Jak większość Polaków za muzyką disco polo nie przepadam, ale słowa piosenek znam i dobrze się przy nich bawię. Na film poszłam raczej z ciekawości i z nastawieniem, że zobaczę jak ciężką drogę  w latach 90. musieli przejść muzycy, aby zaistnieć. Liczyłam na realną opowieść o karierze, a zobaczyłam historię fantastyczną, oderwaną od rzeczywistości. I powiem szczerze… zostałam mile zaskoczona. Szok!

Scenariusz muzyką pisany

Nie rozumiesz scen w filmie, bo brakuje dialogów? Na litość boską! To #muzyka jest scenariuszem w tym filmie. Kto nie skupił się na tekstach piosenek, niestety nie mógł zrozumieć „Disco Polo”.

Reklamy
Reklamy

Scena z Urbanem w więzieniu nie była śmieszna? Żeby ją zrozumieć trzeba się wsłuchać w tekst piosenki. Choć Urban nie wypowiedział w filmie ani jednego słowa, to jego wyraz twarzy, strój, kula przy nodze, kraty więzienne za plecami i wykonanie w tej scenerii piosenki „Niech żyje wolność” rozłożyły mnie na łopatki.

Kot jest kotem

Bezapelacyjnie aktor, grający w filmie Daniela Polaka, jest Kotem – Tomaszem Kotem oraz kotem warsztatu aktorskiego. Taki tytuł należy mu się, nie tylko ze względu na dialogi, które w jego wykonaniu odzwierciedlają sposób w jaki rozmawiają Polacy. Też nie wyłącznie za przekleństwa brzmiące w jego ustach dźwięczniej niż Dzwon Zygmunta i ociekające soczystym sokiem jak cytryna… a za emocje wypisane na jego twarzy. Bez słów można było zrozumieć czy Polak jest zadowolony, czy ma ochotę zabić.

Reklamy

Bez wątpienia Kot w tej roli wcielił się w Polaka z krwi i kości i z nazwiska. Z bólem serca przyznam, iż Tomasz Kot zasługiwał na więcej uwagi w tym filmie. W roli drugoplanowej wypadł bardzo dobrze, ale film zyskałby więcej w oczach widzów, gdyby „Disco Polo” było mocniej oparte na Kocie.

Kicz kiczem przez bicz poganiany

Twórcy filmu zdawali sobie sprawę z tego, że film jest nafaszerowany kiczem. Kiczowate stroje, fryzury, dialogi, sceny akcji i efekty specjalne. Ludzie wychodzący z kina ze słowami na ustach: „ale kicz”, przyczyniają się do sukcesu twórców filmu. „Disco Polo” to chodzący kicz.

O tytuł najbardziej kiczowatych scen faworyzują: pseudo Titanic pływający po piaskach pustyni i cofanie czasu przez Polaka. O tym, kto otrzyma nagrodę główną zdecydują widzowie. Moim faworytem jest jednak scena z cofaniem czasu… początkowo Daniel Polak zabija głównego aktora (Dawida Ogrodnika) na zlecenie prezesa, później jednak przechodzi metamorfozę i cofa czas o kilkadziesiąt sekund, aby temu zapobiec. Choć wydaje mi się, że film nie ma drugiego dna, to łudzę się i zaryzykuję stwierdzenie… ta scena miała pokazać, że POLAK POTRAFI!