Brazylia. Słońce. Radość. Muzyka. Piłka nożna. Roślinność nie z tej ziemi. Cudowne plaże. Zgadza się. Wszystko się zgadza, ale co jeśli wejdziemy w to głębiej?  

Brazylijczycy są uśmiechnięci, radośni, serdeczni, gościnni, potrafią ruszać biodrami w rytm muzyki, jak żadna inna nacja na świecie! Muzyka i rytm płyną w ich krwi. Tu wszyscy śpiewają. Idąc po ulicach, w ogóle nie powinno nas dziwić, że ktoś nuci coś pod nosem, naturalnym powinno się stać, że oprócz nucenia ci ludzie śpiewają na głos!

Brazylijczycy raczej nie mówią po angielsku. Jednak nie stanowi to żadnego problemu w porozumiewaniu się z turystami. Będą tłumaczyć tak długo, całymi sobą, aż wreszcie się dogadają. Mieszanka kulturowa, jaka ma tutaj miejsce, sprawia, że są ludźmi otwartymi na świat. (Oczywiście, zdarzają się wyjątki). Spacerując po São Paulo możemy spróbować kuchni z całego świata, z przepisów i receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie, gdy to dziady i pradziady wyemigrowały tu podczas wojny, by szukać bezpiecznego schronienia i lepszego życia dla swojego potomstwa. 

Biały, sypki, delikatny piasek oblewany przez krystalicznie błękitną wodę. Słońce, którego nigdy nie brakuje. Roślinność, która uzmysławia nam znaczenie słów "płuca ziemi". 


Jakie są więc minusy tego raju na ziemi? 
  • Życie na co dzień. Zdecydowanie. Koszt utrzymania jest wysoki. Jedzenie jest bardzo drogie. Ze względu na to, że bardzo widzialne są różnice klasowe i istotnym jest, kto jak nas postrzega, większość Brazylijczyków woli iść do "supermarketu dla bogatych", płacąc za ten sam produkt (!) trzy, cztery razy więcej, tylko po to, żeby inni widzieli, z jaką jednorazówką wraca. Przecież wstydem jest robić zakupy w "sklepie dla biednych"! 


  • Transport publiczny, który jest opłakany, również nie należy do tanich. W większych miastach bez problemu możemy utknąć w korkach na dwie, trzy godziny. Jadąc własnym samochodem z klimatyzacją - dałoby się to jakoś przeżyć (chociaż mając perspektywę takiej codzienności - życie zamienia się w koszmar!), ale jadąc autobusem, w którym za jednorazowy przejazd zapłacimy około 6zł, nieposiadającym klimatyzacji (latem przy odczuwalnych temperaturach sięgających do 50 stopni), a zapełnionym ludźmi tak, że jeden drepce drugiemu po stopach. Z raju spadamy prosto do bram piekieł. 


  • Przerażający jest odsetek przestępczości, szczególnie w miastach turystycznych. Jedyną rzeczą, jaką powinniśmy mieć przy sobie, jest dokument. Oczywiście nie może być to paszport, bo jest zbyt istotny. Najlepiej prawo jazdy lub jakaś legitymacja, ewentualnie dowód osobisty. Noszenie gotówki, kart kredytowych czy telefonu bardzo często kończy się tym, że wracamy do domu ubożsi. Napaści bardzo często są z bronią w ręku, a kradną wszędzie i wszystko, co się da. Na ulicach bardzo często słychać coś jakby wystrzały petard. Niestety nie są to fajerwerki, są to dźwięki strzelanin. Zdarzają się sytuacje, w których napadają na kogoś spacerującego z psem i chcą, by oddał im to, co trzyma w ręku, a nie jest to nic innego, jak woreczek z psimi odchodami.A oni liczą, że może jednak nie i uda im się obłowić? 


  • Najbezpieczniej jest poruszać się z kimś z miejscowych. To nie jest Europa. Realia są takie, a nie inne. Trzeba wiedzieć, jakie miejsca należy omijać szerokim łukiem.
Co jeszcze może zaskoczyć w Brazylii? Jak wiadomo, panuje tu demokracja. Jednak wolność wyboru wygląda trochę inaczej. Jeśli w dniu wyborów nie masz możliwości zagłosować, musisz się usprawiedliwić. Przykładowo, będąc na wakacjach, za granicą trzeba znaleźć ambasadę, wyjaśnić powód i zapłacić za usprawiedliwienie się! Jeśli tego nie zrobisz, możesz stracić wiele praw obywatelskich, a nawet paszport brazylijski.


Co kraj, to obyczaj.