Japonia to kraj niezwykły dla człowieka kultury zachodniej. Z jednej strony oczarowuje różnorodnością krajobrazu i wielowiekową tradycją, a z drugiej kusi nowinkami technicznymi. Czasem są to rozwiązania doskonałe, jak choćby najszybsze pociągi świata - shinkanseny, a czasem przejawy ludzkiej głupoty. Bo jak niby odnieść się do śpiewającej deski klozetowej czy sztucznego, męskiego ramienia, do którego wieczorami przytulają się samotne kobiety?

Japonia odurza cudownym zapachem kwitnących wiśni na wiosnę i upaja widokiem złotoczerwonych klonów jesienią. Tutejsze gejsze i maiko otulone wielobarwnymi kimonami, tupią drewnianymi sandałami przypominając porcelanowe lalki. Aromatyczna zielona herbata łączy od wieków całe rodziny w swoistej ceremonii, przy której to poszukują intymności i prywatności.

Oczarowany przebogatą kulturą i tradycją Japonii postanowiłem odwiedzić Kraj Kwitnącej Wiśni. Przygody zaczęły się już na lotnisku Narita obok Tokio,gdzie największy samolot świata Airbus A 380 podchodził do lądowania trzy razy. Najpierw był zbyt silny wiatr, póżniej pilot zbyt późno wypuścił podwozie, by w końcu za trzecią próbą szczęśliwie wylądować. Udało się.. Pierwszą rzeczą, jaka uderzyła mnie w tokijskim metrze byli panowie w białych rękawiczkach - z gracją upychający tłum do wagonów pociągu. Tłum był tak duży, że niektórzy w pędzie gubili po drodze buty. Fakt ten uświadomił mi, że oto właśnie znalazłem się w liczącej ponad 30 milionów, największej metropolii na świecie. W środku pociągu obowiązuje totalna cisza, ludzie wysyłają smsy, testują gry, każdy w swej wykreowanej, wirtualnej rzeczywistości. Kolejnym obiektem zainteresowania były dla mnie białe maseczki na twarzach, w których przemykają Japończycy - jakaś zaraza, myślę sobie? Otóż nie, okazuje się, że po pierwsze chodzi o higienę, po drugie co nawet bardziej istotne o zachowanie anonimowości - no cóż, co kraj to obyczaj.

Japończycy na pierwszy rzut oka wydają się być dziwni, pełni sprzeczności ale i interesujący zarazem. Nie są narodem indywidualistów, a swoje zachowanie podporządkowują grupie i działając na rzecz wspólnoty. Zachowanie poszczególnych osób nie może naruszać zasad całej społeczności. Są przy tym uprzejmi i zdystansowani, a ich postawa w dużej mierze zależy od sytuacji i osób, z którymi obcują. Zupełnie inaczej będą okazywać swe emocje podczas rodzinnej ceremonii parzenia herbaty - tłumiąc je w sobie, by zaraz potem oddać się szaleństwu w salonie hazardu - pachinko, albo śpiewając kareoke z przyjaciółmi. Mają bardzo złożoną naturę i nienaganne maniery, w miejscach publicznych zawsze ściszają głos. Kiedy na ulicy podszedłem zapytać o drogę, młoda japonka odskoczyła jak oparzona. Po pierwsze bliski kontakt ją onieśmielił. Tutaj nie podaje się ręki i nie podchodzi zbyt blisko, a powitanie ukłonem należy do codzienności. Interesującym wydaje się zależność niskości pokłonu od rangi osoby, przed którą właśnie stoimy. Zupełnie inaczej kłaniamy się sąsiadowi, a zupełnie inaczej przełożonemu. Po drugie Japończycy to perfekcjoniści i jeśli nawet zna język ale nie w stopniu doskonałym to woli nie mówić, niż mówić z błędami.

Idąc dalej postanowiłem sprawdzić jak Japończycy spędzają czas wolny i pojechałem do słynnej dzielnicy "czerwonych latarni" w Tokio. Tu napotkałem wielu panów, którzy po dwunastu godzinach pracy idą z szefem na wspólną sake. Po złapaniu animuszu przenoszą się do salonu z młodymi dziewczętami. W tym samym czasie, żony owych panów robią zakupy, wychowują dzieci, płacą rachunki dbając o rodzinne gniazdo. Może się to komuś podobać lub nie, ale tak wygląda podział. Jasny i przejrzysty.

