Żeby się bać, nie potrzeba krwi. Tę prawdę odkryli pisarze angielscy już bardzo dawno temu. Ann Radcliffe i Horacy Walpole – 'rodzice' powieści gotyckiej, zwanej też powieścią grozy – publikowali już w XVIII wieku. W Polsce w wieku XIX pojawiła się pierwsza polska powieść gotycka, pióra Anny Mostowskiej. Potem pojawiały się w naszym kraju od czasu do czasu próby tego typu twórczości, ale jakoś w pamięć nie zapadły.

Podobnie w filmie – dopóki brytyjska wytwórnia Hammer nie zaczęła widzów szokować hektolitrami krwi wylewającej się z ekranów, to widzowie bali się w kinach na prawdziwych filmach grozy, wywodzących się właśnie z tradycji angielskiej powieści gotyckiej.

Reklamy
Reklamy

Żeby się bać nie potrzeba krwi

Wiek XVIII, XIX, początki XX – to była świetna era w literaturze grozy. Czytelnik i widz bali się, bo oczami wyobraźni widzieli cień przelatującego kruka, który wieszczył coś złego. Czuli na kręgosłupie zimne dreszcze, bo szelest liści w parku otaczającym nawiedzony dom zwiastował wydarzenie, które co bardziej wrażliwe czytelniczki przyprawiał niemal o… palpitację (tak się wtedy mawiało) serca.

Krzyk Persefony

I do tych najlepszych tradycji powieści gotyckiej nawiązuje w swojej – właśnie opublikowanej przez wydawnictwo Szara Godzina – książce „Krzyk Persefony” krakowska pisarka Joanna Pypłacz.

To krakowianka, z wykształcenia filolog klasyczny, świetnie znająca miasto, jego realia, jego historię, również tę podskórną, nie dla turystów… Wykorzystała swoją wiedzę do skonstruowania fabuły opartej na konfrontacji odwiecznego człowieczego pragnienia miłości, szczęścia, niemal całkowitego spełnienia z tkwiącym w niektórych ludziach demonem autodestrukcji.

Reklamy

Osadziła akcję w XIX-wiecznym Krakowie, a właściwie w miejscu budzącym grozę już z samej swej natury – w szpitalu psychiatrycznym. Dodała do tego smaczki w postaci – można domniemywać, że prawdziwych – opisów szpitalnych budynków i okalającego je parku, dziewiętnastowiecznych krakowskich zwyczajów, obowiązkowym w tego typu powieściach szelestem liści, podmuchami wiatru, tajemniczymi głosami. Okrasiła to galerią charakterystycznych postaci i właściwego epoce języka. Wprowadziła również muzykę klasyczną, którą prywatnie uwielbia, a która też ma w budowaniu nastroju tej niezwykłej powieści niepoślednie miejsce.

Efekt? To się po prostu czyta – i to jak! Jest to książka, której nie można przegapić. Oderwać się wręcz nie można, bo wraz z odwracaniem kolejnych kart tej niesamowitej historii, czytelnik coraz bardziej jest ciekaw, czy…

Zapraszam do lektury!

A nie, nie! Nie zdradzę ani fabuły, ani rozwiązania zagadki. Dlaczego? Z jednego tylko powodu: bo uważam, że jakiekolwiek, najdoskonalsze nawet streszczenie tej fascynującej książki byłoby rzeczą niewybaczalną! Tę książkę po prostu trzeba przeczytać!

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #książka #kultura Kraków