W sieci można znaleźć masę różnych rzeczy, od słodkich kotków, przez Conchitę Wurst, na położeniu Kopenhagi kończąc. W gąszczu informacji trudno jest trafić na coś wartościowego. A jednak. Całkiem niedawno pojawiło się dość niezwykłe ogłoszenie, o krótkim acz treściwym przesłaniu. "Oddam w pełni sprawnego Fiata Uno za darmo. Na odbiór czekam w Norwegii i opłacam bilety lotnicze". Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest to zwykły prank i ma tyle samo wspólnego z prawdą co mit o sieci polskich autostrad. Pomysłodawca akcji i właściciel Fiata - Kuba, otrzymał kilkaset maili z różnymi moralnymi i niemoralnymi propozycjami. Wśród nich znajdowała się propozycja od Pojechanych – zaproponowali realizację programu na temat Uno i całego przedsięwzięcia. Kilka dni później mieli już wszystko dograne i byli gotowi do podróży.

 

Zapowiedź programu z Fiatem w roli głównej

Sens całej akcji

Na lotnisku w Oslo czekał na nich Kuba, który okazał się być bardzo ciepłym i sympatycznym człowiekiem. Zaprosił ich do czerwonego Fiata i opowiedział niezwykłą historię tego pojazdu. Kuba pochodzi z Polski, ale niedawno znalazł interesującą pracę w Tesli w norweskim miasteczku Drammen, do którego przyjechał swoim siedemnastoletnim Fiatem Uno. Pomimo nienagannego stanu technicznego pojazdu, nie może na dłuższą metę użytkować go w kraju wikingów. Samochód nie przeszedłby restrykcyjnego, proekologicznego norweskiego przeglądu technicznego. Ponadto koszt przerejestrowania samochodu przerósłby jego wartość. Dlaczego więc Kuba nie sprzedał Fiata jakiemuś maniakowi? Ponieważ sam jest takim maniakiem, a Uno posiada ciekawszą historię niż mogłoby się wydawać. Samochód stał się członkiem rodziny, a rodziny się nie sprzedaje. Oddaje w sumie też nie…

 

Fiat Uno „Amore”

Fiat Uno nie jest obiektem westchnień i prawie na pewno na całym świecie nie znajdzie się nastolatek, który miałby nad łóżkiem plakat z tym samochodem. Jednak Kuba kupił Uno w celach podróżniczych. Samochód nie miał lekkiego życia - 63 000 km i 26 krajów mówią same za siebie. Ale to nie liczby sprawiają, że to Uno jest niezwykłe. To przygody przeżyte na trasach - spotkanie z jakiem, stado dzikich kóz na drodze, próba odholowania za złe parkowanie w Tiranie czy kopulujące świnie na Albańskiej granicy.

Choć Uno nie miało łatwo, to wcale nie oznacza, że było zaniedbywane. Wręcz przeciwnie. Przed każdą wyprawą, niczym indiańscy wojownicy przed walką, był zdobiony „malowidłami” na masce. Jakby tego było mało, czerwone wozidełko naszpikowane jest gadżetami rodem z DB9 Jamesa Bonda. Kuba zamontował w nim przetwornicę, uchwyty na kubki, zestaw głośnomówiący bluetooth, nowy system audio, termometr i odnowiony znaczek marki na centrali kierownicy. Fiat zyskał niepowtarzalny charakter oraz duszę.

 

Powrót do ojczyzny

Pojechani poznali Uno z opowieści, ale dopiero po pokonaniu 1 600 km przekonali się, jaki on jest naprawdę. A jest trochę jak noworodek - brzydki i hałaśliwy. Nie możesz się z nim dogadać, ale i tak go kochasz. Podczas tej przeprawy transkontynentalnej poznali małego Fiata dogłębnie. Wiedzieli, gdzie nacisnąć żeby zazgrzypiał, czego nie robić, żeby nie darł się wniebogłosy oraz poznali jego gabaryty i zwinność. Jednak pomimo trudnych warunków pogodowych, morderczego dystansu i dwóch osób na pokładzie, Uno zdawał każdy egzamin. Podczas deszczu nie przeciekał i nie parował, a co najważniejsze przekonali się, że ma wilczy apetyt - nie na benzynę ale na przygodę.

Pierwszy raz w dziejach Pojechanych coś tak niewielkiego wywarło tak wielkie wrażenie na tak wielu osobach. Jednak Kuba nie oddał im tego auta na zawsze. Ich zadaniem było sprowadzenie Fiata do Polski i przekazanie go dalej. Kilka dni po powrocie do Krakowa, kluczyki zostały przekazane Dawidowi i Justynie – parze podróżników, którzy napiszą kolejne karty historii tego niezwykłego samochodu. 

 Źródło: pojechani.tv

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Transport #podróże zagraniczne