W 2005 roku na ekranach zagościł dokument Hanny Polak "#dzieci z Leningradzkiego" obrazujący dramatyczną sytuację bezdomnych dzieci walczących o przetrwanie w okolicach moskiewskiego dworca. Bezbronne, pozbawione jakiejkolwiek opieki ze strony organizacji rządowych, przeganiane przez milicję dzieci żyły w nieustannym zagrożeniu. Ataki ze strony służb mundurowych, pobicia i "zwyczajny" głód skłoniły wiele z nich do ucieczki w idealny świat ułudy, którą zapewniał im worek z klejem. W narkotycznym transie dzieci marzyły o cieple i bliskości swych matek, które pomimo bycia ich oprawcami były również dla dzieci synonimem miłości. Jakiejkolwiek, nawet tej danej jednym ciepłym słowem pomiędzy kanonadą wyzwisk; miłości, za którą tak bardzo tęskniły.

Reklamy
Reklamy

Hanna Polak dokumentalistka, działaczka

Hanna Polak nie jest typową dokumentalistką, która realizuje dany temat i pozostawia swych bohaterów na pastwę losu. Eksploruje ich samych i środowisko porzucając po zakończeniu pracy. Artystka działa aktywnie w środowisku wykluczonych, rosyjskich bezdomnych - zwłaszcza dzieci. Pod koniec minionego wieku założyła fundację mającą na celu pomoc rosyjskim dzieciom, której działania promuje m.in. w Norwegii, Polsce i Rosji. Oprócz obudowania swych działań formą instytucji reżyserka działa również w samej "tkance". Narażając się na ewentualne problemy ze strony władz (jej działania pomocowe w świetle prawa były nielegalne) oraz otoczenia dokarmiała dzieci, zapewniała im opiekę medyczną i leki, pomagała trafić do państwowych domów dziecka, co w Rosji nie jest oczywistością.

Reklamy

Dzięki "Dzieciom z Leningradzkiego", które również w Rosji można było zobaczyć na licznych festiwalach zmieniło się również podejście samej milicji do problemu bezdomnych dzieci. Obecnie nie są już niewidzialnymi zjawami lecz realnymi bytami, o które trzeba zadbać, gdyż same są zbyt kruche i bezbronne, by po miesiącach lub latach życia na ulicy mogły bez wsparcia zacząć prowadzić "normalne" życie.

Piorunujące dokumenty

"Dzieci z Leningradzkiego" robiły piorunujące wrażenie. Cierpienie i bieda dzieci doprowadzała wielu widzów do łez, a wypowiedzi bohaterów zapadały w pamięć razem z ogromną dawką smutku. Najnowszy film Hanny Polak - "Nadejdą lepsze czasy" jest również dokumentem "trudnym", który może być sporym wyzwaniem dla emocjonalnie wrażliwych widzów. Tym razem akcja z miejskiego centrum przeniosła się na największe w Europie wysypisko śmieci, na którym pomimo zakazów żyły tysiące bezdomnych ludzi. Wśród smrodu, chorób, gwałtów, przemocy, śmierci i wszędobylskiego samogonu żyły również dzieci, dla których był to często jedyny dom jaki znały.

Reklamy

Podmoskiewskie wysypisko było domem dla ludzi, których nie było na wynajęcie jakiejkolwiek kwatery do życia lub zostali eksmitowani ze swoich dotychczasowych mieszkań. Bez pieniędzy i wsparcia najbliższych zarówno całe rodziny, jak i pojedyncze jednostki trafiały na śmietnisko, gdzie wielokrotnie kończyły swoje życie. Zabójstwa, zasypywanie hałdami śmieci, rozjeżdżanie przez pracujące maszyny, czy śmierć na skutek spożycia skażonego alkoholu były w tym środowisku powszednie. Pomimo ogromnego ryzyka zatrucia gazami wydobywającymi się z nieustannie "trawiących się" zwałów śmieci, stania się ofiarą napaści i rabunku, czy też zatrzymania przez ochronę i oddania w ręce milicji Hanna Polak przez lata niosła pomoc osobom żyjącym na tym zapomnianym przez "normalnych" ludzi terenie. Oprócz wsparcia psychicznego reżyserka pomagała tej grupie materialnie, dostarczała leki, pomagała znaleźć pomoc medyczną, a nawet była swego rodzaju domem tymczasowym dla zagrożonych przemocą, gwałtami i prostytucją dzieci, które dzięki niej miały szansę na zaznanie spokoju i w najlepszej opcji znalezienie się w domu dziecka.

Rosja w obiektywie

W "Nadejdą lepsze czasy" autorka dokonała niezwykle trudnego wyboru tematu i materiału, który stał się składową finalnej wersji dokumentu. Z kręconych przez lata materiałów Hanna Polak zdecydowała się wybrać te przybliżające życie początkowo 10-letniej Julii, która razem z niestroniącą od alkoholu matką znalazła się na wysypisku. Opowieści Julii i jej znajomych, przybliżanie ich marzeń o życiu bez poczucia nieustannego zagrożenia i zepchnięcia poza nawias społeczeństwa, rozmowy o marginalizacji i codziennym wyzysku związanym z nielegalnym obrotem złomem (w skupie "zbieracze" otrzymywali jedynie kilka rubli lub nielegalny alkohol, a organizatorzy skupów sprzedawali metal za wielokrotność płaconej ceny w mieście), razem z kadrami przedstawiającymi zwęglone zwłoki ludzkie, amputowane wskutek chorób lub mrozu palce i zamarzających ludzi robią piorunujące wrażanie.

Zahartowani "Dziećmi z Leningradzkiego" widzowie być może nie uronią tak wielu łez w trakcie projekcji najnowszego dokumentu, jednak nie świadczy to o jego mniejszym ciężarze emocjonalnym. Wystarczy, chociaż na chwile uświadomić sobie, że pokazane ludzkie zwłoki nie są rekwizytami, bohaterowie dokumentu żyją na wysypisku nie tylko w lecie, ale również w zimie (pokazany po raz pierwszy raz śnieg z dygocącym na nim człowiekiem jest bardzo mocnym obrazem), a historia o gwałcie lub agresywny dziadek w kadrze są realne.

Zarówno po zapoznaniu się z "Nadejdą lepsze czasy", udziale w autorskim spotkaniu, które miało miejsce w warszawskiej Kinotece, jak i zapoznaniu się z biografią Hanny Polak dochodzi się do wniosku, że jest ona bardzo wrażliwą, empatyczną i silną kobietą. Bez wątpienia kręcenie tak trudnych filmów i udział w życiu bezdomnych ludzi były wyzwaniem, dla tak świadomej osoby. Tym bardziej cieszy fakt, że "Nadejdą lepsze czasy" powstały i święcą triumfy na polskich i światowych festiwalach.

Warto zobaczyć ten dokument, by uświadomić sobie, że nieopodal świata konsumpcji, wieżowców i smartfonów, żyją skrajnie wycieńczeni nędzą i obojętnością ludzie, którzy każdego dnia toczą nierówną walkę o byt i zachowanie człowieczeństwa. #Rosja #prawa człowieka