Udało się, 42 kilometry 180 metrów w 3 godziny 25 minut.. To lepiej niż się spodziewałem, ale kosztowało mnie to jednak dużo zdrowia. Już w trakcie biegu łapały mnie skurcze, dokuczało zimno i porywisty wiatr. Biegnąc przez Queensboro Bridge chciałem skoczyć do rzeki, a takich momentów załamania było więcej na całej trasie.

Od wysiłku kręciło mi się w głowie, tuż po przekroczeniu mety zrobiło mi się ciemno przed oczami i na chwilę straciłem przytomność. Inni wymiotowali albo padali na trawnik jak dłudzy. Tyle kosztuje przebiegnięcie najbardziej presitżowego maratonu świata. Aż 75.000 fanatyków sportu, czyli odpowiednik mniejszego, polskiego miasta wojewódzkiego staje corocznie na starcie maratonu w Nowym Jorku. Zapisali się na rok wcześniej, najpierw kwalifikując się przez znakomite czasy, a później biorąc udział w loterii startowej. Samo startowe kosztowało 575 dolarów amerykańskich, co czyni bieganie po ulicach amerykańskej metropolii najdroższym maratonem na naszym globie. Ale warto było dla atmosfery, satysfakcji i niepowtarzalnych wspomnień.

W dzień maratonu pobudka już o 5.30 rano. Pół godziny pózniej wyjazd z hotelu i przejazd busem przez cały Mannhatan. Stamtąd łapiemy ferry by przepłynąć na Long Island, gdzie znajduje się punkt startowy. Wreszcie dochodzi godzina 9.40, a to czas kiedy ruszają profesjonaliści. 10 minut później amatorskiej "first wave". Trasa prowadzi przez kolejne mosty, Pierwszą i Piątą Aleję aż do największego Parku świata, zwanego Central Parkiem. Na co dzień spokojnie można by się tu zgubić. Dziś organizatorzy zadbali o prawidłowe oznakowanie i oprawę muzyczną. To właśnie rock&rollowe dźwięki i doping tysięcy kibiców, dodają siły i motywacji do wykonania jeszcze większego wysiłku. 
Rywalizacja porywa, nakręca i fascynuje. To czas spędzony ze wspaniałymi ludźmi, których łączy wspólna pasja i osiągnięcie jasno wytyczonego celu.

A cała przygoda zaczęła się w trakcie obozu triathlonowego w Szklarskiej Porębie. To na nim zrozumiałem, że z trzech dyscyplin olimpijskich najlepiej wychodzi mi bieganie i postanowiłem przebiec maraton. Droga prowadziła od pierwszego startu na 10 kilometrów w rodzimej Warszawie poprzez 21 kilometrów w portugalskiej Lizbonie aż do pełnego dystansu w NY.

Przygody zaczęły się jeszcze w Polsce. Okazało się, że samolot Lufthansy zepsuł się i zamiast niemieckim przewoźnikiem do Stanów polecę liniami American Airlines. Nie byłoby w tym nic dziwnego, żeby nie fakt, że wyląduje nie na JFK, a zupełnie innym lotnisku, oddalonym od mojego hotelu o jakieś 1,5 godziny jazdy. Łapię żółtą taksówkę i wyjaśniam kierowcy, gdzie ma mnie zawieźć i tłumaczę, że zależy mi na czasie. Uchodźca z Bangladeszu okazuje totalny spokój i obiecuje, że na miejsce dotrzemy za półtorej godziny, co jest super czasem przy założeniu, że objedziemy miasto dookoła. W innym przypadku jadąc przez downtown możemy utknąć w wielokilometrowych korkach i zastanie nas noc - uśmiecha się szczerze. To przecież Nowy Jork i kilkanaście milionów aut poruszających się po drogach w godzinach szczytu. Najlepiej mieć tu swój helikopter.

