Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła ostatnio wyniki badań funkcjonowania systemu maturalnych egzaminów zewnętrznych w latach 2009 - 2014. Skontrolowano Centralną Komisję Egzaminacyjną, pięć Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych i 16 zespołów szkół publicznych. Kontrola wykazała, że system ten - który w zamierzeniu miał zobiektywizować ocenianie i przez to uczynić je po prostu bardziej sprawiedliwym - jest na tyle daleki od doskonałości, że wymaga natychmiastowej naprawy.

Co czwarta praca źle sprawdzona?

Od sześciu lat wynikającego ze statutu zadania całościowej corocznej oceny egzaminów oraz pracy egzaminatorów nie realizuje CKE.

Reklamy
Reklamy

Skutkiem niedociągnięć tego organu, który nie nadzorował właściwie przebiegu egzaminów oraz sprawdzania prac, jest sytuacja, że co czwarta oceniona praca, ponownie skontrolowana na wniosek zdającego, okazała się źle sprawdzona na tyle, że uczeń powinien otrzymać nowe świadectwo ze zmienionym wynikiem. Przy tym egzaminatorzy, winni zaniedbania, nadal mogli pełnić wcześniejszą funkcję. Sytuacje skreślenia z ewidencji egzaminatorów zdarzały się niezwykle rzadko. W badanym okresie uprawnienia egzaminatora z powodu nieprzestrzegania przepisów w zakresie prowadzenia i oceniania egzaminów straciły tylko 3 osoby (na 180 tysięcy ogółem).

Minister edukacji narodowej Kluzik - Rostkowska nie traci dobrego samopoczucia

Tymczasem minister Kluzik-Rostkowska nie traci dobrego samopoczucia.

Reklamy

Twierdzi, że właściwie nie ma problemu, bo prawdopodobieństwo pomyłki jest minimalne (wypowiedź w 1 programie TVP z dn. 04 marca). O ile można zgodzić się z tym, że wśród egzaminatorów nie ma osób przypadkowych i bez odpowiednich kompetencji (z wymaganiami można zapoznać się na witrynach okręgowych komisji egzaminacyjnych), o tyle wiele można zarzucić sposobowi organizacji sprawdzania i oceniania prac maturalnych. Znajoma nauczycielka z uprawnieniami egzaminatora języka polskiego twierdzi, że w ciągu kilku godzin sprawdza około 30 prac. Zajmuje się tym sama. Tylko jedna na kilkadziesiąt wybrana losowo praca podlega ponownemu sprawdzeniu przez innego egzaminatora. A sprawdzanie prac to zajęcie niezwykle nużące. Po przeczytaniu 10 dyktand, w których wyraz róża napisany jest przez u i rz, sama muszę korzystać ze słownika ortograficznego - zażartowała kiedyś inna polonistka. Nietrudno więc o pomyłki w sumowaniu liczby przyznanych punktów czy po prostu w liczbie punktów przyznanych przez egzaminatora za poszczególne zadania.

Reklamy

Gdyby każda tak ważna, bo często decydująca o przyszłości maturzysty, praca była zweryfikowana przez innego egzaminatora, pomyłek dałoby się uniknąć. Ale… kosztowałoby to więcej.

Uczmy się od Szwajcarów

Przy okazji sposobu sprawdzania matur pozwolę sobie na uwagi luźno z tematem związane. Czy uznawanie za zdany egzaminu, podczas którego uczeń uzyskał 30% możliwych do zdobycia punktów ma sens? Czy naprawdę idzie o to, żeby większość młodych uczęszczała do szkół, kończących się maturą, po których nie może znaleźć żadnego zajęcia? Co więcej: większość studiów, dostępnych przeciętnemu absolwentowi liceum czy technikum (które także rzadko daje kwalifikacje, bo na egzaminie zawodowym trzeba uzyskać minimum 75% możliwych punktów) też takiej pewności nie daje. Czy nie należałoby reaktywować szkół zawodowych, kształcących specjalistów w poszukiwanych zawodach? Przykład Szwajcarii, gdzie 2/3 młodych ludzi wybiera szkoły zawodowe, w których większość czasu przeznaczona jest na praktyki w firmach, może pokazać, jak mądrze organizować kształcenie. A stopa bezrobocia w tym kraju wynosiła w 2012 roku 3,5%, co mówi samo za siebie.

Źródło: nik.gov.pl, newsweek.pl