1 stycznia weszło w życie rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Rozwoju z dnia 9 maja 2014 roku, które nakłada na kursantów nowe obowiązki w procesie ubiegania się o #prawo jazdy. Zgodnie ze zmianami, aspirujący kierowca musi opanować umiejętność energooszczędnej jazdy. W praktyce oznacza to odpowiednią zmianę biegów z uwzględnieniem wskaźników obrotomierza. Egzaminatorzy będą oceniać również sprawność w zakresie hamowania silnikiem.

Ośrodki szkolenia kierowców już zapowiedziały podwyżki cen. Konieczność przeprowadzenia dodatkowych lekcji może kosztować nawet kilkaset złotych. Mówi się też o wyższych opłatach za egzaminy państwowe, choć nie pojawiło się jeszcze żadne oficjalne potwierdzenie.

Co by tu jeszcze...

Trudno w to uwierzyć, ale będzie jeszcze gorzej. Od przyszłego roku, sukces w postaci zdania egzaminów będzie skutkował jedynie tymczasowym prawem jazdy. W okresie od czterech do ośmiu miesięcy młody kierowca będzie musiał przejść dodatkowe szkolenie: godzinny kurs teoretyczny przeprowadzony przez WORD oraz dwugodzinny kurs z zakresu praktyki jazdy organizowany przez ośrodki szkolenia kierowców. Rzecz jasna, wiąże się to z dodatkowymi opłatami.

Jest to kolejny cios wymierzony w osoby chętne do zdobycia tak potrzebnego w dzisiejszych czasach dokumentu. W 2013 roku kursanci zderzyli się z górą nowych zagadnień obowiązujących na egzaminie teoretycznym. Słynne pytania o wymiary tablicy rejestracyjnej i częstotliwość migania kierunkowskazu obnażyły absurdy systemu. Podczas, gdy w Stanach Zjednoczonych zdobycie uprawnień kierowcy jest formalnością, w Polsce należy wykazać się wiedzą niemającą nic wspólnego z umiejętnościami poruszania się na drodze.

Elitarne prawo jazdy

W poszukiwaniu prawdy o polskiej szkole jazdy warto dotrzeć do statystyk publikowanych przez WORD. Zdawalność egzaminu praktycznego w 2013 roku wyniosła w naszym kraju 35%. Podobne dane zarejestrowano w pierwszym półroczu 2014 roku. Wówczas najlepszym wynikiem mógł pochwalić się ośrodek w Sieradzu, który odnotował 36% egzaminów zakończonych oceną pozytywną już za pierwszym podejściem. Dla porównania, zdawalność w Czechach jest niemal stuprocentowa. Wiedzą o tym Polacy, którzy coraz częściej podróżują na południe (często w grupach zorganizowanych), by zdobyć legalne i respektowane w naszym kraju uprawnienia.

W świetle tych przepisów wydaje się, że prawo jazdy zostało podniesione do rangi dyplomu ukończenia Harvardu. Mnożące się koszty i wymagania nie idą jednak w parze ze wzrostem bezpieczeństwa na drogach. Już teraz instruktorzy przyznają, że uczą swoich klientów, jak zdać egzamin, nie zaś jak być odpowiedzialnym kierowcą.