Film o tytule "Polskie gówno" może dotyczyć praktycznie wszystkiego, jednak - jak zauważył pewnie już każdy, kto korzysta z polskiego internetu - mamy tu do czynienia z opowieścią o grupie prowincjonalnych rockmanów, którzy wchodzą w świat wielkiego show businessu. A właściwie - "szołbiznesu".

Wydany w serii "Strefa Komiksu" album "Polskie gówno" to opowieść stworzona na podstawie pierwotnego scenariusza filmu. Jego głównym bohaterem jest Jerzy Bydgoszcz - dorosły już człowiek, któremu marzy się kariera rockmana i jest frontmanem swojej własnej grupy - "Tranzystory", z którą od prawie dziesięciu lat pogrywa po klubach.

Reklamy
Reklamy

Pierwszy występ, jaki może zaobserwować czytelnik, ma miejsce przez publicznością składającą się z... jednej osoby - która w dodatku w trakcie występu wychodzi do WC! Biorąc pod uwagę fakt, że Bydgoszcz ma spory dług w skarbówce i pracuje na poczcie jako listonosz, nie ma on zbyt wielu powodów do uśmiechu. Jednak niespodziewanie pojawia się u niego w domu urzędnik ze wspomnianej skarbówki - nomen omen o nazwisku "Skandal" - który proponuje zorganizowanie trasy koncertowej "Tranzystorom" i wypromowanie ich w mediach. To pachnie sławą i gotówką, więc czy Bydgoszcz może się zawahać? Tak rozpoczyna się wielki tour, w trakcie którego dojdzie do mnóstwa zabawnych i absurdalnych sytuacji.

Śmiech... ale nieco przez łzy

"Polskie gówno" to satyra na rodzimy przemysł rozrywkowy, którą można odczytać na kilka sposobów.

Reklamy

Pierwszy to ukazanie zakulisowego świata show biznesu, w którym panuje prawo dżungli, a przeżyją tylko ustawieni, którzy mają najlepsze "wtyki" i znajomości. Drugi sposób - po prostu wesoła historia, skrząca autentycznie zabawnym humorem, przy której nie sposób się nie uśmiechnąć. I wreszcie trzeci - prawdziwe wspomnienia autora scenariusza, Tymona Tymańskiego, który od kilkunastu lat zna blaski i sławy życia zawodowego #muzyka, podane w formie fabularnej. Przez kolejne strony przewijają się sparodiowane postacie prawdziwych gwiazd rodzimej sceny muzycznej (jak Doda i Muniek Staszczyk), gag goni gag, a jedna zabawna sytuacja drugą. "Polskie gówno" narysował Ryszard Dąbrowski, znany w komiksowym światku jako twórca postaci "Likwidatora" i zrobił to doskonale - jego kreska przedstawia postaci na granicy satyry i realizmu (co można zobaczyć zresztą na załączonych planszach, udostępnionych przez wydawcę do zilustrowania recenzji).

Jeżeli więc komuś spodoba się film, albo po prostu chciałby mieć u siebie w domu zabawny komiks, nie sposób nie polecić tego właśnie albumu. Wypada na koniec ostrzec, że jest on adresowany do dorosłego czytelnika, a rzucanie mięsem jest tam dość częste. Ale - jakby nie było - to przecież rock'n'nroll!

#polskie kino