Człowiek jest przekonany o swojej nadrzędnej roli na świecie. Wynika to z przeświadczenia o wysokim poziomie inteligencji naszego gatunku, jego możliwościach, a także z wierzeń religijnych. Gdyby jednak natura umiała mówić ludzkim głosem, moglibyśmy się dużo dowiedzieć na temat plusów i minusów działania homo sapiens w otaczającej go rzeczywistości.

Co by było, gdyby nagle jakaś wyjątkowo zabójcza pandemia wyeliminowała ludzi z naszej planety? Z pewnością doszłoby do ogromnych zmian.

Gdyby człowiek nagle zniknął z Ziemi

Energia elektryczna, produkowana w elektrowniach, powstawałaby do czasu wyczerpania paliw kopalnianych lub odnawialnych. Zapasy energii atomowej starczą na dwa lata, ale bez udziału człowieka reaktory mogą działać tylko przez dwa dni. Bez energii elektrycznej Ziemię bardzo szybko spowije kompletną ciemność.

W większych miastach znajduje się metro, położone poniżej poziomu wód gruntowych.

Reklamy
Reklamy

Bez odpompowywania wody przez człowieka, ulegną one zatopieniu w ciągu kilkudziesięciu godzin. Jedzenie w supermarketach i domach ulegnie zepsuciu. Bez dokarmiania padną domowe zwierzęta. Jedyną szansą dla nich jest wydostanie się na zewnątrz i próba aklimatyzacji w nowym środowisku, co dla większości może się skończyć śmiercią. Największe szanse na przetrwanie mają szczury i myszy. Po wyczerpaniu zapasów zaczną się żywić materiałami i tekturą, a potem wyemigrują poza dawne skupiska miejskie.

Tereny miejskie z czasem przejmie przyroda. Pojawi się nowa roślinność a po ulicach będą chodzić drapieżniki. Niedźwiedzie i wilki staną się mieszkańcami dawnych ogrodów i podwórek, podobnie rysie i kuny.

Po 10 miesiącach nieobecności człowieka...

Naukowcy twierdzą, że wystarczy dziesięć miesięcy nieobecności istot ludzkich, aby porosły zielenią wszystkie miejsca naszej wcześniejszej działalności. Mięczaki, na przykład małże, nieusuwane z rurociągów spowodują zatrzymanie elektrowni wodnych.

Wyładowania atmosferyczne mogą wywoływać pożary, trawiące budynki, na których miejscu pojawią się nowe odmiany bujnej roślinności.

Reklamy

Wystarczy pięć lat, żeby drogi pokryły się mchem i pnączami. Flora i fauna może skolonizować tereny przez następne dziesięciolecia, aglomeracje staną się dżunglami. Jedyna melodią na Ziemi będą dźwięki zwierząt i szumy roślin. W ciągu 100 do 300 lat może dojść co całkowitego zniszczenia architektury.

Wystarczy 1000 lat, aby przyroda wróciła do stanu pierwotnego.