21 lutego obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Święto zostało ustanowione przez UNESCO i przypada na rocznicę krwawych wydarzeń w Bangladeszu, gdzie podczas demonstracji w 1952 r. zginęło 5 studentów, domagających się nadania językowi bengalskiemu statusu języka urzędowego. To święto wydaje się stanowić dobrą okazę do zastanowienia się nad obecnym stanem polszczyzny.

Z ogłoszonego przez UNESCO raportu o stanie języków nie wynika, aby nasz język był w słabej kondycji, chociaż połowa z 6 tys. języków używanych dziś na świecie jest zagrożona i do końca XXI wieku może zaniknąć. Czy jednak mamy powody do zadowolenia? Czy polszczyźnie naprawdę nic nie zagraża? Nie mam dostępu do badań - nie wiem nawet, czy badania stanu języka są prowadzone - ośmielam się jednak postawić tezę, że z polszczyzną jest z roku na rok coraz gorzej.

Reklamy
Reklamy



Ja ci mówię, k…, ty się ode mnie odp…, k… !

Śpiesząc się rano do pracy, w drodze do przystanku autobusowego - zwykle zajmuje mi to około 5 min. - usłyszałam 7 wypowiedzi, zawierających wulgaryzmy. Kto je wyartykułował? Otóż 2 z nich padły z ust chłopców w wieku gimnazjalnym, 2 - uczniów liceum lub studentów, 2 - panów w wieku dojrzałym, a jedna została wygłoszona przez dziewczynę mniej więcej szesnastoletnią. Wulgaryzmy ostatnio nie zawsze stanowią nośnik ekspresji. Są one nierzadko - tak jak w przypadkowo usłyszanych przeze mnie rano zdaniach - swoistymi przerywnikami, wyrazami, które nie niosą za sobą żadnej treści. Są, bo mówiący wpadli w nałóg ich nadużywania. Co ciekawe, chociaż zasmucające: wulgaryzmy są używane nie tylko przez osoby w różnym wieku, ale także różniące się znacznie wykształceniem czy pozycją społeczną.

Reklamy

Wspomnę jedynie o „kwiecistym” języku podsłuchanych polityków, których prywatne rozmowy zostały upublicznione.

Język polski nie jest ą i ę

Mimo prowadzonej od 2013 r. kampanii społecznej pod nazwą „Język polski jest ą i ę” coraz częściej ma miejsce pomijanie znaków diakrytycznych i typowo polskich liter. Zjawisko to wiąże się z popularnością sms-ów jako szybkiej formy przekazu. Jednak do nich się nie ogranicza. Znajoma nauczycielka języka polskiego w szkole ponadgimnazjalnej zauważyła, że część uczniów ułatwia sobie pisanie, pomijając „ogonki” i kreski nad literami, oznaczającymi miękkie spółgłoski, uważając je za mało istotne. Mało tego, modne wśród młodych ludzi jest obecnie mówienie: ciasto z czekolado, gofry z posypko. Powszechność sms-ów rodzi rozpowszechnianie się skrótowych tworów językowych typu: spoko, nara, dzięks, siema, siemanko, używanych w slangu młodzieżowym. „To dla mnie normalny sposób mówienia. Jestem przyzwyczajona do używania określonych zwrotów” - powiedziała 16-letnia Marysia, cytowana przez radiogdansk.pl.

Reklamy

Polacy nie gęsi, swój język mają?

Coraz bardziej powszechne staje się nadużywanie zapożyczeń z języka angielskiego. I nie tylko idzie tu o modną ostatnio konstrukcję typu: dedykować dla smartfonów, w której czasownik nabiera znaczenia przeznaczać, jakie ma angielski odpowiednik tego słowa. W błyskawicznym tempie rozwija się język Ponglisz. Takich wyrazów jak shopping, look, fejm, hejt, YOLO niedługo zaczną chyba używać nawet ludzie w wieku mocno dojrzałym. „Weź mnie na dansflor, zrobię ci hardkor” - zaśpiewała niedawno w swojej piosence, podobno w zamierzeniu mającej krytykować język współczesnej polskiej młodzieży, Natasza Urbańska. Językoznawcy: Andrzej Markowski i Ewa Rudnicka w artykule Dwugłos w sprawie kultury języka polskiego dziś wskazują na przyczyny zaśmiecania polszczyzny podobnymi tworami: „współcześnie wszelkie zmiany, także te, które przynajmniej niektórzy Polacy uznają za szkodliwe, niebezpieczne dla języka, są wskutek istnienia mass mediów upowszechniane błyskawicznie. Doskonale widać to na przykładzie kariery modnych słówek i powiedzeń”. A to niedobrze rokuje naszemu językowi ojczystemu.