Kilka miesięcy temu doszło do poważnego tąpnięcia w świecie motoryzacji, a ściślej mówiąc, w niemieckim świecie motoryzacji. Na jaw wyszło oszustwo Volkswagena, które dotyczyło fałszowania wyników badań emisji spalin. Zdziwienie wywołało, że firma o niemal nieskazitelnej opinii i światowej renomie dopuściła się takiego czynu. No cóż, pamiętajmy, że pośrednim założycielem Volkswagena był Hitler, który zlecił Ferdinandowi Porsche (tak, temu od 911), zaprojektowanie niezawodnego samochodu dla ludu. Tak powstał VW Beetle, zwany w Polsce Garbusem, który zmotoryzował Trzecią Rzeszę.

Wróćmy jednak do naszych czasów

Aby sprostać wyśrubowanym normom Euro6, #Volkswagen do swoich silników diesla 2.0 instalował specjalne oprogramowanie, które "wyczuwało", kiedy auto jest badane, i obniżało moc silnika, tym samym redukując zużycie paliwa i emisję spalin, w tym tlenków azotu. Te ostatnie to związki chemiczne, których nie widać i nie czuć, ale są bardzo trujące. Pierwsze doniesienia o wadliwych silnikach pochodzą z USA. To tam Volkswagen próbował zaszczepić wizję samochodu napędzanego ropą. Gdy w końcu intryga VW została odkryta, poziom oburzenia sięgnął apogeum. Jest to o tyle dziwne, że samochody mające 365 litrów pojemności, miliard koni mechanicznych i produkujące centyliony kilogramów spalin nie wzruszają mieszkańców Stanów Zjednoczonych w ogóle. Mowa tu o wszelkiego rodzaju pojazdach zarejestrowanych jako truck. Myślę, że żaden Europejczyk nie zrozumie "logiki" hamburgerożerców. Faktem jest, że to oszustwo, a emisja szkodliwych tlenków azotu jest czterdziestokrotnie wyższa niż dopuszczalna. Jednak to nie pierwszy raz, kiedy koncerny (bo mowa o niemal wszystkich producentach aut) nas okłamują. Weźmy pod lupę średnie spalanie. Królestwo Bilzeriana dla kogoś, kto osiągnie katalogowe spalanie w swoim pojeździe. W sztucznie wytworzonych warunkach, w laboratoryjnych pomieszczeniach i z aptekarską precyzją naukowcy udowadniają, że osiągnięcie danego spalanie jest możliwe. Tak, ale tylko na papierze. Poza tym nie tylko Volkswagen kłamał w żywe oczy. Kolejne doniesienia wskazują na marki Ople i Renault, które również mogą mieć problem ze spełnieniem norm Euro6.

Jakie możliwości rozwiązania problemu ma Volkswagen?

Koncern z Wolfsburga ma nie lada problem. Jeśli zdecyduje się na wezwanie właścicieli trefnych silników do warsztatów i tam obniży ich moc, tak aby emisja spalin mieściła się w normach, to straci mnóstwo pieniędzy nie tylko na samej naprawie/wymianie oprogramowania. Kupując auto, ludzie płacili za konkretną ilość koni, którą nagle się redukuje, co może doprowadzić do licznych procesów. Z drugiej strony nie można pozwolić na to, aby wyjątkowo trujące samochody jeździły bezkarnie po ulicach. Czekamy na dalsze kroki ze strony VW.

Czy nastał kres możliwości silników diesla, skoro nawet niemiecki producent uciekł się podstępu? A może to normy europejskie są zbyt mocno wyśrubowane? I jeśli Volkswagen okłamał w sprawie emisji spalin, to czy może oszukiwać np. w sprawie bezpieczeństwa? Na te pytania może lepiej nie odpowiadać.

źródło: cnbc.com #prawo jazdy #Transport