Dziewczęta z "gorącej dzielnicy" są pod opieką japońskiej mafii, zwanej yakuzą - jak się okazuje drugiej najniebezpieczniej mafii na świecie. Jej członków przemykających między wąskimi uliczkami łatwo rozpoznać po ubytku palca, który często honorowo odcinają sobie w geście zjednoczenia. Dużym zdziwieniem dla mnie było, gdy jedna z dziewcząt zapytała mnie o grupę krwi. Pilot Grzegorz, jasno stwierdził "Podobasz jej się" a Japończycy mają kota na punkcie zabobonów. Przywiązują ogromną uwagę do grupy krwi. Już w przedszkolu dzieci dobiera się według tego kryterium, uwzględniając wrodzone predyspozycje. Przesądność mieszkańców Kraju Kwitnącej Wyspy przejawia się w wielu aspektach. Nie wręcza się prezentów składających się z czterech elementów, gdyż słowa cztery i śmierć po japońsku brzmią bardzo podobnie. Nóż w Japonii zwiastuje rozcięcie przyjaźni, biel natomiast jest kolorem żałoby, a odświętnie przywdziewa się szaty w czerwieni.

Któregoś ranka nie mogąc zasnąć w Tokio o 4 rano zszedłem do recepcji hotelowej wypytać miejscowego barmana o lokalne zwyczaje. Czego się dowiedziałem? Otóż wchodząc do japońskiego domu należy zdjąć buty, po tatami (tradycyjna japońska mata do pokrywania podłogi) zwyczajowo chodzi się w skarpetkach, a przed wejściem do łazienki stoi kolejna para kapci. Nietaktem jest użycie mydła lub szamponu podczas kąpieli w japońskich łaźniach lub gorących źródłach. Do przybytków tych wchodzi się zupełnie nago i bez skrępowania korzysta z całego kompleksu. Ściśle określone zasady panują także w czasie jedzenia. Przekonałem się o tym w restauracji z jeżdżącymi po taśmie sushi i sashimi - towar raz dotknięty należy do klienta i nie ma mowy o zmianie decyzji. Poczułem, że popełniłem nietakt i w geście rekompensaty postanowiłem zostawić pani sowity napiwek. Ta goniła mnie dobre 200 metrów by oddać pieniądze, cóż napiwek w Japonii to rzecz nieznana.

W drodze do hotelu postanowiłem sprawdzić słynne hotele kapsułowe. Co to takiego? Otóż to plastikowe pojemniki podobne do trumny, pełne elektronicznych gadżetów. Z tą jednak różnicą, że otwiera się je w inną stronę. Po wejściu zobaczyłem równo ustawione w rzędzie kapsuły przypominają wnętrze statku kosmicznego lub nowoczesną hurtownię pralek. Kładę się w takim pojemniku o wymiarach 1x1x2 i czuję, że ogarnia mnie klaustrofobia. Zamontowana roleta antywłamaniowa nie wzmaga poczucia bezpieczeństwa. Czuję, że potrzebuje trochę więcej miejsca i powinien skorzystać z tak zwanych "rabu hotels", czyli hoteli miłości. Japończycy żyjący zwykle na ograniczonej przestrzeni w poszukiwaniu komfortu i spokoju wymyślili przybytki, gdzie mogą cieszyć się swoją intymnością. Z reguły w krzykliwych kolorach, hotele miłości oferują pokoje do wynajęcia już na trzy godziny. Tu realizuje się najskrytsze fantazje erotyczne. Po wejściu recepcjonista oprowadza po kolejnych pokojach. Największym powodzeniem cieszą się pomieszczenia stylizowane na szkolną salę czy wagony metra, a prawdziwym hitem stały się pokoje przypominające pokład kosmicznego statku Star Trek. Mogłoby się wydawać się, że to tak zamknięte społeczeństwo. Homoseksualizm, popularny w epoce samurajów dziś ma zdecydowanie mniejszą akceptacje, niż w kulturze Zachodu. Jednak seks jako taki, traktuje się w sposób naturalny i nie stanowi on tematu tabu.

Gdybym miał tak jak Japończycy tylko 10 dni wolnego w roku, a od małego chowany był w chłodnych mieszkaniach, też czasami potrzebowałbym odrobinę relaksu i luksusu. Jadąc do nowomodnej dzielnicy Shibu postanowiłem przed wyjściem sprawdzić prognozę pogody. Ku mojemu zdziwieniu, na ekranie zamiast tradycyjnych chmurek i słoneczek na ekranie pojawiały się różnokolorowe t-shirty z buźkami uśmiechniętymi, smutnymi bądź neutralnymi. A przepraszam, to pogoda dla tych co zamierzają robić pranie, niesamowite.

