George Takei, znany lepiej jako Hikaru Sulu - m.in. sternik "Enterprise", a dużo później jako kapitan własnego statku "Excelsior" - nie był w swoim życiu w większym błędzie niż 50 lat temu. Przewidywał wówczas, że nowo powstający serial science fiction przetrwa maksymalnie jeden sezon. Z pewnością nie mógł też przewidzieć, że zarówno on, jak i większość z załogi pierwotnego okrętu w roku 2016 wciąż będzie cieszyć się niesłabnącym uwielbieniem ze strony fanów w każdym wieku.

Western w kosmosie?

Dziś trudno sobie wyobrazić popkulturę bez takich postaci, jak kapitan Kirk, pierwszy oficer Spock, doktor McCoy czy też - wprowadzeni 20 lat później - kapitan Picard i android Data.

Reklamy
Reklamy

Nikt nie wróżył większego sukcesu dziełu Gene'a Roddenbery'ego, który historię o odkrywaniu Dzikiego Zachodu przeniósł w kosmos. Wizja autora Treka odbiegała od większości zaproponowanych wcześniej i później historii fantastycznonaukowych. Przede wszystkim była optymistyczna, przedstawiając rozwiniętą, lepszą ludzkość - ludzkość wolną od wojen, biedy, głodu, ubóstwa, nietolerancji, rasizmu- wszystkich rzeczy, które w połowie lat 60-tych były wszechobecne.

Międzynarodowa ekipa statku Enterprise, do której należał m.in. wspomniany wcześniej Azjata Sulu, a także czarnoskóra Uhura, Rosjanin Chekov oraz pochodzący ze Szkocji Montgomery Scott, to nic dziwnego ani szokującego według obecnych standardów, ale 50 lat temu robiła wrażenie i była czymś niezwykłym. Nie tylko zresztą pod tym względem, ale też pod względem opowiadanych historii #star trek był wielkim novum - Roddenbery często operował alegorią, po mistrzowsku nawiązując w scenariuszach do problemów Ameryki lat 60-tych oraz przemian społecznych, kulturowych i politycznych, jakie ta wówczas przechodziła.

Reklamy

Pokojowa przyszłość

Głównym motywem łączącym historię Enterprise była pokojowa eksploracja prowadzona przez na pozór zmilitaryzowaną, jednak w gruncie rzeczy pacyfistyczną, preferującą dyplomację nad rozwiązania siłowe Gwiezdną Flotę. Pochodząca z różnych miejsc na Ziemi (i nie tylko na niej) załoga współpracowała harmonijnie, pokazując, że możliwa jest pokojowa koegzystencja różnych ras. Serial przetrwał zaledwie trzy sezony i nie zdobył wielkiej popularności podczas pierwotnego czasu nadawania. Sławę przyniosły mu dopiero emitowane po kilku latach powtórki, które zaowocowały przeniesieniem przygód załogi Enterprise na wielki ekran, a następnie kilkoma spin-offami, które przeniosły czas akcji o kilkadziesiąt lat do przodu.

Wielki powrót

Obecnie, po kilku latach złapanej po 2004 roku zadyszki, kiedy to zakończony będący prequelem wobec przygód kapitana Kirka serial "Enterprise" - Star Trek wydaje się silniejszy niż kiedykolwiek. Zrebootowana, składająca się ze swoich młodszych wersji załoga święci sukcesy na ekranach kin, a już za kilka miesięcy ujrzy światło dzienne pierwszy odcinek "Discovery" - kolejnego rozdziału historii przygód Gwiezdnej Floty.

Reklamy

Tym razem znów na małym ekranie - tam, gdzie zdaniem wielu fanów znajduje się najlepsze miejsce do opowiadania Gwiezdnej Wędrówki.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.