Po spektakularnym sukcesie książki, ekranizacja "#50 twarzy Greya" była najbardziej wyczekiwaną premierą tego roku. Minęło zaledwie kilka dni od światowej premiery, a #film już bije wszelkie rekordy oglądalności na całym świecie. W Polsce tylko w ubiegły weekend do kin wybrało się z tej okazji prawie milion osób.

Napięcie rosło

Książkę przeczytałam z ciekawości, chciałam wiedzieć co tak zachwyca miliony fanek na całym świecie i czemu jednocześnie ma ogólną opinię grafomańskiego gniota. I szczerze powiedziawszy, choć sam temat powieści był interesujący, to ani język, ani styl, a tym bardziej dość naturalistyczne opisy scen łóżkowych nie pozwoliły mi zostać stuprocentową, oddaną fanką Greya.

Reklamy
Reklamy

Niemniej jednak na film czekałam równie niecierpliwie, co zachwycające się każdym detalem "greyowiczki". Miałam nadzieję, że ekranizacja podkręci klimat i że zobaczymy swoisty przełom w kinematografii: popkulturowy film, który połączy fajny kawałek erotyki z interesującą fabułą.

Zawód zamiast wzwodu

Znany wśród mężczyzn jest żart, że kobiety oglądają filmy porno do samego końca, bo myślą że będzie ślub. Mężczyźni, którzy poszli na "50 twarzy Greya", oglądali go do końca, bo myśleli że "będzie się działo". A co dostali? Ckliwy romans w który gdzieniegdzie powtykano scenki erotyczne, które bynajmniej nie oburzają ani nawet nie wprawiają w zakłopotanie.

Mimo to reżyserka filmu Sam Taylor-Johnson dość precyzyjnie odzwierciedliła wydarzenia przedstawione w powieści. Historia z perspektywy widza jest spójna i klarowna, choć czytelniczki są w stanie od razu wyłapać, co zostało pominięte.

Reklamy

Niestety mam wrażenie, że film został dość mocno okrojony i ocenzurowany do tego stopnia, że pomiędzy niektórymi scenami (zwłaszcza tymi "erotycznymi") widać wyraźne przeskoki.

Na pozytywne wyróżnienie zasługuje postać Anastasi Steele, głównej bohaterki granej przez Dakotę Johnson. Jej urocza naturalność niesamowicie skupia uwagę, aktorka doskonale wczuła się w Anastasię, kreując postać urzekającą i zaskakująco prawdziwą w całej tej "niesamowitej" historii pewnego romansu.

Co innego tytułowy Christian Grey, na którego bardzo liczyłam. Jamie Dornan jest co prawda przystojny i świetnie zbudowany, ale jako Grey niestety nie podniósł mi ciśnienia. Zimny, drętwy, bardzo powierzchowny, jakby nie był w stanie wczuć się w swoją postać w stu procentach. Osobowość książkowego Christiana Greya wydawała mi się o wiele bardziej skomplikowana niż na ekranie.

Wszystkiego w życiu trzeba spróbować

Chociaż ekranizacja hitowej powieści nie spełniła moich oczekiwań, absolutnie uważam, że film można zaliczyć do grupy tych, które trzeba zobaczyć i mieć swoje zdanie na jego temat.

Reklamy

Podobnie jak książka budził będzie wachlarz skrajnych opinii i krytyki.

Drogie Panie, jeżeli wciąż zamierzacie zabrać swojego mężczyznę na "50 twarzy Greya", mam dla was radę: nie traktujcie filmu jak instruktażu dla siebie i swojego faceta. Po skończonym seansie wasze wnioski powinny być proste a opinie zgodne: Wyjdźmy stąd wreszcie i zróbmy to lepiej.