Mordy, ludobójstwa, przelana krew. Ból, żal, zemsta. Losy Polski i Ukrainy są splecione mocnymi więzami tych słów. Podejmę próbę spojrzenia na problemy łączące oba narody z perspektywy czasu i zmian zarówno mentalnych, jaki i tych na tle politycznym. Dwa sąsiednie państwa łączy słowiańskie pochodzenie, wspólne korzenie i historia. Rzeź wołyńska pozostawiła w polskiej mentalności głęboko ukryte rany. Wciąż są one rozdrapywane, mimo upływu czasu nie mogą się zagoić i tym samym uleczyć strapionej duszy. Głównym powodem tej sytuacji jest brak odpowiedzi na pytanie - dlaczego w ogóle doszło do takiej tragedii? Ponad 200 lat po Powstaniu Chmielnickiego Henryk Sienkiewicz w epilogu "Ogniem i mieczem" pisał - "Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą".

Reklamy
Reklamy

Inspiracją do powstania tego eseju był reportaż "Burzany i ciernie" uhonorowany główną nagrodą w konkursie "Wspólna Europa" Bukowy Dworek 2009. Autorzy reportażu uczestniczyli w pielgrzymce Rodzin Wołyńskich na Ukrainę. Organizatorem wyprawy był dr Leon Popek, który zajmuje się tym od dziewiętnastu lat. Został on historykiem w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące go zagadnienia - " Dlaczego doszło do tego, że spokojna wieś jedna, druga zamieszkała przez Polaków, została nagle w ciągu kilku godzin spalona, ludność wymordowana, a Ci, którzy ocalali nigdy już nie wrócili na swoje domostwa? Polacy mieszkali w tej wsi przez ponad 400 lat". Przez wypowiedzi uczestników pielgrzymki przedziera się ból i gorycz - "Ukraińcy chcieli swojej Ukrainy, robili czystkę."

Biegu historii nie da się zmienić.

Reklamy

Można zadać sobie pytanie po co oni tam jeżdżą, po co rozdrapują rany? Mają do tego prawo. Każdy ma absolutne prawo do godnego pochówku i tak jak my chodzimy na groby swoich bliskich, tak oni pokonują setki kilometrów, aby odwiedzić "trupie pole", by powspominać młodość i łączyć się w bólu z rodzinami ofiar.

Ciężko jest zrozumieć Polakom motywy tego ludobójstwa, ta sprawa nigdy nie została wyjaśniona i myślę, że budzi emocje zarówno w moich rodakach, jak i w Ukraińcach. Nie chcę w żaden sposób bronić tej straszliwej zbrodni, lecz po zgłębieniu ówczesnej sytuacji można stwierdzić, iż zwykła ludność ukraińska musiała zostać poddana pewnemu "praniu mózgu" i niewątpliwej propagandzie. Posłużę się wspomnieniami Stanisława Srokowskiego, który był świadkiem ludobójstwa na Kresach. W wieku ośmiu lat uczestniczył on wraz z rodziną we mszy odbywającej się w cerkwi, na której to pop w trakcie kazania mówił o pszenicy jako dzielnym narodzie ukraińskim i o kąkoli, którą trzeba wytępić, czyli o Polakach, którzy przeszkadzają żyć.

Reklamy

Srokowski wspomina spotkanie ze swoim ukraińskim przyjacielem również ośmiolatkiem, który z dnia na dzień przestał z nim rozmawiać, a także odwiedziny u kuzyna do którego przyszedł jego szesnastoletni kolega - wyjął scyzoryk, zaczął się nim bawić i zwrócił się do swojego przyjaciela tymi słowami - "jakby ten nóż wszedł w twój brzuch jak w masło".

Nie jest to możliwe by z dnia na dzień ukraińscy przyjaciele zaczęli pałać nienawiścią do Polaków. Myślę, że ktoś kierował tymi atakami na polskie wsie, a przynajmniej chcę w to wierzyć, bo niepojęte jest dla mnie to, iż nagle człowiek może zwrócić się przeciw drugiemu człowiekowi. Nie zapominajmy jednak, jaki był to okres w historii, Polska była pod okupacją niemiecką. Był to czas światowego chaosu wojennego. Nie wiemy co dzieje się w psychice zwykłego człowieka podczas wojny, niekiedy zachowania przestają być racjonalne. Jednak, mimo wszystko, trudno jest wyobrazić sobie jak można w tak makabryczny sposób mordować drugiego człowieka. Słuchając relacji świadków i komentarzy historyków mimowolnie przechodziły mnie dreszcze. Kobiety i dzieci spalono w kościele. Praktycznie nie było ran postrzałowych, ludzie ginęli od urazów zadanych tępymi narzędziami, maczugami i siekierami. Wiele ofiar torturowano. Tak było. Czy Polacy są w stanie zapomnieć?

"Osty, burzany, krzaki i tyle z ich Ukrainy zostało, co tak mocno chcieli, taką mają" -jest to zdanie wypowiedziane przez uczestniczkę pielgrzymki Rodzin Wołyńskich. Patrząc na tę wypowiedź w kontekście obecnej sytuacji na Ukrainie, odzwierciedla ona myślenie typowo polskie - mają za swoje. Uważam, iż taka postawa gubi ludzi i nie prowadzi do niczego dobrego, a wręcz przeciwnie, potęguje wrogość. Jak wiemy, Polacy nie pozostali dłużni, mścili się za to co spotkało ich rodaków. Nie mi osądzać czy robili dobrze czy źle. Karty historii nigdy nie będą czarno-białe, są pełne odcieni szarości.

Być może ludzie, którzy nie uczestniczyli w tamtych wydarzeniach, których rodziny i przyjaciele nie cierpieli na Kresach, nie powinni wypowiadać się w tej kwestii. Jednak, mimo wszystko, w interesie całego społeczeństwa i obu narodów jest to, by utrzymywać dobre stosunki i poprawiać relację. Obecnie Polska wspiera Ukrainę, która przeżywa trudne chwile i wiem, że młodzi Ukraińcy, uczący się na tej samej uczelni co ja, są za to wdzięczni i doceniają zainteresowanie Polski ich problemami.

Młode pokolenie inaczej patrzy na historię, robi to z pewnym dystansem. Nic w tym dziwnego, skoro nie żyli w tamtych czasach, a w szczególności, jeśli ich rodziny nie są naznaczone tamtymi wydarzeniami. Oczywiście należy znać swoją historię i dzieje swojego państwa, ale jeśli chcemy budować nową lepszą przyszłość musimy umieć poradzić sobie z przeszłością. Wybaczyć nie jest łatwo, ale na pewno przyniesie to ulgę sercu. #Ukraina