W dobie tysięcy zalewających nas informacji na sekundę, dziennikarstwo zmienia swoje oblicze. W Internecie, zdaje się można znaleźć wszystko, a oddzielenie perełek od śmieci staje się coraz trudniejsze.

Mroczny świat współczesnej telewizji?

"Szum informacyjny" często wprowadza mnie w coś w rodzaju otępienia, które wręcz sprawia, że nie mam ochoty już nic więcej czytać, już nic więcej wiedzieć. Bo po kolejnych artykułach i wiadomościach nadal mam wrażenie, że niczego się nie dowiedziałam. Popularne portale stosują niezliczone triki by zwabić czytelników, a liczba kliknięć staje się niestety często kwestią istotniejszą niż rzetelność.

Reklamy
Reklamy

Internet, jak dla wielu, jest dla mnie głównym źródłem informacji. Tym bardziej zdziwiła mnie decyzja twórców "Wolnego strzelca", którzy postanowili stworzyć film nie o sieci, czy portalach społecznościowych, a o współczesnej telewizji. Po seansie trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to raczej obraz kondycji współczesnego człowieka, a telewizja stała się tylko pretekstem do opowiedzenia historii o czymś znacznie głębszym i bardziej niepokojącym, kryjącym się w ludziach.

Od zera do poplamionego krwią bohatera

Lou Blooma (Jake Gyllenhaal) poznajemy jako bezrobotnego, desperacko poszukującego pracy mężczyznę. Od początku niepokoi widza jego styl rozmów z ludźmi, kwestie wypowiadane jak wyuczony na pamięć wierszyk. Wreszcie przez przypadek staje się świadkiem wypadku i obserwuje reporterów, którzy biegną z kamerą na miejsce, gdzie cierpią i giną ludzie, aby taśmy z nagraniem sprzedać telewizji.

Reklamy

Im bliżej, więcej krwi i zwłok - tym więcej na koncie.

To wydarzenie staje się punktem zwrotnym w życiu Lou, który także postanawia kupić kamerę, policyjny nadajnik i jeździć do miejsc kryminalnych wydarzeń szukając sensacji. Już na początku okazuje się, że ma do tego niezwykły talent. Brak skrupułów i moralnego kręgosłupa okazuje się jego najsilniejszą stroną: podchodzi bliżej niż inni, na miejscu zbrodni może być nawet przed policją, a konkurencji pozbywa się za pomocą podłych manipulacji.

Szybka droga w górę

Wątpliwe etycznie metody Lou powodują, że pnie się po szczeblach kariery w zawrotnym tempie. Ma pracownika, Ricka (Riz Ahmed), który za niewolniczą stawkę jeździ z nim całymi nocami i słucha rad dotyczących kariery. Jego naiwność jest tak irytująca, że ma się ochotę potrząsnąć nim i krzyknąć "Obudź się!". A kiedy tylko zaczyna dopominać się o swoje, Lou wystawia go na pewną śmierć, po czym ją filmuje. Bloom zyskuje także partnerkę w telewizji, Ninę (Rene Russo), która, żądna sukcesu, godzi się nie tylko podwyższać pensję Lou, ale także na romans.

Reklamy

Wszystko w imię kariery.

Ludzkość bez człowieczeństwa

Pozornie oglądamy więc drogę na szczyt, swoisty American Dream głównego bohatera. Tak naprawdę widzimy jednak moralny upadek współczesnego świata w pogoni za pieniądzem, sukcesem, prestiżem. Postać Lou została skonstruowana natomiast w taki sposób, że wcale nie dostrzegamy jego przemiany. Jest postacią bezbarwną, wyzutą z wszelkich emocji, zaprogramowaną by zarabiać, realizować cele. Nie dostrzegam w nich ludzkich cech: współczucia, miłości, radości. W jednym momencie wybucha gniewem: to jedyne, uczucie, które przejawia.

Myślę, że reżyser chciał tym filmem powiedzieć nam coś bardzo smutnego. Chciał pokazać co może się zdarzyć, gdy skupimy się tylko na pogoni za sukcesem i pieniędzmi, a przestaniemy myśleć o ludziach. Przestaniemy czuć. Co gorsza, twórca zaznaczył silnie, że właściwie to już się dzieje, że każdy z nas może stać się Lou Bloomem z jego szalonym wzrokiem żądnym krwi. Jeśli przestaniemy być wystarczająco uważni i dbać o siebie nawzajem, czeka nas być może sukces i prestiż. Ale przestaniemy być ludźmi i, tak jak Lou, nie będziemy potrafili ani kochać, ani się wzruszać.