Surowsze kary przepisem na bezpieczeństwo

O zmianach, które znajdują się dziś na progu, mówiło się już od dawna. Prace nad ostateczną wersją zaostrzenia systemu kar podjęto jeszcze w lecie, gdy tylko posłowie przegłosowali nowelizację taryfikatora. Obecnie trwa faza ostatecznych ustaleń międzyresortowych, jednak wszystko wskazuje na to, że pomysły opracowane przez odchodzącą większość rządową, wejdą w życie z dniem 4 stycznia 2016 roku. Jak dotąd ze strony nowego gabinetu nie słychać bowiem zapowiedzi, by nowelizacja taryfikatora miała zostać zarzucona.

Nowy wyznacznik kwoty mandatu za przekroczenie prędkości i inne zmiany

Jak wyglądać mają rewolucyjne zmiany w taryfikatorze? Najważniejsza z nich dotyczy przypisania konkretnych kwot do wykroczeń związanych z przekroczeniem prędkości. Dotąd obowiązywał elastyczny taryfikator, który dawał policjantom pewną szansę na indywidualną ocenę zasadnej kwoty mandatu. Teraz taka możliwość ma zniknąć: kara pieniężna będzie z góry ustalona i obliczana w ścisłym powiązaniu ze średnią polską pensją podawaną przez Główny Urząd Statystyczny. Według szacunkowych wyliczeń efekt będzie następujący: za przekroczenie maksymalnej dozwolonej prędkości o 11-20 km/h zapłacimy 115 zł, co stanowi 3% średniego wynagrodzenia. Za przekroczenie o 21 do 30 km/h przewidziano mandat w wysokości 200 zł (5%), przekroczenie w granicach o 31 do 40 km/h wyceniono na 370 zł (9%), zaś przekroczenie między 41, a 50 km/h ma przynieść mandat w wysokości 540 zł (14%). Wreszcie przypadki skrajne, czyli przekroczenia o powyżej 50 km/h, mają być sankcjonowane mandatem w kwocie 760 zł (20%). To jednak dopiero połowa „nowinek”, bowiem jeśli wykroczenie nastąpi w terenie zabudowanym, to wymienione kwoty mandatów będą dwukrotnie wyższe, a w przypadku przekroczenia dopuszczalnej prędkości o ponad 50 km/h wciąż w mocy pozostanie dodatkowa sankcja w postaci trzymiesięcznego odebrania prawa jazdy. Nie koniec na tym: w przypadku czterokrotnego ukarania mandatem w ciągu roku czwarta kara również będzie podwajana. Innym wyjątkowo kosztownym wykroczeniem ma być też od 2016 roku wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle, za który zapłacimy 760 zł. Ze 100 do 300 zł wzrosną również mandaty za jazdę bez pasów bezpieczeństwa i za przewożenie pasażera bez zapiętych pasów. Za przewożenie dziecka bez fotelika zapłacimy natomiast 500 zł (dotąd 150 zł).

Budżet państwa kontra budżety domowe

Rozwiązanie, w którym mandaty drogowe powiązane są z zarobkami nie jest niczym nowym – tego typu taryfikator funkcjonuje z powodzeniem w wielu krajach naszego kontynentu, na przykład w Norwegii, Finlandii, czy w Szwajcarii. W wymienionych krajach mandaty za przekroczenia prędkości są jednak dostosowane do konkretnego przypadku – kara obliczana jest na podstawie wynagrodzenia osoby, która dane wykroczenie popełniła. Tymczasem rozwiązanie, które ma wejść w życie w Polsce opiera się na przyjęciu jako kwoty bazowej do obliczeń średniej pensji krajowej. O tym, jakie konsekwencje może mieć to założenie łatwo się przekonać, gdy sięgniemy po inne dane GUS-u. Wprawdzie średnia pensja wynosi około 3800 zł netto, jednak aż 80% Polaków zarabia poniżej tej kwoty, z czego aż 65% otrzymuje pensję, która nie przekracza 2800 zł netto. Trudno zatem uznać, że nowy taryfikator będzie bardziej sprawiedliwy. Dlaczego więc wybrano takie rozwiązanie? Spójrzmy na przykład, co by się stało, gdyby mandaty powiązano z pensją osoby popełniającej wykroczenie: kierowca zarabiający 2800 zł za przekroczenie prędkości o 11 do 20 km/h zapłaciłby jedynie 84 zł, a za przekroczenie o 41 do 50 km/h – 392 zł. Efekt przyjęcia takiej wykładni byłby, z punktu widzenia budżetu państwa, niekorzystny: mandaty dla większości Polaków byłyby podobne, lub niższe niż do tej pory – każdy minister finansów byłby w tej sytuacji niepocieszony. I w tym prawdopodobnie tkwi tajemnica zaproponowanego sposobu obliczeń stawek mandatów za przekroczenie prędkości.

Źródła: bankier.pl, jednoslad.pl, www.rp.pl, se.pl, job-profi.pl #prawo jazdy #społeczeństwo #polskie prawo