Aleja gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego jest ulicą przelotową, gdzie aż się prosi, żeby docisnąć mocniej gaz. Pomimo ograniczenia prędkości do 80 km na godzinę nikogo nie dziwi fakt, że są ludzie pędzący tamtędy przekraczając setkę. O ile za dnia, kiedy jest duże natężenie ruchu, jest to praktycznie niezauważalne, o tyle w nocy, kiedy większość ludzi śpi, może już stanowić sporą niedogodność.

Skargi do Radia, a policja nic nie wie

Skargi na motocyklistów, którzy urządzają wyścigi, napływają od mieszkańców tamtych okolic kilka razy do roku. Kiedy ostatnio Radio Kraków otrzymało taką informację, #policja w żaden sposób nie interweniowała, bo po prostu nie dostała zgłoszenia. Ludzie, którym hałas tak bardzo przeszkadzał nie wpadli na to, że przecież od tego jest policja i można zadzwonić. Zamiast tego woleli zgłosić się do mediów. Dlaczego? Cóż, albo trzycyfrowy numer na policje jest zbyt trudny do zapamiętania, albo hałas nie był na tyle uciążliwy by niepokoić tym mundurowych.

"Stop agresji"

To nie jest tak, że jeśli na policję się nie zadzwoni to nic nie zrobią. Trwa akcja "Stop agresji", której celem jest zwiększenie bezpieczeństwa na drogach i m.in. walka z wyścigami motocyklistów. A jak z jej skutecznością? Wyniki nie napawają optymizmem. Skontrolowano 2,5 tys. pojazdów, 120 z nich to motocykle. Wystawiono aż 2000 mandatów, zatrzymano 40 osób kierujących pod wpływem alkoholu i 10 po narkotykach. Zostało zarekwirowanych 150 dowodów rejestracyjnych, a 20 kierowców straciło #prawo jazdy. Po wejściu w życie nowych przepisów ostatnia liczba może znacznie wzrosnąć. regulacje przewidują bowiem odbieranie prawa jazdy wszystkim, którzy w mieście przekroczą prędkość 50 km/h.

Paranoja czy realne zagrożenie?

Mieszkańcy okolic Bora-Komorowskiego w Krakowie, dla których wyścigi są uciążliwie, na pewno nie zgodziliby się nazwać tergo paranoją. O jak dużym niebezpieczeństwie można mówić, kiedy motocykliści mkną ulicą nocą, gdy ruch jest znikomy? Ciężko stwierdzić. Jednak generowania decybeli nie można im odmówić. Łukasz Wilk ze Stowarzyszenia Motocyklistów Grupa Południe mieszka w tamtej okolicy, ale patrzy przez palce na takie incydenty. Jego zdaniem to nawet nie są wyścigi. Jedynie "dzieciaki, które raz na jakiś czas widzą długą prostą i dodają gazu ".

W czym problem?

Dlaczego młodzi ludzie, czując potrzebę dociśnięcia gazu, nie udadzą się w jakieś miejsce do tego przeznaczone? Ponieważ w całej Małopolsce nie uświadczy się ani jednego toru wyścigowego, gdzie można zaszaleć. Walka o tego typu tor trwa od lat. Stowarzyszenia motocyklowe robią co mogą, ale miasto milczy. Pomysł jest dobry, na pewno zmniejszyłaby się liczba pędzących po drogach motocyklistów, a tym samym bezpieczeństwo na drogach by wzrosło. Niestety miasto chyba nie widzi takiej potrzeby. Za to sami motocykliści będą chcieli wywalczyć budowę toru z wykorzystaniem budżetu obywatelskiego. I dobrze, trzymam kciuki, żeby im się to jak najszybciej udało.

Źródło: Onet.pl #polskie prawo