"Uległość", najnowsza powieść Michela Houellebecqa, to osobliwa zaduma nad przyszłością Europy zawłaszczonej przez islam. Ważkość tematu powoduje, że książkę Francuza czyta się jednym tchem, odnosząc przy tym chwilami wrażenie, iż trzymamy w ręku kupiony przed momentem egzemplarz dowolnego europejskiego dziennika.

Kanwa powieści

Historia François, wykładowcy literatury na paryskiej Sorbonie, stanowi ilustrację ostatecznego upadku cywilizacji Zachodu. W twórczości Houellebecqa nie jest to idea nowa. Już w głośnych "Cząstkach elementarnych" (1998) autor dowodził, że Europa zmierza szybkimi krokami w stronę przepaści. Jego kolejne książki można w zasadzie traktować jako wariacje na ten sam temat – ale dopiero "Uległość" dostarcza nam brzmiących zadziwiająco realnie konkluzji.

Reklamy
Reklamy

Akcja powieści, osadzona w roku 2022, to błyskawiczna przemiana, jaką pod rządami partii muzułmańskiej przechodzi #Francja – a wraz z nią także narrator. Początkowo zdystansowany i obojętny wobec nowej władzy, François szybko przekonuje się, że życie na jej warunkach jest dla niego znacznie bardziej korzystne niż bierny opór. Pod wpływem Redigera, rektora uczelni (która stała się uniwersytetem wyznaniowym, sponsorowanym przez petrodolarowe potęgi), bohater decyduje się porzucić swój dotychczasowy laicki światopogląd i – podobnie jak wielu jego kolegów po fachu - przechodzi konwersję na islam. Staje się to dla niego, jak sam twierdzi, szansą na nowe życie.

Sprawa kluczowa dla zrozumienia tekstu Houellebecqa to tytułowa uległość. Wspomniany już Rediger tłumaczy tę kwestię bez ogródek: „Chodzi o uległość.

Reklamy

(…) Oszałamiająca, a zarazem prosta myśl, nigdy dotychczas niewyrażona z taką mocą, że szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość”. Ta koncepcja, stojąca w jaskrawej sprzeczności ze standardami liberalnej zachodniej demokracji, organizuje całą konstrukcję świata przedstawionego w powieści. Wszyscy liczący się bohaterowie książki to francuscy konwertyci, bez większego sprzeciwu poddający się nowemu porządkowi. Houellebecq zdaje się pokazywać, że pustkę naszego współczesnego życia może niepostrzeżenie wypełnić siła obca, tajemnicza, nieprzewidywalna... i właśnie dlatego zdolna nas fascynować. Na marginesach "Uległości" pobrzmiewa nieustannie myśl, że Francja i Belgia to najważniejsze ośrodki europejskiego dżihadyzmu – zjawiska pod wieloma względami zdumiewającego.

Język giętki...

Siła wszystkich utworów Houellebecqa tkwi głównie w języku: giętkim, ironicznym, niepozbawionym specyficznego poczucia humoru i dużej dozy sarkazmu. Narrator powieści kpi z siebie samego („byłem równie upolityczniony jak ręcznik kąpielowy”) i z ludzkości jako takiej („żyją, bo żyją, ot i wszystko; zapewne umierają, bo umierają, i na tym się kończy ich analiza”).

Reklamy

Nie oznacza to bynajmniej, że Houellebecq unika uderzania w poważniejsze tony – podobnie jak w swoich poprzednich utworach, także i tu zdobywa się na celne obserwacje współczesnego społeczeństwa. Nie tylko europejskiego przecież. Najciekawsze fragmenty "Uległości" to te, w których narrator komentuje zjawisko islamizacji kraju. Jego opinie brzmią dzisiaj, w świetle rzeczywistych paryskich zamachów, wyjątkowo złowieszczo: „Ludzie żyjący w określonym systemie społecznym prawdopodobnie nie potrafią sobie wyobrazić punktu widzenia tych, którzy niczego od systemu nie oczekując, planują jego zniszczenie”. Wydaje się, że idee, jakie towarzyszyły autorowi w poprzednich dwóch dekadach, na kartach jego najnowszej książki zyskują swoiste dopełnienie i legitymizację.

Narrator powieści stwierdza w pewnym momencie w sposób autorytatywny: „Prawdziwym wrogiem muzułmanów, którego boją się i nienawidzą bardziej niż czegokolwiek innego, nie jest katolicyzm, tylko laicyzm, państwo świeckie, ateistyczny materializm”. Nie sposób uwolnić się od przeświadczenia, że #książka taka jak "Uległość" mogła powstać tylko we Francji – kraju do niedawna uchodzącym i wciąż pragnącym uchodzić za wzór zeświecczonej demokracji.