W kwietniu 2013, po zaledwie jednym, premierowym przedstawieniu ze sceny Opery Reńskiej w Düsseldorfie zdjęto inscenizację opery romantycznej Ryszarda Wagnera Tannhäuser. Przyczyną tego była ujemna i nerwowa reakcja ze strony społeczeństwa, które poczuło się zranione drastycznymi scenami, jakie przedstawił reżyser Burkhard Kosminski. Dowodzono, że zostały przekroczone granice dobrego smaku i społecznej wrażliwości. Do publicznej dyskusji włączył się w stanowczy sposób, piętnując "brak dobrego smaku i bezprawie", jakiego miał się dopuścić niemiecki twórca kultury, szef miejscowego oddziału Związku Żydów w Niemczech Michael Szentei-Heise. O rezygnacji z dalszych wystawień tej inscenizacji zdecydował dyrektor opery.

Reklamy
Reklamy

Przeciwnicy tej decyzji nie odważyli się wystąpić publicznie.

Oburzenie wobec unowocześnionej inscenizacji Kosminskiego było związane z faktem, że akcja opery została przeniesiona do Trzeciej Rzeszy. Na scenie występowały całe gromady mężczyzn i kobiet w hitlerowskich mundurach. Nie zabrakło nawet scen gazowania i rozstrzeliwania więźniów obozów koncentracyjnych. Na zdrowy rozum trudno powiedzieć, na co w ogóle było to potrzebne niemieckiemu reżyserowi. W celu przyciągnięcia tłumów ciekawskich? Feralny niemiecki reżyser, który dwa lata temu samotnie protestował "przeciw cenzurze" nadal pracuje w swoim zawodzie. Zmienił tylko scenę, na której się udziela i miasto, w którym jest obecnie kierownikiem artystycznym. Można odnieść wrażenie, że to on jest tym, który pragnie jak najszybciej zapomnieć o całej tej sprawie.

Reklamy

Dzieła sztuki filmowej, których (w teorii) nie wolno oglądać w Niemczech

Jak wiadomo w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej nakręcono wiele filmów fabularnych i dokumentalnych, a także jednoznacznie, stuprocentowo wręcz propagandowych. Cały ten duży dorobek filmowy został podzielony w ramach powojennej polityki denazyfikacji na dwie grupy. Filmy, głównie fabularne, uznane przez urzędników państwowych, za co najmniej w znacznej mierze wolne od ideologii nazistowskiej, są dostępne bez ograniczeń. Prawa autorskie do nich zostały przeniesione na Fundację im. Fryderyka Wilhelma Murnaua (Friedrich-Wilhelm-Murnau-Stiftung). Pozostałych nie wolno rozpowszechniać publicznie.

Oczywiście w epoce internetu jest to czysta teoria. Kto chce ten szuka, znajduje i ogląda nawet takie "perełki" jak słynny Żyd Süß. Ten film z roku 1940, podobno niezrównany w swej żydożerczej jadowitości, jest w praktyce dostępny na całym świecie. W tym z tłumaczeniem na angielski, hiszpański i arabski. Na zdrowy rozum te wyblakłe, czarno-białe ruchome obrazy o niskiej rozdzielczości ogląda już tylko garstka ciekawskich oraz amatorów dawnej niemczyzny.

Reklamy

Podobnie jak zapewne w mniejszości są wielbiciele twórczości nieletnich twórców muzyki rap, głośno zachwalających brutalne gwałty itp., którzy po pewnym czasie znikają z YouTube. Jednak od czasu do czasu ktoś zostaje w Niemczech i Austrii skazany na grzywnę, a w wyjątkowych wypadkach na karę więzienia za kłamstwo oświęcimskie itp. rzeczy. Rzecz jasna celem tych kar nie jest zemsta na skazanych, ale obrona demokratycznych i europejskich wartości.

>>>> Czytaj:  Jeremy Clarkson nie wróci. Ostatnich odcinków Top Gear nie zobaczymy?

Komorowski i WSI w mailach ujawnionych przez WikiLeaks #Ryszard Wagner