł do kilkumetrowej studni łamiąc przy tym kręgosłup. Uratował kolegę, ale do końca życia będzie poruszał się na wózku inwalidzkim. Teraz zaczynam rozumieć dlaczego za udział w misjach woskowych płacą 3-4 razy więcej niż za normalną służbę. Ale moim zdaniem nawet 3500-4000 euro miesięcznie za walkę w Afganistanie, na Mali czy Wybrzeżu Kości Słoniowej wydają się być niczym wobec ryzyka utraty życia czy zdrowia... A każda destynacja jest inna i tak dla przykładu na Wybrzeżu jest gorąco i wilgotno. To nie pustynia, jest zieleń i miła ludność tubylcza, pod warunkiem oczywiście, że nie spotkała się wcześniej z negatywnymi zachowaniami czy represjami żołnierzy. Jedynym problemem są tu drogi. Używając starych, mało dokładnych map łatwo tu zabłądzić. Często drogi te nagle kończą się w środku lasu. Zupełnie inaczej jest w Afganistanie,gdzie nigdy nie wiesz czego można spodziewać się po miejscowych. Jednego dnia wydają się być twoimi przyjaciółmi by nazajutrz bez mrugnięcia okiem wysadzić się w powietrze tuż obok... Podobno w Gibuti, która leży w ważnym strategicznie punkcie, pomiędzy Erytreą, a Somalią bliskość Kanału Sueskiego decyduje o prestigu misji. Tu, mimo nieprawdopodobnych upałów panujących na środku pustyni, braku zielonych oaz, warto służyć dla rangi, która dalej liczy się w karierze wojskowej. Mówi się, że jeśli przetrwałeś w Gibuti,na pustyni Gobi dasz sobie radę wszędzie na świecie...

POWRÓT OD RZECZYWISTOŚCI

Sebastian służył w Legii Cudzoziemskiej 5 lat, czyli pierwszy, minimalny okres na który podpisujesz kontrakt. Kolejne 2 serie po 15 lat dają już prawo do emerytury. Jednak Sebastianowi 5 lat wystarczyło, wspomina...W tym czasie wydarzyło się tyle, co u normalnego człowieka przez całe życie... A jak wrócić póżniej do rzeczywistości? Przecież to nie jest tak, że po Legii nagle przestawiasz się na urzędnika biurowego ślęczącego przed ekranem komputera... Ilość widzianych tragedii, walka na froncie i ogrom zła i krzywdy ludzkiej na zawsze pozostawią piętno na psychice. A jak sobie z tym poradzić? Sebastian po zakończeniu służby miał w sobie dużo agresji. Byłem naładowany emocjami i wkurzałem się brakiem dyscypliny innych ludzi w normalnym życiu. Gdy ktoś przechodził mi przed autem w miejscu niedozwolonym i jeszcze stroił miny to miałem ochotę wyskoczyć i od razu skręcić mu kark. - mówi Sebastian. Z czasem zrozumiałem,że tak nie można, że to nie wróg na polu bitwy. Znalazłem ujście...Codzienne treningi na siłowni i ucieczka w sport wyczynowy pozwoliły odreagować - dodaje. Dziś, po 5 latach, jest już prawie normalnie. Oczywiście pozostają pewne historie i obrazy, ale życie w Grenoble toczy się dalej.. Z jedną rzeczą jednak do dziś nie potrafię się pogodzić. Mimo tego, że mam francuskie obywatelstwo i jestem otwarty na ludzi z całego globu ilość ludności arabskiej napływającej do Francji po prostu mnie przeraża...

ARAB CZY FRANCUZ?

I tu zaczyna się między nami gorąca dyskusja.. Ja staje w obronie Senegalczyków, od których roi się w Europie. Pod wpływem fantastycznej, poruszającej do żywego opowieści o Afrykanach " Opowieści z Lampeduzy" spojrzałem na problem imigrantów z innej strony. To najpierw statki pod banderą Unii Europejskiej wyczyściły z ryb afrykańskie morza i pozbawiły miejscowych pracy, a co za tym idzie źródła dochodu. I ta sama Unia teraz jest zdziwiona, że Senegalczycy masowo emigrują na wybrzeże francusko-włoskie. Oni jadą po chleb, często ryzykują własne życie. Nie od dziś słyszy się o barkach pełnych uduszonych ryzykantów z kontynentu afrykańskiego. Oni nie jadą szukać wrażeń w Europie, a utrzymywać przy życiu pozostawione rodziny. Jednak problem jest złożony, bo Sebastian słusznie argumentuje: Dziś w dużych francuskich miastach prawdziwego Francuza znajdziesz tylko w ścisłym centrum lub na obrzeżach miasta. Całe dzielnice opanowane zostały przez ludność muzułmańską.Sprawy poszły tak daleko, że Francuzi którzy nie zdążyli wyprowadzić się z owych dzielnic w obawie o życie i zdrowie upodabniają się do Arabów. Zapuszczają brody, czytają Koran i stosują Ramadan. Dodaje: Kobiety muzułmańskie wykorzystując obowiązujące na terenie Francji prawo do ziemi rodzą na potęgę. 5-6 dzieci pojawia się średnio w każdej rodzinie. W prostym rozumieniu świata takie postępowanie zapewnia lepszą przyszłość potomkom w cywilizowanym kraju. Trudno się tu z Sebastianem nie zgodzić. Takie postępowanie działa na Francuzów jak płachta na byka i wzbudza nienawiść wobec mniejszości. Zabierają nam chleb, zabierają miejsca pracy, sytuacja doszła do chorego punktu, gdzie to my czujemy się we własnym kraju dyskryminowani - kończy Sebastian. Jak widać problem jest naprawdę złożony i dziś go nie rozstrzygniemy... #Plotki #serial #moda