Jest jeszcze taka magiczna kraina na świecie, ukryta w sercu Himalajów, pomiędzy Chinami a Tybetem, którą zwie się ostatnim królestwem Szangri-la. Bhutan? A cóż to takiego? Dla większości ludzi Królestwo Bhutanu pozostaje nieznanym krajem. O Bhutanie nie pisze się na pierwszych stronach gazet, a wzmianki telewizyjne pojawiają się średnio raz na dziesięć lat. A mimo to garstka ludzi na świecie, tworzy coś w rodzaju klubu wtajemniczonych i uważnie śledzi mające tam miejsce wydarzenia. Bhutan, bo o nim tu mowa to kraj mniejszy od Szwajcarii, gdzie ludzie żyją w pełnej zgodzie z naturą, a narodowe szczęście mierzy się w skali brutto


Ta fantastyczna kraina to miejsce gdzie 80 procent lasów jest pod dożywotnią ochroną, w przejrzyście czystych strumieniach pluskają pstrągi, a nad głowami raz po raz przelatują orły. Znajdziemy tu przepiękne góry, czarujących ludzi, imponującą architekturę, pasjonującą religię i cudowną sztukę. Na ulicach nie spotyka się żebraków, do kradzieży dochodzi rzadko, a osobiste bezpieczeństwo jest gwarantowane. Aby zachować piękno przyrody król Bhutanu wprowadził mądrą politykę i reglamentuje ilość turystów Hasło: "Nie pozwolimy zadeptać Bhutanu" - to tylko jeden z powodów ograniczenia turystyki i wprowadzenia obowiązkowej stawki dziennej za wizę. 240 dolarów amerykańskich, bo tyle codziennie trzeba tu zostawić, pokrywa co prawda koszty przewodnika, hoteli i wyżywienia, ale to i tak przecież kwota kosmiczna. Na szczęście więcej niż jej połowę przeznacza się na rozwój Królestwa, którego topografia nie pozwala na rozbudowę kolejnych lotnisk, czy bazy hotelowej. 


Prawie 70 procent ludności żyje z rolnictwa i hodowli, powszechne są także elektrownie wodne. Pasterski krajobraz wydaje się czasem nierealnie piękny dla kogoś kto przybywa z terenów uprzemysłowionych. Okna domów pomalowane są w kolorowe wzory, dachy pokryte gontami, dziko rosnąca gryka, kryte mosty - takie widoki przyprawiają zwykłego mieszczucha o zawrót głowy. Wszechobecna religia i obiekty kultu dopełniają obraz Bhutanu. Kapliczki upamiętniające ważne wydarzenia, zwane czortenami, flagi modlitewne, młynki poruszane wodą ze strumienia dowodzą, że religia buddyjska obecna jest wszędzie, a jej zasady dyktują tutaj postawę i sposób myślenia. Czy to mnisi odziani w czerwone szaty, wielcy lamowie, czy zwykli wiejscy zakonnicy. Wszyscy oni mają świadomość, jak moralnie i duchowo wpływają na ludność. 


Lądując na lotnisku w Paro, zdać sobie można dopiero sprawę, jak wielkie umiejętności muszą posiadać miejscowi piloci by posadzić maszynę w tak wąskiej dolinie. Ostatnio przekonał się o tym premier Indii, który krążył prawie dwie godziny zanim pilot odważył się na lądowanie. Jeszcze bardziej nieprawdopodobnym wydaję się fakt, że podniebna flota krajowego przewoźnika Druk Air liczy zaledwie 3 samoloty. A samo Timphu to jedyna stolica świata bez świateł drogowych, gdzie ruchem kierują piękne policjantki. Nikt tu się nie śpieszy, nikt na nikogo nie trąbi, a cały ruch wydaję się płynąć w pełnej harmonii i zgodzie. Nie uświadczysz tu także bankomatów, kart kredytowych, pożyczek - to dla przeciętnego Bhutańczyka rzecz zupełnie nieznana. Za to ulicami wszyscy przemierzają w tradycyjnie pięknie kolorowych strojach z jedwabiu. Mężczyźni w tradycyjnym gho, kobiety w lśniących kirach. Z jednej strony wysocy urzędnicy z mieczem u boku dyskutują o raporcie na temat konieczności poprawy produkcji ryżu i hodowli jaków, gdy po drugiej stronie dziedzińca mnisi odprawiają ceremonię dla bóstw czuwających nad krajem. 


Wszechobecna flaga królestwa powiewa nad klasztorami, dżonkami, urzędami ale równie często nad oknami zwykłych domów. Mieszkańcy Bhutanu dumni są ze swej niezależności i pochodzenia. Górna część flagi jest koloru żółtego i symbolizuje władzę świecką króla, natomiast dolna część w kolorze pomarańczy to symbol religii buddyjskiej. Widniejący po środku smok kojarzony jest z czystością a klejnoty, które trzyma między zębami świadczą o bogactwie i doskonałości kraju. Flaga ta zdobi również narodowy stadion sportowy w Thimphu. I choć piłka nożna z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularna to nadal największe emocje wzbudza tutaj łucznictwo. Narodowy sport Bhutanu kultywuje się od wielu pokoleń, a zawodnicy okazują się być prawdziwymi mistrzami sztuki. Celując do zaledwie 90 centymetrowej tarczy z odległości 145 kroków często trafiają dziewiątki i dziesiątki. 


Bhutan jest jedynym państwem na świecie, gdzie buddyzm tantryczny, tzw. Wielki Wóz (mahajana) jest religią oficjalną. Buddyzm tantryczny reprezentuje najpóźniejszą fazę długiej ewolucji buddyjskiej i na Zachodzie znany jest pod nazwą Diamentowy Wóz (wadżrajana). Słowo tantryzm pochodzi od tantra, czyli zespołu tekstów ezoterycznych, podzielonych na cztery klasy. A zatem we wszystkich wcześniejszych formach buddyzmu tantry nie istnieją. Buddyzm tantryczny znikł z Indii, czyli swojej kolebki w momencie najazdów muzułmańskich i przetrwał tylko w Tybecie, Nepalu i Bhutanie. 


Bhutańczycy nie odrzucają swego kulturowego i duchowego dziedzictwa w imię jakichkolwiek współczesnych, pochodzących z zewnątrz wartości. Nigdy nie skolonizowani, zawsze zaciekle walczący i dumni ze swych tradycji, nie widzą potrzeby przyjmowania jakichś idei tylko z tego powodu, że pochodzą z bardziej rozwiniętych czy silniejszych państw. Nie zaprzestają praktykowania zwyczajów, i to bez żadnych kompleksów, odrzuconych w innych krajach, gdzie zostały uznane za archaiczne. Słowa króla Langczuka - prymitywne narodowe szczęście realizowane jest na co dzień. Poza pięknym krajobrazem, architekturą czyuprzejmością ludzi,  to właśnie w spokojnym zaufaniu sobie i dumie ze swych wartości, leży sekret Butanu. To coś czego podróżnik nie potrafi do końca określić, ale co go urzeka na zawsze. 


Bhutan jest doskonałym przykładem jak niewiele potrzeba by osiągnąć szczęście. Eksplorując cudowną krainę położoną w sercu Himalajów człowiek zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę najpiękniejsze i najbardziej istotne rzeczy możemy mieć za darmo… Jak to? A tak właśnie: słońce, uśmiech, pozytywna energia, cudowna natura, chodzenie po górach i świeże powietrze to fantastyczne elementy, z których powinniśmy korzystać i czerpać całymi garściami, a nie kosztują nic. Bravo Bhutan - ostatnie Szangri-la!