Samo Shibu, pełne jest młodych, wystylizowanych nastolatków, którzy właśnie uciekli na wagary ze szkoły. Młode Japoneczki z krzywymi ząbkami i krótkimi, koślawymi nóżkami, w za dużych bucikach ubierają się jak lalki barbie - by zniwelować te defekty urody wymyślono w Japonii kimona. Przepasane wysoko w pasie optycznie wydłużają nogi i zakrywają ich krzywiznę. Chłopcy z kolei z wymyślnymi fryzurami, poprzebierani są jak postacie z kreskówek. Cały tłum sprawia wrażenie jakby był zaprogramowany przez auto pilota i prowadzony do wcześniej wytyczonego celu.

Naukowcy zgodnie twierdzą, że inteligencja społeczeństwa japońskiego zmienną jest. Lewą półkule mózgu odpowiedzialną za nauki ścisłe mają oni zdecydowanie lepiej rozwiniętą od prawej. Dlatego też, z jednej strony zaskakują najnowszymi rozwiązaniami technicznymi, a z drugiej wykazują całkowity brak talentu do nauki języków obcych. Porozumienie się na ulicy w języku innym niż miejscowy graniczy z cudem. I chociaż angielski w szkole należy do przedmiotów obowiązkowych, to z racji tego, że nie opanowali go do perfekcji wstydzą się mówić. Sam język japoński dla przeciętnego śmiertelnika jest praktycznie nie do opanowania w krótkim czasie. Składa się z trzech grup znaków: kandzi pochodzenia chińskiego, hiragany czyli sylab miękkich i katakany tych trochę twardszych. Sama grupa kandzi to ponad 6000 znaków. Dla pocieszenia dodam, że aby czytać gazety japońskie wystarczy zapamiętać zaledwie 1945.

Na koniec zostawiłem sobie dwie perełki, symbole Kraju Kwitnącej Wiśni: narodowy sport-sumo i damy do towarzystwa zwane gejszami. Pojechałem szybkim pociągiem na odbywajcy się w Fukoce turniej sumitów. Sumo to dziś sport zawodowy bardziej niż sztuka walki, a wywodzące się z rytuałów shinto walki mają już ponad 2000 lat. Co roku w Japonii odbywa się sześć turniejów, w czterech głównych miastach: Tokio, Osace, Nagoi i Fukokce.Turniej trwa 15 dni, a walki odbywające się od rana do późnego wieczora przyciągają rzesze kibiców. Zawodnicy mają włosy namaszczone oliwą i związane w węzeł. Na biodrach noszą opaski (mawashi) oraz cienki pas (sagashi) z zawieszonymi sznurkami - takimi jak widuje się w kaplicy shinto. Po wejściu na ring sumici sypią sól na ring, co zapewnia czystość walki. Bezpośrednio przed walką uderzają nogą w klepisko, aby zdeptać złe siły i złamać ducha przeciwnika. Mimo ogromnych rozmiarów, często ważący 150-200 kg zawodnicy poruszają się zdumiewająco szybko, a walki trwają kilka sekund. Przegrywa ten,k tóry zostanie wypchnięty ze słomianego kręgu, bądź dotknie maty inną częścią niż podeszwa stopy. Sumici to zdecydowanie najlepiej zarabiający sportowcy w kraju. Ich wynagrodzenie to szacuje się w milionach jenów. Zaskakującym może wydać się fakt, że pomimo ogromnej wagi sumici cieszą się dużą popularnością wśród płci przeciwnej.

Prosto z zawodów w Fukoce pędze do słynnej dzielnicy gejsz w Kioto, zwanej Gijon. Gejsza w Japonii to zawodowa dama do towarzystwa operująca kilkoma językami, grająca na wielu instrumentach i recytująca poezję. Posiadając sztukę dowcipnej konwersacji i dyskusji zapewnia sobie szacunek ze strony zamożnych klientów. Gejsze mają wymalowaną twarz na biało, a usta lśnią się głęboką czerwienią. Nieumalowany kark podkreśla kobiecą zmysłowość, a ozdobne szpilki we włosach zmieniają się zgodnie z mijającymi porami roku. Cudownie kolorowe kimono przepasane jest pasem obi. Przygotowując się do zawodu geiko noszą wysokie drewniane sandały i kimono - spodnie z wyszywanym kołnierzykiem. Gdy gejko staje się gejszą barwne kołnierzyki zamienia się na niewinnie białe. Ma prawo wtedy dawać prywatne pokazy w eleganckich restauracjach czy herbaciarniach. Ich towarzystwo jest bardzo drogie, a wieczór z gejszą to wydatek od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.

Piszę do was o tym z Tokio o 4 rano, zmiana czasu i emocje powodują, że nie mogę już spać. I takich emocji związanych z cudownym Krajem Kwitnącej Wiśni, gdzie symbole sumo, sushi czy gejszy stanowią o narodowej tradycji życzę.