Wreszcie docieram do hotelu. Po kilkunastu godzinach lotu marzę o prysznicu i wieczornym treningu na basenie. Okazuje się, że nie ma dla mnie pokoju, gdyż nie przeszła karta kredytowa, która miała stanowić zabezpieczenie. Próbuje skontaktować się z organizatorką wyjazdu, ale mój telefon nie działa, a w zasadzie akurat ten operator nie działa na terenie Stanów. Pomyślałem, że najpierw lecę nie tymi liniami, którymi wybrałem, później ląduje nie na tym lotnisku na którym zamierzałem, w końcu dojeżdżam do hotelu gdzie mnie nie chcą, a na koniec jeszcze nie mogę skontaktować się ze światem. Jednym słowem wszystko układa się gładko. Po kilku godzinach  udaje mi się opanować sytuację i już następnego ranka jestem gotowy na zwiedzanie jednej z największej metropolii świata.

Zwiedzając Nowy Jork nie sposób nie wspomnieć przebogatej historii miasta. Wszystko zaczęło się ponad 500 lat temu, kiedy portem nowojorskim interesowały się największe mocarstwa europejskie. Od czasu odkrycia przez Giovanniego da Verazzano, Nowy Jork przechodził kolejno z jednych rąk do drugich. Holendrzy jako pierwsi, w 1621 roku, rozpoczęli tu handel futrami, lecz kolonia ich zwana Nowym Amsterdamem po kilkunastu latach przeszła w posiadanie Anglików. Zachodnia i indyjska kampania sprowadziła do miasta pierwszych osadników, którzy budowali domy bez bez żadnych planów. Dlatego też do dziś ulice na Dolnym Manhatanie są tak kręte. Co ciekawe współczesny Broadway, wówczas noszący holenderską nazwę Breede Wegh powstał w miejscu indiańskiego szlaku Algonkinów. Jeszcze mniej prawdopodobnym wydaje się dziś fakt, że ówczesny kupiec Peter Mini nabył wyspę od pierwszych Indian za błyskotki o wartości 24 dolarów. Dziś tylko roczny abonament na nowojorskiej giełdzie na Wall Street wymaga milionów dolarów.

W okresie wojny niepodległościowej Nowy Jork opasany okopami, bombardowany przez artylerię angielską oraz trawiony licznymi pożarami, znacznie ucierpiał. Jednak mimo niedogodności, ludność nadal emocjonowała się wyścigami konnymi, grą w krykieta, piłką i boksem. Z biegiem lat, już na początku XIX wieku miasto uzyskało status najważniejszego portu Stanów Zjednoczonych, a handel morski stał się głównym źródłem jego bogactwa. Był to okres kiedy ukazał się pierwszy "New York Times" , Vaux i Olmsted zaprojektowali Central Park, a w samym centrum powstał dom towarowy Macy's.

Wraz z bogaceniem się nowojorskich magnatów, miasto weszło w tak zwany "złoty wiek". Wzniesiono Metropolitan Opera, Cardigan Hall oraz luksusowe hotele i domy handlowe, takie jak Plaza czy Waldorf-Astoria. Legendarne stały się także postacie, jak William "Boss" Tweed - mocny człowiek, któremu udało się skorumpować śmietankę nowojorskiej polityki i zdefraudować miliony dolarów.

Lata dwudzieste to szybki rozwój miasta. Liczba jego mieszkańców wzrasta z 79 tysięcy do prawie 3 milionów co sprawia, że NY staje się centrum kulturalnym, rozrywkowym i finansowym kraju.

Ton nadaje w szczególności burmistrz Jimmy Walker, który uwodzi Szansonistki, pije alkohol w nielegalnych barach i kibicuje drużynie futbolu amerykańskiego Yankees. Dziś ta mieszanka kulturalna i społeczny tygiel liczy ponad 8 milionów mieszkańców mówiących prawie 100 językami. Nowy York obecnie to jedna z najszybszych metropolii świata, gdzie ludzie w domach nie trzymają lodówek, bo wszyscy jedzą na mieście gdzie restauracje działają 24 godziny na dobę. Podobnie z fitness clubami, które otwarte są od rana do nocy, ponieważ zapracowane wilki z Wall Street przychodzą pobiegać na bieżni często o 2 nad ranem. Na Broadwayu codziennie wystawia się ponad 300 musicali, z których najlepsze jak "Phantom of the Opera" czy "Mamma Mia" grane są nieprzerwanie od ponad 15 lat.