Stereotypy na temat Polaków za granicą odzierają nas ze złudzeń. Polak to arogancki prostak, pijak i złodziej. Stop, halo. Przecież to nieprawda! - pomyśli teraz każdy, już zapewne urażony obywatel kraju nad Wisłą, który postanowił spróbować na obczyźnie swoich sił w walce o lepszy byt. Owszem, ów stereotyp ubliża sporej większości polskich emigrantów, ale nie oszukujmy się, nie bierze się on znikąd. W Holandii, kraju, w którym mieszkam, można spotkać ludzi z niemalże całego świata. Mimo to, Polaków, a właściwie Polaczków, o których mam zamiar opowiedzieć, rozpoznaje się tutaj bezbłędnie.

Zacznijmy od wyglądu, cechy, która siłą rzeczy rzuca się w oczy jako pierwsza.

Reklamy
Reklamy

Reprezentant owego stereotypu nosi bejsbolówkę i dresowe spodnie. Oczywiście "firmowe", bo przecież Polaczka stać. Znaczek sportowej marki koniecznie największy, jaki było można dostać w sklepie. Czepiam się? Przecież wielu ludzi lubi sportowy styl, prawda? Prawda, z tym, że dla Polaczka taki ubiór jest równocześnie strojem sportowym, galowym i codziennym. Polaczek ma również charakterystyczną fryzurę, mieszczącą się w przedziale 0-10mm, wykreowaną maszynką kolegi, którą wyjaśnia fakt, że Polaczek do fryzjera w Holandii nie pójdzie. Po pierwsze dlatego, że szkoda mu wydać 10 euro, po drugie dlatego, że z fryzjerem się po prostu nie dogada. I tu wyłania się kolejna cecha Polaczka - brak znajomości jakiegokolwiek języka obcego. W pracy zazwyczaj go nie potrzebuje, gdyż wszystkie sprawy załatwia za niego polski koordynator.

Reklamy

W sklepie natomiast, jeżeli już musi się skomunikować, służą mu do tego rączki, oraz podstawowe "Ja" i "Nee" ("Yes" and "No" dla tych najbardziej opornych na wiedzę), które jakimś cudem zdołał przyswoić.

Inna sprawa, kiedy Polaczki poruszają się w grupach. Wtedy głośno i bez ogródek komentują otaczającą ich rzeczywistość, posiłkując się łaciną podwórkową, którą zastępują sobie przecinki i wykrzykniki. Krytykują wszystko wokół, a zwłaszcza ten okrutny kraj, który notabene daje im pracę, pieniądze i opiekę. Nie wiele myślą przy tym, że ktoś jednak może ich rozumieć. A gdyby nawet są przecież w grupie, a w grupie siła.

Odradzam również dłuższego przyglądania się takim Polaczkom, bo zauważeni, możemy usłyszeć niezwykle uprzejme "Co się gapisz?!" - i powinniśmy się cieszyć, jeśli tylko na tym sympatycznym pozdrowieniu się zakończy.

Idąc do sklepu w piątkowy wieczór, z łatwością rozpoznamy Polaczka po tym, co ma w koszyczku. Nie jest tego wiele: Chleb i skrzynka piwa drugiej kategorii, bowiem tyle wystarcza Polaczkowi do przeżycia pełnego wrażeń weekendu.

Reklamy

Polaczek zamieszkuje polskie getto, czyli osiedle domków letniskowych, wynajmowanych przez biuro pośrednictwa pracy, dla którego dumny Polaczek wyrabia 110% normy. W getcie jest mu dobrze. Czynsz za mieszkanie i dojazd do pracy opłaca pośrednik, dzięki czemu Polaczek nie musi się właściwie o nic martwić. W sąsiedztwie sami koledzy, którzy tylko czekają na okazję, żeby się napić. A jak się pije, to i pobić się czasem nie zaszkodzi. Dlatego też, kto nie musi, do getta raczej się nie zbliża. W konsekwencji, większość informacji, jakie pojawiają się w mediach na temat Polaków, jest okraszona tytułami: "Polak zadźgał Polaka nożem", "Grupa Polaków wywołała awanturę w klubie", "Pijany Polak spowodował wypadek". Trudno zaradzić tej obiegowej opinii o Polakach - emigrantach, skoro nawet na białej kartce margines jest najbardziej widoczny.

Może typowy Polaczek nie jest powodem do dumy, ale nic tak bardzo, jak ten negatywny stereotyp, nie motywuje Polaków na emigracji, do zmiany tego wizerunku i pokazania się od jak najlepszej strony. Nie można zapomnieć o tym, że mamy też wiele zalet a na co dzień sami kierujemy się stereotypami. #praca