Jak wiele można wytrzymać zanim długo tłumione emocje wreszcie wybuchną i będą domagać się zemsty? Damián Szifrón, autor „Dzikich historii” (2014) ukazuje kilka niezwykle barwnych opowieści  o ludzkich namiętnościach.  


Niedoceniony uczeń konwersatorium muzycznego, zdradzona panna młoda, poniżony kierowca Audi. Kelnerka, która musiała uciekać z rodzinnej wioski, bogaty ojciec próbujący ochronić syna przed więzieniem, czy ofiara skorumpowanego systemu administracji publicznej. Oni wszyscy przekraczają wreszcie linię swej nadszarpniętej cierpliwości. Puszczają im nerwy i okazuje się, że spokojni na co dzień ludzie zdolni są do najgorszych rzeczy. Ba! Są wręcz skłonni umrzeć by tylko dokonać słodkiej zemsty. W końcu (podobno) najlepiej smakuje ona na zimno.


Film, który składa się z kilku opowieści połączonych motywem przewodnim, ogląda się z zaciekawieniem i nutką satysfakcji. Bo zapewne wielu z nas także ma takie momenty, gdy pragnie się zemścić, gdy chce wziąć karmę w swoje ręce. Miło przeżyć to uczucie zwycięstwa nad losem z bohaterami na dużym ekranie. Warto wspomnieć, że producentem „Dzikich historii” jest Pedro Almodóvar, który, mimo że nie reżyseruje ani nie tworzy scenariusza, zdaje się czuwać nad tym obrazem, a jego styl jest tutaj silnie obecny. 


Bohaterowie zmieniają się z każdą historią, niektóre wciągają bardziej, inne mniej. Na szczególną uwagę zasługuje jednak rola Erici Rivas, która jako zdradzona panna młoda Romina z szaleńczą żądzą zemsty tańczy na swoim weselu, uprawia seks z kucharzem, naraża męża na nerwowe wymioty i płacz, a jego kochankę na rany cięte całego ciała. Po to tylko by na końcu wreszcie mu wybaczyć. Desperacja Rominy wywołuje w widzu ambiwalentne uczucia: z jednej strony pragnie by wybaczyła mężowi, z drugiej kibicuje jej w jej wariackim szale. To najbardziej znacząca postać w całym filmie, ukazująca skomplikowaną naturę człowieka z jego lękami, frustracjami i słabościami. Jednocześnie pokazuje niszczycielską siłę, która budzi się w nas przy poczuciu krzywdy i odrzucenia. 


Co stanowi o oryginalności tego dzieła to fakt, że w zemście nie było ani mistycyzmu, ani szczególnej filozofii, a raczej walka o swoje prawa, domaganie się ich za wszelką cenę, próba naprawiania świata. Zupełnie inaczej niż, w najważniejszym chyba dla mnie obrazie zemsty, jakim jest „Kill Bill” (2003) Quentina Tarantino. Głównie chodzi tutaj bowiem o sprawiedliwość: to jej domagają się uczestnicy wszystkich historii w tym filmie. 


Męczy ich poczucie niesprawiedliwości tak dotkliwe, że nie można go dłużej ignorować. Jest ono niebezpieczne niczym tykająca bomba, gotowa eksplodować w każdej chwili. Zniszczyłeś więc może komuś życie? Naśmiewałeś się z czyichś słabości? A może puściły ci nerwy w starciu z  irytującym kierowcą na drodze? Strzeż się, bowiem możesz zostać ukarany w każdej chwili.