W okresie zaborów, gdy Łódź stanowiła główny ośrodek przemysłu włókienniczego Kraju Nadwiślańskiego, a przez pewien czas całego Cesarstwa Rosyjskiego, władze carskie zezwalały na stopniowe powiększanie obszaru przeznaczonego pod zabudowę miejską, aby mogły powstawać coraz to nowe fabryki. W ślad za tym pojawiały się osiedla przyfabryczne. Prócz tego przedsiębiorcy budowlani i wielcy właściciele ziemscy nakazywali swoim ludziom wznosić całe kwartały zabudowy składające się z kamienic czynszowych.

Dziwne i tragiczne losy Bałut

Dzielnica Bałuty, skąd pochodzą wykonane przeze mnie zdjęcia, formalnie rzecz biorąc przez kilkadziesiąt lat była wsią. Decyzję o jej włączeniu w skład miasta Łodzi podjęły sto lat temu niemieckie władze okupacyjne. W czasie pierwszej wojny światowej nacierające wojska niemieckie otworzyły ogień zaporowy na północne i południowe dzielnice Łodzi, aby rozstrzygnąć na swoją korzyść zaciekłe walki na ulicach i cmentarzach. Nieuniknionym skutkiem tej taktyki, dzięki której udało się w końcu złamać opór armii carskiej, było wiele ofiar cywilnych i ludzi pozbawionych dachu nad głową. Cesarska Siła Zbrojna została jednak uznana przez mieszkańców miasta za rzeźników i nikt nie witał jej z radością na ulicach Łodzi.

Podczas kampanii wrześniowej hitlerowska Luftwaffe celowo zbombardowała tę część miasta, aby pozabijać polską i żydowską ludność cywilną w mieszkaniach i na ulicach. Przerwy w zabudowie miejskiej, które w wyniku powstały, przez szacunek dla pamięci ofiar nigdy nie zostały zabudowane. Natomiast wiele starych budynków zostało uszkodzonych i po wyzwoleniu naszego miasta od hitlerowców trzeba było je wyburzyć.

Najpierw powstały tam ceglane bloki mieszkalne, aby zmniejszyć trudności z przydziałem mieszkań dla pracowników. Jednak potem Łódź ogromnie się powiększyła dzięki powstaniu wielkopłytowych osiedli mieszkaniowych. W czasach PRL-u byłem jako dziecko świadkiem harmonijnego współistnienia bloków murowanych i kamienic czynszowych. Te ostatnie wydawały się jeszcze silne i odporne. W tamtych czasach nie oszczędzano pieniędzy z kasy miejskiej na ich remontach. Ich mieszkańcy żartowali nawet, że wszystkie te okropne blokowiska za sto lat będą już tylko wspomnieniem, a kamienice będą wciąż jeszcze stać na swoim miejscu.

Okropne i mniej okropne czasy

Ćwierć wieku temu wydawało się, że nastała jutrzenka wolności i sprawiedliwości. Marzenia o rządach ludu i powszechnym dobrobycie rychło się rozwiały. Łódź, podobnie jak swego czasu Birmingham padła ofiarą szybkiego i niemal całkowitego upadku przemyslu. Upadku spowodowanego przez nieograniczoną konkurencję tanich wyrobów z Azji. Zaniedbanie i rozkład starej substancji mieszkaniowej przypomina berlińską dzielnicę Kreuzberg w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przyczyny tego stanu rzeczy postaram się przedstawić opisując stan budownictwa z czasów imperium carskiego w łódzkim śródmieściu.

Oczywiście można też powiedzieć, że nie za bardzo jest czego żałować. Spójrzmy na budynki z czasów carskich, wznoszone od frontu ulicy, z reguły dość wysokie, o bardziej reprezentacyjnym wyglądzie, przypominające kamienice mieszczańskie. Mieszkali  tam ludzie o nieco wyższym statusie społecznym. Na wewnętrznym podwórku każdej kamienicy znajdowały się małe mieszkania, przeznaczone dla niższych warstw ówczesnego społeczeństwa, gdzie jedynym pomieszczeniem, które można było ogrzewać, była kuchnia. Zimą całe życie ubogich rodzin robotniczych, obarczonych z reguły co najmniej piątką dzieci, toczyło się niemal wyłącznie w kuchni. Zaś zimy były w tych czasach jeszcze surowe, z mnóstwem śniegu i mrozami dochodzącymi do minus 35 stopni. Były to bez wątpienia bardzo trudne, wręcz przytłaczające warunki mieszkaniowe.

Szkodliwe dla zdrowia warunki, jakie panowały w zimnych, wilgotnych i ciemnych mieszkaniach były szczególnie trudne do wytrzymania na niskim parterze i poddaszu. Wspólnej toalety na klatce schodowej, w przeciwieństwie do Berlina i Wiednia, w tego rodzaju domach dla najniższych warstw społecznych u nas w Łodzi nikt nawet sobie nie wyobrażał. Wychodek na podwórku był rozwiązaniem jakie najchętniej stosowali kamienicznicy wobec zwykłych robotników i innych biedaków. Niektóre bałuckie budynki z czasów, gdy powstawała Łódź przemysłowa zostały wyposażone w urządzenia sanitarne dopiero w latach siedemdziesiątych. Jeszcze w czasach mojej młodości (rok 1984) natknąłem się na Bałutach na kamieniczkę czynszową, w której jedyną rzeczą świadczącą o tym, że jest druga połowa XX wieku był prąd elektryczny.

Na Bałutach występował jednak czynnik, który poważnie łagodził tę trudną sytuację. W ciepłej porze roku w tej dzielnicy można było szybko dojść na piechotę do zielonych łąk, wsi i lasów. W przeciwieństwie do dzisiejszych czasów łódzkie lasy były jeszcze wówczas ogromne. Rzesze mieszczuchów tęskniły za tymi terenami zielonymi, gdzie nie tylko można było ratować się przed dymem z fabrycznych kominów, ale również odpocząć od smrodu na podwórkach.

Mimo to te stare domy są ogromnym skarbem, który mało kto jest w stanie docenić i który pozwalamy bezmyślnie marnować w imię żądzy zysku, łatwiźniactwa i zwykłej bezmyślności. O tym dlaczego tak uważam napiszę niebawem.
#Ekonomia Łódź #społeczeństwo