„Jeszcze nie umiem z tą nagrodą żyć. Jeszcze nie wiem, co to oznacza” – wyznała laureatka literackiego Nobla, białoruska reporterka i pisarka Swietłana Aleksijewicz podczas spotkania z czytelnikami w Krakowie. Aleksijewicz przyjechała na zaproszenie organizatorów Festiwalu Conrada, który trwa właśnie pod Wawelem. W Audytorium Maximum UJ przywitano ją oklaskami na stojąco. Odpowiadając na pytanie, jak przyjęto jej nagrodę na Białorusi i w Rosji odpowiedziała: „Zwykli ludzie, Białorusini nie kryli radości, cieszyli się, nawet płakali ze szczęścia. To było wzruszające. Ta moja nagroda ma dla nich symboliczne znaczenie. Prezydent Łukaszenka oficjalne gratulacje złożył mi dopiero po prezydencie Niemiec i Gorbaczowie.

Reklamy
Reklamy

Putin moją nagrodę przemilczał.

Aleksijewicz w Rosji jest zakazana. Jej książek się nie drukuje. O jej książkach się nie rozmawia. „Komsomolskaja Prawda” napisała: „#Nagroda Nobla powędrowała do naszego wroga.” Reporterka od dawna krytykuje politykę Putina, jego mocarstwowe ambicje i postsowiecką rzeczywistość. „Nie wykorzystaliśmy szansy na demokrację. Ponieśliśmy porażkę” – mówi. Jej zdaniem odradzający się w Rosji nacjonalizm nie wróży niczego dobrego. Zmierzamy  w „mroczne czasy”. W Rosji znów do głosu dochodzą „najciemniejsze i najbardziej prymitywne siły”.

Wiara w komunizm

Aleksijewicz sama siebie określa jako socjaldemokratkę. Opowiadając o swoich korzeniach i domu bez ogródek przyznaje, że była wychowywana w wierze w komunizm.  „Mój ojciec, tuż przed śmiercią poprosił, żeby do trumny włożyć mu legitymację partyjną.

Reklamy

On był do końca wierzącym komunistą” – mówi. W książce „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” opisała zjawisko zwane „homo sovieticus”. Choć podkreśla, że nie lubi tego określenia, gdyż jej zdaniem jest pogardliwe. „Ja też jestem stamtąd” – przypomina. Według niej ludziom w Rosji żyje się dziś o wiele gorzej niż kiedyś, niż „za komuny”. „Wtedy był duch równości. Była wspólnota w biedzie. A dziś jest taki czas pomiędzy. Ludzie są zmęczeni i nafaszerowani propagandą.”  Socjalizm – twierdzi - pasuje do rosyjskiej mentalności. „Rosjanin, to taki człowiek, któremu bardziej niż na własnym bogactwie, zależy na tym, żeby sąsiad nie był bogaty” – zauważa ironicznie.  Aleksijewicz opowiada o swoich spotkaniach z ludźmi: „Kiedy rozmawiamy o Bogu, o duszy to jest pięknie i romantycznie. A, gdy zaczynamy mówić o Putinie, ludzie zaczynają powtarzać to, co usłyszeli w telewizji. I jedno z drugim się nie klei.”

Zła pojąć nie sposób

Swietłana Aleksijewicz podkreśla znaczenie uczciwości w pracy reportera.

Reklamy

 „Moje motto to: Idź i pilnuj w sobie człowieka!” Ważna jest także umiejętność słuchania i empatii. Jej zdaniem dobry reporter, dobry pisarz powinien „wybić się ponad banalność, ponad słowa, które słyszy w mediach i od polityków”. Powinien dążyć „do prawdy i do poznania tajemnicy życia”.  Noblistka mówi, że czasem bywa to bardzo trudne, że czasem słyszy się rzeczy, których nie chciałoby się usłyszeć. Straszne. Przerażające.  Bo zła pojąć nie sposób. Gdy pracowała nad swoją pierwszą książką „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” usłyszała historie, o których pragnęła natychmiast zapomnieć. Ale wiedziała, że nie może. „Wojna …” to #książka „o tym, o czym nie należy mówić”. Autorka przyznaje, że jej praca, rozmowy z ludźmi otworzyły ją na wiele ludzkich prawd.

Jej sposób pisania często nazywany jest polifonią. „Słucham różnych głosów, opowiadań, historii i z nich tworzę symfonię.” – mówi. Te wszystkie głosy, opowiadania, historie zwykłych ludzi składają się na dokumentalny obraz życia, bólu, cierpienia, ale też radości i szczęścia.

W tej chwili Swietłana Aleksijewicz pracuje nad dwoma książkami: o miłości i o starości. „Bo tak naprawdę nasze życie kręci się wokół dwóch rzeczy: miłości i śmierci” – mówi. „Reszta to banalność”.

 

  #Władimir Putin