Alastor to nie termin wymyślony przez autora literatury fantasy. Ma wiele znaczeń. Pierwsze z nich to angielskie tłumaczenie greckiego Alastor: avenger, po polsku mściciel. Kolejne wiążą się z mitologią grecką. Alastorem nazywano np. Zeusa, jak twierdzi Hesychius z Aleksandrii w „Etymologicum Magnum”. Alastor to również syn Neleusa i Chloris. O jakimś Alastorze wspomina również Homer w „Iliadzie”. Pojawia się też Alastor w chrześcijańskiej demonologii. Wreszcie często jest gościem kultury masowej.

Wyobraźnia autora

Ale nie o takim Alastorze napisał swoją pierwszą powieść Michał Cieczko. „Alastor. Człowiek zza Słońca” to – zdawać by się mogło po lekturze pierwszych stronic tej książki – klasyczna powieść fantasy z wszelkimi jej cechami: baśniową narracją, wartką akcją w stylistyce średniowiecznych zamczysk, niebanalnymi pomysłami zrodzonymi przez nieograniczoną schematami wyobraźnię autora.

Reklamy
Reklamy

Ale… Ale co robi w tej opowieści umiejscowionej gdzieś w czasie i gdzieś w przestrzeni współczesny londyński apartament? Na to pytanie każdy czytelnik musi poszukać odpowiedzi sam: na kartach książki bardzo starannie wydanej przez wydawnictwo Witanet oraz we własnej… wyobraźni, śledząc historię bohatera. Jest nim człowiek, który w swoich działaniach jest nieschematyczny, nieprzewidywalny.

Tolkien a Michał Cieczko

Autorem tej nieschematycznej powieści fantastycznej (bo tak bym raczej tę książkę określił) jest 25-latek z Brodnicy, który osiadł w Toruniu i najwyraźniej, idąc w ślady Mikołaja Kopernika, zafascynował się przestrzenią, kosmosem, gwiazdami – przywołując do wyobraźni czytelnika świat zza Słońca, ubrany w średniowieczne „szaty”, bardzo pasujące i do tej powieści i do samego Torunia.

Reklamy

Michał Maciej Cieczko jest studentem dziennikarstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika i te studia (warsztat, styl pisania) widać na kartach książki: zwarty, klarowny, a zarazem barwny język, duża łatwość operowania widzianym we własnej wyobraźni obrazem, lekkie pióro, które pozwala bardzo plastycznie przetworzyć ten obraz w słowa. I – bardzo chcę to podkreślić – mimo że ojciec wychował go na Tolkienie i literaturze fantasy, to w jego twórczości nie ma tolkienowskich naleciałości i maniery pisarskiej tego wielkiego przecież autora.

Książka, której nie można przegapić!

Reasumując: świeże spojrzenie na świat fantastyki, ciekawy warsztat i ogromna wyobraźnia, która wciąga czytelnika… za Słońce. Jest to książka, której nie można przegapić! #książka #Internet #społeczeństwo