Prace nad ustawą hazardową trwały w 2009 roku. Regulację - jako ustawę z dnia 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych - zaskarżono między innymi do Trybunału Konstytucyjnego. TK uznał jednak, że ustawa nie łamie Konstytucji RP. Inne orzeczenie byłoby wielkim obciążeniem dla Skarbu Państwa, ponieważ wywołałoby lawinę skarg i odszkodowań.

Największe kontrowersje wzbudził zapis na temat automatów do gier. Ustawa głosi, że mogą być legalnie używane tylko w kasynach. W związku z tym Służba Celna ma pełne ręce roboty przy nakładaniu licznych sankcji. Poza tym założenia ustawy są nagminnie łamane. Jednak największy skandal wybuchł po publikacji "Rzeczpospolitej" 1 października 2009 roku. Dziennik ujawnił zapisy rozmów prominentnych polityków z lobbystami, którzy rozmawiali na temat konkretnych rozwiązań prawnych. W dyskusjach brali udział szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski, biznesmen Ryszard Sobiesiak czy lobbysta Jan Kosek. Z zapisów stenogramów wynikało także, że w spotkaniach brał udział minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki. Po ujawnieniu tych informacji Drzewiecki podał się do dymisji.

4 listopada 2009 roku Sejm RP powołał komisję sejmową ds. wyjaśnienia procesu legislacyjnego przy uchwalaniu ustawy. Przewodniczącym został Mirosław Sekuła (PO). W komisji zasiadali też między innymi Bartosz Arłukowicz (wtedy poseł Lewicy) i Beata Kempa (PiS). Prace komisji były swoistą trampoliną do kariery Arłukowicza, który stał się bardziej rozpoznawalny i popularny. W raporcie Julii Pitery z lipca 2010 roku wskazano na wiele nieprawidłowości w ścieżce legislacyjnej, jednak nie udowodniono celowego zaciemniania procesu. Komisja zakończyła pracę w październiku 2010 roku, a w kwietniu 2011 roku umorzono śledztwo w sprawie afery hazardowej.

Ustawa hazardowa wprowadziła między innymi 10-procentowe dopłaty (do 31 grudnia 2015 roku) dla kasyn, salonów gier i automatów o niskich wygranych. Pieniądze mają być przeznaczone na cele sportowe - głównie Narodowe Centrum Sportu.