"Jaka jest różnica między szaleńcem a Dalim? Taka, że Dalí nim nie jest."



Salvador Dali przez jednych wielbiony, przez innych znienawidzony. Nie ma możliwości pozostać obojętnym w stosunku do jego osoby. Urodzony w 1904 w Figueres, jako drugi syn w rodzinie Dalí. Jego starszy brat, o tym samym imieniu, zmarł dziewięć miesięcy przed jego narodzinami. Sytuacja ta odcisnęła wielkie piętno na artyście, któremu ojciec wmówił, że jest on reinkarnacją swojego starszego brata. Niewątpliwie, fakt ten kształtował charakter malarza już od dzieciństwa. Toczył on nieustanną, wewnętrzną walkę, aby odkryć własną tożsamość. To ciągłe poszukiwanie samego siebie sprawiło, że stał się postacią ekscentryczną, oryginalną, niestereotypową, prowokacyjną, a czasem wręcz śmieszną. Wszystko po to, by czuć, że żyje naprawdę, że jest jedyny i niepowtarzalny.

Świadomy swojego geniuszu

Dali był typem niepokornym. Został wyrzucony z Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Madrycie, tuż przed zakończeniem studiów, ponieważ oznajmił, iż nie ma tam nikogo, kto byłby godny i miał odpowiednią wiedzę, aby go egzaminować. Krnąbrny artysta nie przejął się absolutnie tym faktem. Już wtedy znał swoją wartość i był świadom swojego geniuszu.

W 1929 wraz z przyjacielem ze studenckiego akademika, Luisem Buñuelem, nakręcili film krótkometrażowy "Un chien andalou" - "Pies andaluzyjski". Scenariusz zrodził się z mieszanki snów artystów; Dalí śnił o mrówkach mnożących się na jego dłoniach, natomiast Buñuel o nożu rozcinającym gałkę oczną. Film ten, niezaprzeczalnie, uznawany jest za jeden z najbardziej znaczących, jeśli chodzi o kino surrealistyczne.

W tym samym roku, Dalí poznał swoją muzę i przyszłą małżonkę - Galę. Jak wiadomo, za każdym wielkim mężczyzną, kryje się jeszcze wspanialsza kobieta. Śmiało możemy rzec, bez niej nie istniałby Salvador Dalí, jakiego znamy. Gala - z urodzenia Helena Diakonova, była rosyjską imigrantką, wówczas żoną Francuza, Paula Éluarda. Hiszpański malarz jednak postanowił zrobić wszystko, by ją poślubić i swego dopiął. Uczynił to wbrew woli swojego ojca, który przeciwny był związkowi z jedenaście lat starszą rozwódką. Odcięcie się od ojca, było dla niego swego rodzaju zwycięstwem i przyniosło mu wolność. Jak mawiał Freud "Bohaterem jest ten, kto buntuje się przeciw autorytetowi ojcowskiemu i przezwycięża go".

Odtąd dla Daliego nie istniały rzeczy niemożliwe. Uwierzył w to, że czując się geniuszem, stajesz się nim. Był zakochany w sobie i Gali i nie rozumiał, jak inni ludzie mogą żyć, nie będąc Salvadorem Dalí i Galą. Żona była dla niego muzą, kochanką, matką, przyjaciółką, menadżerką. Była dla niego wszystkim. Rozumiała go. Jego dziwactwa, obsesje, jego geniusz artystyczny. Sam malarz wymyślił nurt surrealistyczny, zwany paranoiczno-krytycznym, który pojmowała tylko ona.

Dalí został wyrzucony z paryskiej grupy surrealistów za rzekome inklinacje faszystowskie. Jego reakcja na owo zajście była fenomenalna - "Nie możecie mnie wyrzucić z surrealizmu. Ja jestem surrealizmem". #sztuka współczesna

Jestem nieśmiertelny

Dziś, po latach możemy zgodzić się z tym, jakże nieskromnym zdaniem artysty. To właśnie jego surrealistyczne dzieła są najbardziej znane światu. Swoją postawą i nietuzinkowym myśleniem Dalí osiągnął to, co w życiu najważniejsze. Był szczęśliwy. Nieważne jak absurdalne wydawało się innym to, co robił, czy mówił. Mógł szokować swoimi dziełami, bazującymi na jego obsesjach, typu nosorożce, mrówki, słonie, genitalia, gnijące ciała czy ekskrementy. Wypełniał swoje życie tym, co kochał. Jego umiejętności opierały się nie tylko na malarstwie, ale także na rzeźbie, fotografii czy modzie. Powiedział kiedyś: "Jestem nieśmiertelny". Miał rację - jego dzieła żyć będą wiecznie...